Mała butelka, duży problem

Mała butelka, duży problem

06.04.2013 Gdynia Sklep monopolowy Fot. Wojciech Strozyk/REPORTER

Małpka stała się hitem. Cena przystępna, a siła rażenia większa niż piwo Byłam sprzedawczynią alkoholi. Kilka miesięcy temu w ramach wcieleniówki sprzedawałam w sklepach monopolowych w Warszawie. Niedługo, raptem cztery dni po kilka godzin. Wtedy właśnie odkryłam, jak wielkim powodzeniem cieszą się małpki – wódki w butelkach po 100 ml. A od koleżanek ekspedientek dowiedziałam się, że najbardziej chodliwe są – w tym akurat czasie – cytrynówki. Najbardziej pożądane małpki były pod ręką, czyli pod ladą, żeby co chwilę nie biegać do półki. Bo o te miniobjętości prosił co drugi klient. Ze zdziwieniem zauważyłam, że często kupujący małpkę wracał i powtarzał zamówienie. Nie rozumiałam, dlaczego nie kupił od razu pół litra. Ale z czasem pojęłam. To taki nowy styl życia. Moje spostrzeżenie potwierdziło wykonane w ubiegłym roku badanie firmy Synergion „Dokąd płynie mała wódka”. Według niego codziennie Polacy kupują 3 mln 100- i 200-mililitrowych buteleczek wódki, z czego 1 mln przed południem. Czyli – dla części – przed rozpoczęciem pracy lub w jej trakcie. Przemysł spirytusowy obruszył się na takie wyniki. Twierdzi, że dziennie sprzedaje się o połowę mniej małych butelek. Nawet jeśli to prawda, wynik i tak jest imponujący. Z małpką i psem Firma Synergion zebrała dane ze 150 sklepów w całym kraju. Badanie zlecił i sfinansował Związek Pracodawców Przemysłu Piwowarskiego. Producentów piw zaczął bowiem niepokoić wzrost zainteresowania napojami wysokoprocentowymi, co wpływa negatywnie na spożycie piwa. Chociaż w 2018 r. – jak wynika z badań Centrum Monitorowania Rynku – nadal w małych sklepach pierwsze miejsce wśród kupowanych alkoholi zajmowało piwo (51,6% sprzedaży), to za nim znalazła się wódka czysta (26,5% sprzedaży) i wódka smakowa (12,7%). Mimo wszystko wódki, czyste i smakowe, razem nie pobiły piwa. Zdaniem firmy Synergion 28% transakcji zakupu wódek w małpkach, czyli w opakowaniach 100 i 200 ml, jest dokonywanych przed południem, po południu – 36%, a po godz. 18 – kolejne 36%. Największą grupę klientów stanowią pracownicy fizyczni, za nimi są osoby młode w wieku 20-25 lat, panowie na spacerze z psem, emeryci i młode kobiety. Picie od rana do wieczora Odwiedziłam kilkadziesiąt małych sklepów spożywczych i sklepów monopolowych w Warszawie. Zlokalizowanych w najbardziej elitarnych i najbardziej zapyziałych rejonach miasta. Nie było takiego, który w ofercie nie miałby wódki w butelkach po 100 i 200 ml. W tej chwili każda duża wytwórnia wódek oferuje co najmniej kilkanaście ich rodzajów rozlewanych do najmniejszych butelek. W sklepach małpki zajmują co najmniej jedną półtorametrową półkę, ale są i takie placówki, w których wypełniony jest nimi pokaźny regał. Warszawski Gocławek w pobliżu stacji Olszynka Grochowska. Tu skromne domy i ubogie kamienice komunalne sąsiadują z nowymi willami i apartamentowcami. Codziennie setki mieszkańców zza torów kolejowych i ludzi z kwater pracowniczych przemieszczają się do zakładów pracy. Setki ludzi z podwarszawskich miejscowości wysiadają z pociągów, aby przesiąść się do autobusów. Taki szczególny punkt, gdzie bieda spotyka się z bogactwem. Nieduży sklep łączy oczekiwania wszystkich klientów, oferując towary podstawowe w przystępnych cenach, a obok nich luksusowe, jak choćby szynka prosciutto prosto z Włoch, którą tylko właścicielka potrafi pokroić na prawie przezroczyste plastry. Sprzedawczyni potwierdza, że wódka w małpkach dobrze się sprzedaje. – Klienci przychodzą przez cały dzień – opowiada. – Sprzedaż wódki w małych opakowaniach zaczyna się właściwie od momentu otwarcia sklepu. Większość kupujących to mężczyźni, często pracownicy fizyczni. Niektórzy przychodzą dwa czy trzy razy dziennie. Nie wiem, gdzie piją alkohol. W każdym razie nie pod sklepem, bo my na to nie pozwalamy. Po godz. 18 sprzedaż setek jest mniejsza. Martwię się, że nie będzie chętnych na małpki, bo dochodzi godz. 19. Ale po chwili wchodzi dwóch młodych mężczyzn. Jeden bierze piwo i setkę pigwówki, drugi też piwo i setkę cytrynówki. – Piwo i setka to stały zestaw, wielu mężczyzn tak właśnie kupuje – mówi ekspedientka. Młody mężczyzna. Kawałek swojskiej kiełbasy i małpka. Kolejny mężczyzna. Papierosy i małpka. Młoda Ukrainka nieufnie ogląda ziemniaki. W końcu decyduje się na zakup. Do tego małpka. Setka ląduje w torebce. Dlatego sprzedawcy mówią, że te buteleczki mają rozmiar kieszonkowy –

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 16/2019, 2019

Kategorie: Kraj