Mieszkaniowa segregacja

Mieszkaniowa segregacja

In this April 8, 2013 picture, a boy shoots a basketball into a makeshift basket made from a milk crate and attached to a vacant row house in Baltimore. The U.S. Census Bureau estimates that 20 percent of American children are impoverished. An estimated 16,000 buildings are vacant or abandoned in Baltimore. (AP Photo/Patrick Semansky)

Amerykańska bieda ma czarny kolor. Nie bez przyczyny Korespondencja z USA Ponad pół wieku po zrównaniu w prawach obywatelskich Afroamerykanie pozostają najuboższą warstwą amerykańskiego społeczeństwa. Obiegowa opinia chętnie szuka przyczyn tego stanu w indywidualnych wyborach, a nawet wadach osobowościowych – lenistwie czy braku ambicji. Odkąd ruch Black Lives Matter (Czarne życia się liczą) wywalczył miejsce na debatę o kategoriach dyskryminacji, na które wciąż istnieje ciche, acz systemowe przyzwolenie, Ameryka mierzy się z niewygodnymi faktami na temat spuścizny po latach segregacji, a także przejawów swojego wciąż żywego rasizmu. Kiedy – i czy w ogóle – sprawiedliwości społecznej stanie się zadość? W 1968 r., cztery lata po ogłoszeniu Ustawy o prawach obywatelskich (Civil Rights Act, CRA) kończącej erę segregacji Waszyngton zatwierdził Ustawę o sprawiedliwym dostępie do mieszkalnictwa (Fair Housing Act, FHOA), która formalnie zakazywała dyskryminacji na tle rasy, religii i pochodzenia (po poprawce w 1974 r. również płci) podczas sprzedaży, wynajmu czy finansowania lokalu mieszkalnego. Olbrzymi odsetek czarnoskórej populacji Ameryki powitał FHOA z dużo większym entuzjazmem niż desegregację. Realizacja amerykańskiego snu, czyli możliwość podniesienia stopy życiowej i pomnożenia majątku, o wiele bardziej wiąże się bowiem z prawem do własności niż z dyskryminacją rasową w restauracjach czy tramwajach. Ta własność to dla zdecydowanej większości Amerykanów po prostu dom lub mieszkanie. Wartość nieruchomości z biegiem lat rośnie i w ten sposób statystyczni Joe czy Susan Brown stają się z czasem ludźmi zamożniejszymi. Ponadto jako właściciele nieruchomości, lub choćby tylko kredytu hipotecznego, dostają do dyspozycji cały wachlarz możliwości finansowych, które mogą im przysporzyć bogactwa. Najpopularniejsza to pożyczka pod zastaw aktualnej wartości domu. Można z niej sfinansować jego remont lub rozbudowę, zakup nowej nieruchomości, inwestycję na giełdzie, a nawet wyprawę do kasyna. Pieniądz rodzi pieniądz, a w Ameryce dodatkowo nieruchomość rodzi pieniądz. Bieda bez kredytu Pół wieku od ogłoszenia równości to szmat czasu, mając te same możliwości ekonomiczne, można by całkiem przyzwoicie się dorobić bez względu na pozycję wyjściową. Statystyki mówią jednak co innego. Udział Afroamerykanów w rynku mieszkaniowym wciąż jest najniższy w kraju, na poziomie nieco ponad 40%. Tymczasem wśród populacji białej odsetek ten wynosi 76%, a wśród Azjatów i Latynosów ponad 60% (Brookings Institution, 2019 r.). Więcej – ubiegłoroczny powszechny spis ludności wykazał, że tendencja jest spadkowa. We własnym domu żyje dzisiaj mniej czarnoskórych Amerykanów niż 40-50 lat temu. O co chodzi? Szybka i do niedawna pokutująca w przestrzeni publicznej odpowiedź brzmi: bo Afroamerykanów nie stać na uciułanie wkładu, a potem na spłatę kredytu. Przepaść majątkowa między nimi a resztą społeczeństwa, zwłaszcza jego białą warstwą, jest ogromna. Przeciętny majątek białego gospodarstwa domowego szacowany jest na 983,4 tys. dol., podczas gdy gospodarstwa czarnoskórego – na 142,5 tys. dol. (Brookings, 2019). Odpowiedź prawdziwa jest jednak dużo bardziej skomplikowana. Po pierwsze, okazuje się, że kredyt kredytowi nierówny, amerykańskie banki zaś nadal praktykują systemowy rasizm. Wykazali to m.in. ekonomiści z Uniwersytetu Kalifornii, publikując dwa lata temu raport „Dyskryminacja kredytobiorcy w erze innowacji w usługach finansowych”. Po przeanalizowaniu danych odkryli, że odsetek odmów udzielenia kredytu hipotecznego w grupie klientów kolorowych (Afroamerykanów i Latynosów) wyniósł prawie 20%, podczas gdy w grupie klientów białych z porównywalną, a czasem nawet niższą zdolnością kredytową zaledwie 7%. Do tego pożyczki dla osób kolorowych były wyżej oprocentowane i choć nie mówimy o dużej różnicy (0,08%), to przekłada się ona na dodatkowe tysiące dolarów zainkasowane od klienta w czasie spłacania pożyczki. Bieda w inner cities Po drugie, za utrzymującą się biedą i ślimaczym tempem awansu ekonomicznego czarnoskórej Ameryki po dziś dzień stoją pewne wydarzenia i rozwiązania z przeszłości, w tym polityka samego Waszyngtonu. – W połowie XX w. rząd federalny realizował dwa wielkie programy, które diametralnie zmieniły oblicze amerykańskiego miasta. Pierwszy to idea budownictwa komunalnego, które często wyrastało na miejscu wcześniej mieszanych dzielnic, zastępując je strefami posegregowanymi. Drugi to plan budowy dotowanych przedmieść, gdzie jednak domy były sprzedawane tylko rodzinom białym. Nic w naszej

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 2021, 24/2021

Kategorie: Świat