Mafia grasuje na Wall Street

Mafia grasuje na Wall Street

Największe oszustwo w dziejach nowojorskiej giełdy kosztowało inwestorów 50 milionów dolarów

Gangsterzy z Nowego Jorku zorganizowali największą aferę giełdową wszystkich czasów. Przez pięć lat zagarnęli miliony kosztem lekkomyślnych inwestorów. W końcu FBI zdemaskowała mafię z Wall Street. Za kratki trafiło ponad 120 osób. Nigdy jeszcze w oszustwie dotyczącym papierów wartościowych nie uczestniczyło tak wielu przestępców.
Do więzienia trafiło 11 bossów z pięciu głównych nowojorskich rodzin mafijnych: Gambino, Colombo, Bonnano, Genovese i Luchese, jak również 70 maklerów i doradców inwestycyjnych z kilkunastu stanów USA, 30 pracowników z 19 spółek akcyjnych, prezes funduszu inwestycyjnego oraz emerytowany oficer nowojorskiej policji. Wśród zatrzymanych są

grube ryby,

jak doskonale znani organom sprawiedliwości Salvatore Piazza, Michael Grecco, Frank “Frankie” Persico, związany z klanem Colombo, i “Little Robert” Lino. Ten ostatni uważany jest za “capo” (szefa) mafijnej rodziny Bonnano. “Mały Robert” podporządkował sobie dom finansowy DMN Capital Investments Inc. i uczynił z tej instytucji “bank dla skorumpowanych i szarlatanów”, jak określiła to nowojorska prokurator Mary Jo White.
Struktury przestępczości zorganizowanej od lat usiłowały robić na giełdzie brudne interesy. Teraz jednak po raz pierwszy pięć gangsterskich klanów Nowego Jorku połączyło swe siły, by zagarnąć pieniądze inwestorów. Aferzyści z Cosa Nostra mieli łatwe zadanie. Inwestorów ogarnęła gorączka “internetowych akcji”, które, jak wierzono, w krótkim czasie przyniosą bajeczne zyski. Kupowano więc na pniu walory wszystkich przedsiębiorstw, które wydawały się w jakiś sposób związane z Internetem. Przebiegli mafiosi nie spekulowali papierami wielkich koncernów, by nie zwracać uwagi giełdowych kontrolerów. Zagnieździli się natomiast na rynku tanich “groszowych akcji” (penny stocks), gdzie władze nie sprawują tak surowego nadzoru. Mafiosi działali w myśl starej zasady giełdowych szarlatanów: “pump and dump” czyli “napompować ceny, a potem zatopić”. Za pośrednictwem domu inwestycyjnego DMN kupowali za bezcen walory małych, niepozornych firm, np. przedsiębiorstwa produkującego filtry do wody czy też sprzedającego dachówki. Następnie za pomocą agresywnej propagandy doprowadzano do znacznego wzrostu cen akcji. Kiedy cena walorów osiągała punkt szczytowy, gangsterzy je sprzedawali. Zaraz potem wartość “napompowanych” akcji spadała na łeb na szyję. Ceny “windowali” zaprzyjaźnieni maklerzy. Na przekupienie maklerów i doradców finansowych gangsterskie klany przeznaczyły 5 milionów dolarów. Wśród usłużnych finansistów mafiosi rozdzielili również milion akcji firmy E-Pawn, zajmującej się rzekomo tworzeniem internetowych stron. Nic dziwnego, że maklerzy z zapałem “pompowali” cenę tych akcji, mając na myśli też własny zarobek.

Niezłomni, którzy odmówili

przyjęcia łapówki, byli zastraszani, terroryzowani, a nawet bici przez mafijnych “żołnierzy”. Barry Mawn wyjaśnia: “Nie ma różnicy, czy gang usiłuje opanować handel rybami czy akcjami. Metody są zawsze takie same – przemoc i groźby użycia przemocy”.
Maklerzy, mniej lub bardziej dobrowolnie współpracujący z przestępcami, stosowali całą gamę środków, by zachęcić klientów do kupna. Telefonowali do inwestorów, zachwalając akcje jako “wyjątkową okazję”, przede wszystkim jednak wykorzystywali Internet. W globalnej sieci pojawiały się więc ogłoszenia, informujące o “rewelacyjnych” papierach wartościowych czy też portale przedsiębiorstw, rzekomo internetowych, które w rzeczywistości z globalną siecią nie miały nic wspólnego.
Tak np. firma Wamex Holdings Inc. zamieściła w Internecie ogłoszenie: “Przygotuj się na rewolucję! ”. Rewolucją stać się miał, przygotowany jakoby przez Wamex, nowy “alternatywny” system obrotu akcjami, “od klienta do klienta, bez pośrednictwa maklera”, który miał wejść w życie 4 lipca. W rzeczywistości Wamex nie tylko nie opracował nowej metody, ale nawet nie wystąpił do władz z wnioskiem o licencję na handel papierami wartościowymi. Inwestorzy nie mieli o tym pojęcia i kupowali jak szaleni. Od grudnia 1999 r. do lutego br. cena walorów Wamexu wzrosła z 1 do prawie 20 dolarów. Mafiosi, którzy w odpowiednim czasie spieniężyli akcje Wamexu, zacierali ręce z radości. Płakali natomiast i złorzeczyli drobni ciułacze. Szacuje się, że inwestorzy stracili ponad 50 milionów dolarów.
Bossom z pięciu klanów taki zysk jednak nie wystarczył. Postanowili, przy pomocy skorumpowanych działaczy związkowych, dobrać się do kas funduszy emerytalnych. Z mafią sprzymierzył się William P. Stephens, stojący na czele funduszu inwestycyjnego Husic Capital Management z San Francisco. Według aktu oskarżenia, zgodził się on administrować 300 mln dolarów funduszu w taki sposób, aby przynajmniej kilka spośród nich przypadło gangsterom.
Przestępcom nie brakło najwidoczniej specyficznego poczucia humoru. Uknuli bowiem plan splądrowania funduszu emerytalnego nowojorskiej policji kryminalnej. Swą pomoc obiecał bossom Cosa Nostra Stephen Gardell, który przez długie lata pełnił wzorową służbę jako policjant w Nowym Jorku i przeszedł w stan spoczynku z wszelkimi honorami. Kiedy jednak otrzymał pierwszą emeryturę, doszedł do wniosku, że

państwo kpi z niego,

wypłacając takie marne grosze. Gardell postanowił wziąć odwet za takie “upokorzenie”. Przygotował operację “wypłukania” funduszu emerytalnego policjantów. Informował swych druhów z mafii o postępach śledztwa, załatwiał im pozwolenia na broń i miejsca do parkowania, przeznaczone tylko dla stróżów prawa. W nagrodę zainkasował od Cosa Nostra 8 tysięcy dolarów gotówką, za które sprawił sobie basen. Oprócz tego mafia fundowała byłemu policjantowi wycieczki do kasyn gry w Las Vegas i Atlantic City, obiady w luksusowych restauracjach oraz spotkania z dziewczynami lekkich obyczajów. Przyjął też eleganckie futro.
Mafiosi nie zdążyli jednak zagarnąć pieniędzy z funduszów emerytalnych. FBI od połowy 1999 roku wiedziała, że coś się święci. W grudniu zainstalowano urządzenia podsłuchowe w domu inwestycyjnym DMN. Funkcjonariusze zdołali także przekonać jednego z pracowników DMN, aby, w zamian za bezkarność, wystąpił w roli koronnego świadka. Jego tożsamość jest wciąż utrzymywana w tajemnicy. Świadek znany jest jedynie pod kryptonimem “CW-1”.
Gangsterzy przeczuwali, że ktoś z organizacji “sypie”. Jeden z nich, niejaki Cary Cimino, wynajął nawet płatnego mordercę, by pozbyć się “zdrajcy”. Policja była jednak szybsza. 14 czerwca w wyniku przeprowadzonej na całym terytorium USA “Operation Upstick” aresztowano 120 podejrzanych. Kiedy wybuchł skandal, kurs akcji kilku przedsiębiorstw, których pracownicy maczali palce w mafijnych matactwach, spadł o połowę.
Jak pisze dziennik “Washington Post”, istnieją obawy, że liczba oszustw związanych z papierami wartościowymi będzie w przyszłości szybko wzrastać. Przyczyni się do tego Internet, umożliwiający błyskawiczne i anonimowe przeprowadzanie transakcji, umieszczanie fałszywych informacji i reklam.

 

Wydanie: 26/2000

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy