Mediożercy

Mediożercy

Coraz częściej spotykam ludzi zawstydzonych. Ludzi, którzy pokładali w wyborach parlamentarnych wielkie nadzieje, a teraz, po paru miesiącach nowych rządów, wstydzą się swojej naiwności. Wstydzą się swojej naiwnej wiary, że może wreszcie będzie w Polsce normalniej, sprawiedliwiej i uczciwiej. A przecież to nie oni powinni się wstydzić!
Czy oglądając kolejne odsłony permanentnych już igrzysk politycznych, widzą może Państwo na twarzach polityków PiS lub LPR jakieś ślady zażenowania lub skruchy? Nie. To są twarze ludzi o porażająco małej wiedzy i niebywałym tupecie, z jakim recenzują wszystkie grupy zawodowe. Poza oczywiście swoją. Ale jednocześnie wystarczająco sprytnych w małych gierkach i napuszczaniu jednych na drugich. Czymże bowiem innym, jak nie próbą odwrócenia uwagi od Lecha Kaczyńskiego, byłego ministra sprawiedliwości, jest koncepcja powołania komisji śledczej, która ma się zająć mediami w sposób tak totalny, że amerykańska komisja McCarthy’ego to przy niej niewinne pieszczoty. Zamiast wyjaśnienia, kto i dlaczego kazał inwigilować dziennikarzy „Rzeczpospolitej”, i jaki miał w tym udział Lech Kaczyński, mamy wielki pakiet bezsensownych propozycji. Pakiet, który ma tak wszystko zamulić, by za kilka miesięcy nikt już nie był w stanie połapać się w sytuacji. Czy to może się udać? Nie sądzę. Jestem przekonany, że media będą solidarne z „Rzeczpospolitą” w dążeniu do wyjaśnienia wszystkich okoliczności tej afery.
Zadymiarski sposób uprawiania polityki ma odwracać uwagę społeczeństwa od siermiężnej codzienności. W tym systemie nie ma już czasu, miejsca, a pewnie i ochoty na żmudną urzędniczą działalność.
Tylu konferencji prasowych zwoływanych często kilka razy dziennie nigdy jeszcze nie mieliśmy. Jakże ci politycy zamęczają się dla nas. I tylko ci niewdzięczni, sprzedajni i zniewoleni dziennikarze nie potrafią tego docenić. Zadają jakieś bezsensowne pytania i czepiają się polityków o byle co. A w ogóle są wredni, bo jak mogą nie dostrzegać wielkich sukcesów rządu i partii rządzącej. Troska PiS o wolność wypowiedzi każdego dziennikarza i świetlaną przyszłość polskich mediów byłaby wzruszająca, gdyby nie to, że za tymi krokodylimi łzami wyraźnie widać złowrogi cień krokodyla mediożercy.
Można zgłosić jeszcze wiele równie nonsensownych propozycji jak te ostatnie. I można je nawet pouchwalać przy pomocy słynącego z prawdomówności Giertycha. Można stworzyć jeszcze wiele komisji. Trzeba tylko pamiętać, że logika takich działań jest nieubłagana. Zawsze na końcu jest komisja, która zajmuje się autorami poprzednich komisji. Media przeżyją ten ponury okres. Choćby po to, by pokazać obrady komisji, która rozliczy rządy PiS i ich pomocników.

 

Wydanie: 11/2006

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy