Mały sojusznik Wielkiego Brata

Mały sojusznik Wielkiego Brata

Im dłużej trwa debata nad instalacją w Polsce tarczy antyrakietowej, tym lepiej widać, jak bardzo chybiony jest ten pomysł. A jak jeszcze na długą listę wątpliwości w tej sprawie nałoży się bilans sześcioletnich kontaktów prezydenta Busha z Polską, to odechciewa się robienia Amerykanom kolejnego prezentu. Bo cóż udało się w tym czasie osiągnąć? Na pewno nie możemy do osiągnięć zaliczyć udziału polskich żołnierzy w najbardziej bezsensownej, krwawej i pozbawionej szans na sukces wojnie w Iraku. Pojechaliśmy tam oszukani przez USA, że Saddam Husajn gromadzi broń masowego rażenia, za pomocą której gotów jest wysadzić świat. Pojechaliśmy na tę wojnę wbrew opinii Unii Europejskiej i tkwimy tam w maleńkiej grupce najwierniejszych sojuszników USA. Czy ktoś poza Bushem wierzy jeszcze w sens tej wojny?
Gorące uczucia do Amerykanów, zwłaszcza te ze strony kolejnych ekip rządzących, które pokochały USA bardziej niż sami Amerykanie, nie są odwzajemniane. Szczególnie wtedy, gdy trzeba wyjmować z portfela dolary. Wśród inwestorów w Polsce Amerykanie są dopiero na czwartym miejscu. Chętniej od wydawania w Polsce pieniędzy próbują, jak np. w Mielcu, kupować zakłady za kwoty niewspółmierne do ich wartości.
A F-16? Nie słychać jakoś o tym, jak realizowane są zobowiązania offsetowe USA w związku z zakupem tych samolotów. Do tego spisu pretensji trzeba jeszcze dołożyć sprawę wiz. Pal licho te liczne zapowiedzi, że zbliża się moment ich zniesienia. Mało kto w Polsce traktuje jeszcze poważnie te deklaracje. Ale jak wytłumaczyć całkowicie kuriozalny przypadek prawie równoczesnego przylotu do Polski prezydenta Busha i Janiny Wasilewskiej, którą Amerykanie wydalili po 18 latach pobytu w USA? Nie pomogło to, że zostawiła tam męża, że ma sześcioletniego synka urodzonego w USA. Nie pomogły prośby i apele wielu środowisk. Czy to wydarzenie trzeba w ogóle komentować? Chyba tylko tak, że frazesy wypowiadane przez polityków obu krajów nic ich nie kosztują. Bo cenę w realnym życiu płacą tylko tacy ludzie jak państwo Wasilewscy czy żołnierze ginący w Iraku.
A wracając do tarczy rakietowej. Polacy wiedzą swoje. Ta tarcza nie jest nam do niczego potrzebna. Nie poprawi naszego bezpieczeństwa, wręcz odwrotnie. W gruncie rzeczy ten projekt destabilizuje sytuację międzynarodową. Argumenty USA mówiące o zagrożeniu ze strony Korei Północnej i Iranu to political fiction, równie wiarygodne jak broń Husajna.
Prawdę mówiąc, nie chodzi tu w istocie o tarczę. A o co? Ujawnił to niedawno Radek Sikorski, mówiąc, że realną korzyścią z tarczy będzie obecność amerykańskich żołnierzy na polskiej ziemi. Tak jakby kraje, gdzie Amerykanie stacjonują, były bezpieczne. Jak nazwać polityków, którzy chcą z własnej ojczyzny zrobić kraj frontowy? Polityków, którzy relację z największym mocarstwem widzą tylko z pozycji wasala? Jeśli nie chcą oszukiwać społeczeństwa, muszą w sprawie tarczy powiedzieć Amerykanom nie.

Wydanie: 25/2007

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy