Maski Pana Nusantary

Maski Pana Nusantary

Andrzej Wawrzyniak, dyrektor Muzeum Azji i Pacyfiku w Warszawie

– Czy w pańskich zbiorach są maski na każdą okazję i dla każdego?
– To nie jest wykluczone, bo maski towarzyszą człowiekowi od najdawniejszych czasów. Maska jest formą przebrania i spełnia wiele funkcji, określa tożsamość i charakter noszących ją osób, przynależność do sfery kosmosu, świata ludzi, zwierząt, grupy etnicznej itd. Niekiedy założenie maski ułatwia człowiekowi przejście do świata niematerialnego. Maski mają więc znaczenie kultowe i rytualne, a także ochronne, ale wszystkie łączy jedna cecha. Pozwalają choć na chwilę przesłonić własną osobowość i przejąć kreowany przez maskę charakter. Wiele masek z mojej kolekcji pochodzi z teatru ludowego, przedstawiają postacie z dwóch wielkich eposów Orientu – „Mahabharaty” i „Ramajamy”.
– Kolekcja masek będąca pańskim darem dla narodu polskiego liczy ponad 900 obiektów, ale na wystawie w Muzeum Azji i Pacyfiku w Warszawie można zobaczyć zaledwie 180. Czy wybrano najładniejsze i najcenniejsze, czy najmniej straszne?
– Za wybór odpowiada komisarz wystawy, Bożena Rubczyńska. Chodziło jej o reprezentatywny zbiór dla całego obszaru Azji. Można więc oglądać tutaj maski z Indii, Sri Lanki, Nepalu, Mongolii, Chin, Indonezji i Oceanii. W moich zbiorach najbogatsza jest jednak grupa 350 masek z Indonezji, z których najcenniejszy jest zespół 200 masek teatralnych wayang topeng. Myślę, że masek, nawet rytualnych czy związanych z obrzędami pośmiertnymi, nie ma powodu się bać. Kiedy mieszkałem w Dżakarcie, w domu miałem na ścianach ponad 200 różnych masek i nic złego mi się nie przytrafiło. Przeciwnie, jedną z największych powiesiłem nad wejściem jako ochronę przed złymi mocami i… pomogło. Choć naszej rezydencji jako jedynej przy tej ulicy nie pilnowali ochroniarze, nie stała się obiektem żadnego przykrego zdarzenia. Panowało bowiem przekonanie, że ta maska ma swoją moc.
– W jaki sposób stał się pan kolekcjonerem obiektów kultury orientalnej?
– Zbieraniem różnych przedmiotów zajmowałem się od najmłodszych lat. Najpierw były to znaczki pocztowe, monety, książki, ale z czasem, kiedy pływałem na statkach polskiej marynarki handlowej, zafascynowała mnie kultura Azji i moje zainteresowania pogłębiały się. Już w latach 50. zacząłem gromadzić białą broń, maski, tkaniny, lalki teatralne, ceramikę, rzeźbę i malarstwo. Po powrocie do Polski przekazałem zbiory liczące kilka tysięcy obiektów na rzecz państwa i w ten sposób powstało Muzeum Archipelagu Nusantary, z czasem przekształcone w Muzeum Azji i Pacyfiku. Zostałem jego kustoszem i dożywotnim dyrektorem. Ale moja pasja kolekcjonerska nie wygasła. Niedawno zacząłem tworzyć nową kolekcję, w której znajdują się azjatyckie klatki dla ptaków.
– Co oznacza pański przydomek Nusantara?
– Dosłownie jest to stara nazwa regionu Azji (szczególnie Indonezji), w którym dominują język i kultura malajska. Prezydent Indonezji, Sukarno, widząc moje zainteresowanie i działania w celu upowszechnienia tej kultury w Polsce, nadał mi przydomek Nusantara, którym odtąd się posługiwałem i nadal posługuję w Indonezji. Występuję tam jako Andrej Nusantara, zresztą moje polskie nazwisko jest dla mieszkańców Indonezji trudne do wymówienia.
– Do katalogu wystawy dołączona jest lista ofiarodawców masek z różnych krajów. Niekiedy, jak w przypadku Chin czy Indonezji, darczyńcami są ambasady tych krajów, ale na liście znajdują się również znane nazwiska twórców polskiej kultury, chociażby rzeźbiarki Magdaleny Abakanowicz czy tłumacza Robert Stillera. Czy takich kolekcji jak pańska jest w Polsce więcej?
– Myślę, że moja kolekcja masek indonezyjskich jest największym zbiorem poza Indonezją. Z każdą maską wiąże się jakieś ciekawe zdarzenie. Swego czasu w domu znakomitego francuskiego malarza i miłośnika sztuki Orientu, Nicolai Michoutouchkine’a, mieszkającego na jednej z wysp Archipelagu Nowe Hebrydy, zobaczyłem znane mi z Polski abakany. Okazało się, że nasza sławna artystka wymieniła się z tym kolekcjonerem, w zamian otrzymując ciekawe maski. Ja z kolei przywiozłem dla Magdaleny Abakanowicz oryginalne stroje z Oceanii i udało mi się nakłonić ją, aby przekazała maski do kolekcji muzealnej. Bardzo interesujące maski z Indonezji są też darem świetnego tłumacza i specjalisty od kultury malajskiej, Roberta Stillera. Tych ofiarodawców jest zresztą dużo więcej. Zbiór nieustannie się powiększa. Dwa tygodnie temu znów byłem w Indonezji i nie wróciłem z pustymi rękoma.

 

Wydanie: 51-52/2006

Kategorie: Obserwacje

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy