Szok wyborczy

Szok wyborczy

Przed ogłoszeniem wyników wyborów mój czterolatek Franio mówił zmartwiony: „Ja nie chcę, żeby Duda wygrała, ja chcę, żeby Komolowski”. A przecież nie rozmawialiśmy z nim o wyborach, to musiało być w powietrzu. Emocje zeszły więc głęboko. Franio w najgorętszym czasie miał operację usunięcia migdałka, a jedno z pierwszych jego pytań po wybudzeniu z narkozy brzmiało: „Czy Duda wygrała?”. Mama nie powiedziała mu prawdy, żeby go dodatkowo nie stresować. Nasza ciocia, kiedy ogłoszono wyniki, popłakała się, a potem pomstowała na tych członków jej rodziny, którzy głosowali, jak mówi, na PiS. Mój bliski kolega, wybitny malarz, mówi, że tylko na chwilę otworzył telewizor, zobaczył wynik i położył się spać, ale oka nie zmrużył. Sąsiad opowiada: „Położyłem się spać i zasnąłem, ale rano kac, jakbym się obudził już w innym kraju”. Znajoma nauczycielka pisze mi z odległego Cieszyna: „No to będziemy teraz mieli demokrację policyjno-wyznaniową. Nic dodać, nic ująć. Polacy jednak mają krótką pamięć”.

Pewnie wszyscy przesadzają, ale czy rzeczywiście? Nasza zimna wojna domowa może przyjąć jeszcze ostrzejszą formę. Nowy prezydent na pewno zasypie parlament ustawami, które mają zrealizować jego obietnice wyborcze, ale muszą być odrzucone, inaczej budżet nam się rozsypie. To będzie nabijanie punktów dla PiS. A Platforma nie ma energii, ludzi, w ogóle blado wygląda. Na początku nowy prezydent będzie zapewne miękki i miły, ma do tego naturalne skłonności. To będzie ścielenie po cichu miękkiego dywanu dla władzy prezesa. Czy jest więc tylko narzędziem, aby jego formacja mogła przejąć władzę? Wiemy, jak władza zmienia nawet narzędzia i zaczynają one mieć własne ambicje, szczególnie gdy nagle stają wobec historii, do której łatwo przejść haniebnie. Może więc być niespodzianką, ale nie postawiłbym żadnych pieniędzy na uniezależnienie się Andrzeja Dudy. Postaram się nie mieć uprzedzeń i oceniać nowego prezydenta po czynach.
Popularne stało się pojęcie mainstream. Andrzej Duda obiecał, że nie dopuści, by Polska płynęła w głównym nurcie. To w jakim? Słowo elita w języku prawicy już stało się obelgą. Paweł Kukiz kpi z depresji, w jaką wpadł mainstream po porażce Komorowskiego. W tym, co mówi, jest nienawiść i brak rozumu. To typowa dla polskiej prawicy i populistów pogarda dla polskiej inteligencji, tej resztki ocalałej z pogromów historii. Intelektualista o liberalnych poglądach jako wróg śmiertelny, godny unicestwienia.

Jest jednak wiele kluczy do wyborczego szoku. Nie tylko w Polsce żyje dużo ludzi zgorzkniałych, którzy mają poczucie, że przegrali swoje życie, czują się pomijani i krzywdzeni. Mamy skłonność do tego, by w takiej sytuacji nie oskarżać siebie, ale szukać konkretnego winnego. Słuchałem aktora Jerzego Zelnika, którego wiara w wizję PiS-owską ma już charakter religijny. Mówiąc, nagle – jakby przez nieuwagę – ujawnia prawdziwy powód swojego zaangażowania: „Jestem jako aktor niedoceniony, niezapraszany, pomijany”. Zaskakująco liczni Polacy poczuli się odtrąceni przez wielką zmianę roku 1989. I mówią, że więcej na niej stracili, niż zyskali. Do rzeszy odtrąconych, niespełnionych, pominiętych dołączyli teraz młodzi, których upokarzają niskie pensje i brak pracy. Nie śledzą politycznych gier i mają z natury rzeczy krótką pamięć, nic nie wiedzą o IV Rzeczypospolitej. Za to bardzo chcą jakiejś zmiany. Znam niegłupich młodych, którym się marzy nawet jakaś katastrofa, inaczej nie da się zburzyć układów, skruszyć betonu. Nie wiedzą, że z ruin zawsze wychodzą upiory. Nie mam jednak aż tak dramatycznej wizji, w ogóle mało mam wizji. Wiem, jakie głupstwa mówi się zawsze o przyszłości, której nie da się przewidzieć. Im ktoś mądrzejszy, tym większe głupstwa mówi o tym, co będzie. Wycinam sobie kilka tekstów autorów, którzy wiedzą, jak będzie. Za rok porównam z tym, jak będzie naprawdę.

Pisząc, szukam jak zwykle tła muzycznego, a trafiam na ojca dyrektora. I nie mogę się oprzeć, by nie słuchać, jak gra na flecie swojego głosu. Mówi o tym, jak polska szkoła, jej podręczniki i programy niszczą polską duszę. „Proszę, co zrobiono z Irlandią – cytuję dokładnie. – Cały naród opowiedział się za sodomią, katolicka Irlandia, tak można zniszczyć ludzi, oni mają metody. Krew się burzy w żyłach. I w Polsce tak samo. Ale to nie są Polacy, to nie są ludzie polskiego ducha. Proszę, jakaś pani, podobno katoliczka, pozwala na budowę drugiego meczetu w Warszawie, tak się dzieje…”. Warto słuchać ojca dyrektora – w każdej kropli tego, co mówi, jest jego mroczne morze. Dlaczego ten wierny sojusznik PiS nie pieje teraz z zachwytu nad tym, co się stało? Czy już wie, że prezydent Duda i PiS nie będą tak radykalni jak on, że został tylko wykorzystany?

Wydanie: 23/2015

Kategorie: Felietony, Tomasz Jastrun

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy