Małe tęsknoty

Małe tęsknoty

À propos kombinowania. Na poziomy wirtuozerii wzniósł się tu student polonistyki z filmu „Mniejsze zło” (2009), który Janusz Morgenstern nakręcił według prozy Janusza Andermana. To dopiero ślizgacz! Wpadnie mu w rękę „Mała Apokalipsa” Konwickiego z odręczną dedykacją, zaraz podrywa dziewczyny na „przyjaciela pisarza”. Za co zresztą zostaje ukarany tryprem, przejętym przez jego jednorazową miłość wprost od narzeczonego. Podpisze wprawdzie „list w obronie cenzury”, ale na spotkaniu z esbekiem ofiaruje się, że chętnie „rozpracuje Miłosza”, o ile wyślą go z taką misją do Stanów. Nic dziwnego, że od esbeka usłyszy: „Sp…!”. Talentu literackiego starczy mu tylko na kilka utworów z zakresu „poezji konkretnej” (bezsensowne zdania poustawiane w różne piramidki), więc przywłaszczy sobie powieść pewnego uzdolnionego wariata. Z tym że w środowisku literatów, do którego wszedł od zaplecza, musi się pilnować, bo to szajbusy, ale inteligentne. I zawistne. „Tutaj trzy plotki mogą człowieka kompletnie zniszczyć: albo że pedał, albo że ubek, albo że Żyd”, poucza go pewna oblatana sekretarka. A nikomu jakoś nie przeszkadza, gdy znany reżyser niemal zakatuje na śmierć własną żonę, ponieważ to podpada pod „badanie sytuacji ekstremalnych”. I tak nasz polonista nie polonista, pisarz nie pisarz, opozycjonista nie opozycjonista lawiruje z nadzwyczajnym powodzeniem. PRL wcale mu nie wadzi, wręcz przeciwnie. Dobrze wie, że tacy jak on tylko w tym ustroju zrobią karierę. Jeden się na nim poznał – pewien esbek. I od niego nasz artysta, kiedy śmiało wystąpi przeciw władzy, otrzyma okrutny cios. Konkretnie – kopa w dupę.

Koksownik i tureckie swetry

Nostalgię wzbudzają także lata 80. I to zarówno początek, jak i koniec dekady. Początek romantyczną mgiełką zasnuł Jacek Borcuch w filmie „Wszystko, co kocham” (2009). Mamy wprawdzie Gdańsk, lato ‘80, ale Wałęsę oglądamy tylko w telewizorze (czarno-białym). Bo dla kilku kumpli z liceum nie on jest ważny, lecz ich punkowa kapela, pierwsze wino owocowe obciągane z gwinta na plaży, podglądanie pań, które opalają się topless, i papierosy wypalane ukradkiem przy trzepaku. Wielka historia dotyczy ich o tyle, że jak zamiast „Teleranka” w telewizji pokazali generała, to znaczyło, że nie idą do budy. No i randkę trzeba skrócić, bo godzina milicyjna. Ale skoczy się po papierosy dla żołnierzy, co mają wartę przy koksowniku (muszą dać swoje kartki), bo to chłopaki takie jak my i cóż oni winni. Natomiast jak dziewczynie internowali ojca, a ojciec chłopaka jest oficerem Ludowego Wojska, to zakochanych dzieli podobna przepaść jak Julię i Romea. Z tym że krew nie woda, a „skóra lgnie do skóry”, jak śpiewają w radiu. I to jest to najważniejsze, co się zapamięta z „nocy stanu wojennego”.

Polska z końcówki lat 80. to kraj nie 10 mln członków Solidarności, lecz 10 mln handlarzy rozjeżdżających się za towarem po całej Europie. W tej Polsce wynurzają się z odmętów dwie syreny, co pokazuje oniryczny teledysk „Córki dancingu” (2015) rozbudowany przez Agnieszkę Smoczyńską do rozmiarów filmu fabularnego. W kraju pojawiło się już parę osób, które dorobiły się na sprowadzaniu tureckich swetrów i taniej elektroniki od Aldiego, a teraz potrzebują się zabawić. Jak najsłuszniej więc syreny trafiają do dyskoteki, która mieni się od refleksów szklanej kuli, cekinów, paciorków i brylantyny. Najciekawiej jest na zapleczu, gdzie tandeta taka sama jak na parkiecie, ale można tanio napić się wódki. Właśnie tu, gdzie się próbuje, przymierza, przygotowuje, poprawia, jest właściwa Polska. Powiedzielibyśmy: Polska w budowie, choć dałoby się już słyszeć: Poland under construction.

Nie chce mi się z tobą donosić…

Dochowaliśmy się w tym PRL-owskim nurcie osobnej odnogi tematycznej, którą nazwałbym romansem wstecznym. Karierę zrobił zwłaszcza duet ubek i dziewczyna. W sezonie 1952 dziewczyną była wymoczkowata panienka od poezji w dużym wydawnictwie, a ubek został świeżo oderwany od roli gdzieś w Małopolsce. Los zetknął ich w przewrotnym „Rewersie” (2009) Borysa Lankosza. Ona ma złotego dolara (z napisem „Liberty”!) i panicznie się boi, że służby wtargną, złoto skonfiskują, a ją posadzą. Więc co wieczór monetę połyka, rano ją odzyskuje i tak na okrągło. W innych sferach też działa panicznie. Bo dobiega trzydziestki, Bozia w kwestii urody się nie postarała, a jak ją zaczepi facet na ulicy, to tylko pijany. No i te naciski. Z zewnątrz – od strony matki i babci. I z wewnątrz, bo w niej raz po raz odzywa się kobieta. Kiedy w kronice filmowej pokazują paradę gimnastyczną, aż jej dech zapiera na widok tylu muskularnych, męskich ciał. No więc godzi się na ubeka, który jej się nawinął. Usypiają nawet kropelkami babcię, byle tylko wykraść parę chwil intymności. Na początku nie wypada to zbyt zręcznie, bo pożycie odbywa się na stole, ale jemu i tak się podoba. „Co powiesz na ślub wiosną? Gościom o kwiaty będzie łatwiej”. Ona mówi „tak” i wszystko by się ułożyło, ale, niestety, ubek przynosi robotę do domu. Już ma dla narzeczonej pierwsze zlecenie: będzie szpiegowała swojego szefa, pisała raporty i składała u niego, przyszłego męża i oficera prowadzącego w jednej osobie. Dziewczyna wie: jeżeli teraz się ugnie, to się złamie. Łyka więc dwie szklaneczki spirytusu i zaprawia trucizną drinka dla wybrańca serca. Nie ma wprawy, nie umie dozować, jego konanie trwa więc całą wieczność. Kiedy charczy, ona zdąży mu jeszcze metodycznie wyjaśnić motywację tego zbrodniczego (ale patriotycznego) czynu i przeprosić, że to tak długo trwa. A na koniec podłoży mu poduszkę pod głowę, żeby się męczył mniej, niż musi.

Strony: 1 2 3

Wydanie: 19/2016

Kategorie: Kultura

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy