Mały prezydent dużego miasta

Mały prezydent dużego miasta

Bydgoska prokuratura odrzuciła wniosek prezydenta o ściganie mieszkańców

Stało się, Prokuratura Rejonowa Bydgoszcz-Północ po zapoznaniu się z materiałami dostarczonymi przez prezydenta miasta odmówiła wszczęcia postępowania w sprawie transparentu wywieszonego przez kibiców podczas lipcowych lekkoatletycznych mistrzostw świata juniorów w Bydgoszczy. Kibice napisali na nim tak: „OD LAT KAŻDY SŁYSZAŁ, ŻE W BYDGOSZCZY JEST ZAWISZA. TERAZ MAMY PREZYDENTA, KTÓRY O TYM NIE PAMIĘTA”. Tak bardzo nie spodobało się to prezydentowi Konstantemu Dombrowiczowi, iż uznał on za stosowne donieść do prokuratury na… mieszkańców swojego miasta!
Prawie 10 tys. osób podpisało się w Bydgoszczy pod petycją z żądaniem przywrócenia słowa ZAWISZA w nazwie stadionu, którą prezydent samowolnie zmienił, nie bacząc na sprzeciw mieszkańców, środowisk sportowych czy wielu autorytetów. Na nic nie zdały się głosy lokalnych dziennikarzy, znawców marketingu politycznego nawołujące prezydenta do opamiętania się i niedonoszenia na mieszkańców za demokratyczną formę wyrażania swojej opinii.
Bydgoski ratusz, zamiast przeprosić za niepotrzebny, ośmieszający Bydgoszcz donos, po decyzji prokuratury słowami zastępcy prezydenta Macieja Grześkowiaka rzecze tak: „Kibice zachowali się niewłaściwie. Mistrzostwa nie są miejscem ani czasem na demonstrowanie swojego niezadowolenia”. Może więc wzorem władz Pekinu wydzielić nam, mieszkańcom, kawałek ziemi, gdzie moglibyśmy wyrażać legalnie swoje protesty i poglądy, najlepiej z dala od Starego Rynku, tak aby prezydent Dombrowicz nie denerwował się, że nie wszyscy mieszkańcy miasta są zadowoleni z jego coraz to bardziej odbiegających od rzeczywistości decyzji?
Maciej Grześkowiak nie pierwszy raz występuje bardziej w roli rzecznika prezydenta Dombrowicza niż jego zastępcy nadzorującego m.in. sprawy kultury, sportu i turystyki. Gdy rozpętała się burza o nazwę bydgoskiego stadionu, Grześkowiak, do niedawna szef sztabu organizacyjnego Euro 2012, powołany na tę funkcję przez ministra sportu, Tomasza L., mówił tak: „To był mój pomysł na nazwę stadionu i będę go bronić, bo wiem, że mam rację”.
Kiedy petycja z podpisami prawie 10 tys. bydgoszczan trafiła do jego rąk, bez ogródek stwierdził, iż to nic nie znaczy, bo przecież więcej ludzi głosowało za wyborem Dombrowicza na prezydenta. Otóż źle się dzieje, gdy zastępca prezydenta nie rozróżnia obywatelskiej formy wyrażania opinii i sprzeciwu od głosowania w wyborach samorządowych. Inne nimi rządzą reguły, a przecież nawet jednogłośny wybór prezydenta nie daje mu władzy absolutnej.
Swoją drogą, bardzo ciekawe, jak pan prezydent wyobrażał sobie ukaranie manifestujących. Czy ukarani winni być tylko ci, którzy wywiesili transparent, czy może też ci, którzy złożyli podpisy pod petycją, bo przecież wyrazili tym samym odmienne zdanie od swego prezydenta?
Dość powiedzieć, że rewanżu na mieszkańcach prezydent nie weźmie, chyba że z udziałem swego zastępcy wymyśli inne formy kontaktowania się z bydgoszczanami, np. poprzez wywieszanie transparentu na budynku ratusza i ogłaszanie, co sądzi o zachowaniach swojego ludu. Tylko że rządzenie przez konflikty do niczego nie doprowadzi.
Czas na zajęcie się miastem, na realizację obietnic wyborczych, bo dwie sztandarowe: tramwaj do Fordonu i aquapark ciągle leżą odłogiem. O problemach bydgoskiego parku przemysłowego szeroko informowała ostatnio lokalna prasa. Inwestorzy ciągle omijają nasze miasto szerokim łukiem.
Obawiam się, że sen zastępcy prezydenta o budowaniu wizerunku zamożnego miasta jeszcze długo nie doczeka się realizacji, a sam wizerunek nie zatuszuje odległego miejsca Bydgoszczy w opublikowanym niedawno rankingu najbogatszych miast wojewódzkich w Polsce.


Autor ma 29 lat, jest przewodniczącym Rady Miejskiej SLD w Bydgoszczy

Wydanie: 37/2008

Kategorie: Opinie

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy