Miraż szybkich wyborów

Miraż szybkich wyborów

Na naszych łamach często goszczą wybitni ludzie o różnych poglądach politycznych i doświadczeniach życiowych. Jest jednak coś, co ich łączy. Tym wspólnym mianownikiem jest przekonanie, że uczciwy człowiek ma obowiązki wobec własnego kraju. Uważamy w redakcji, że takie postawy warto hołubić i upowszechniać. Tym bardziej że wcale nie są one tak odosobnione, jak by się wydawało obserwatorom codziennego zgiełku medialno-politycznego. Trzeba tylko chcieć. I trzeba się przeciwstawić korowodom demagogów, awanturników i pyskaczy o miernych walorach umysłowych. Dla równowagi psychicznej jest nam niezbędny powrót do elementarnych wartości, wokół których organizuje się funkcjonowanie państwa i życie jego obywateli. I któż inny, jeśli nie inteligencja, może próbować przerwać ten chocholi taniec? Orężem ludzi mądrych jest słowo. A ich wiedza, niezależność ocen i uczciwość intelektualna mogą być skuteczną bronią w walce o Polskę jutra. Bo najgorsze, co nas może spotkać, to pogodzenie się z tym, że nic się nie da zrobić. I że jesteśmy skazani albo na barbarzyńców, albo na złodziei, by przypomnieć poetykę debaty między PO a Samoobroną. Coraz głupsze i coraz brutalniejsze zachowania polityków walczących o schedę po SLD nie pozwalają na złudzenia. Nie może być lepiej. I z tymi ludźmi lepiej nie będzie. Śmieszne ludki – równie pazerne, co niekompetentne – powtarzają jak mantrę te same słowa: zróbmy szybkie wybory, a będzie lepiej. Komu? Może wcześniej, jeszcze zanim pójdziemy do urn, usłyszymy od kandydatów, jaki jest ich udział w kryzysie władzy ustawodawczej, wykonawczej i sądowniczej?
Zwalanie wszystkiego na Millera i SLD nie wytrzyma próby czasu. A uczciwa analiza przyczyn klęski tej formacji jest dopiero przed nami i czeka na swojego dziejopisa. Nie ma dziś w Polsce takiej partii czy takiej koalicji, która obroni się, gdy zostanie poddana obróbce na taką skalę jak SLD.
Walec opozycji i mediów rozjedzie w kilka miesięcy po wyborach zarówno PO, jak i Samoobronę. Krótkowzroczność ludzi, którzy nazwali się politykami i chcą rządzić Polską, budzi już tylko litość. Niestety, niepowstrzymani i niewymienieni na lepszych mogą zasiąść w fotelach rządowych. Co prawda, na krótko. Ale za to z fatalnymi dla nas rezultatami.
I gdyby te oceny dotyczyły tylko klasy politycznej, nie byłoby jeszcze dramatu. Znacznie gorzej, że od patologii nie jest dziś wolna żadna instytucja. Kłopoty z trzymaniem się reguł mają zarówno Sejm (tylko 11% ocen pozytywnych), jak i typowa polska gmina. Podział dóbr i miejsca pracy w Polsce są już prawie wyłącznie dla krewnych, kolegów i znajomych.
Czy w takiej sytuacji może dziwić, że aż 81% Polaków uważa, że w stosunkach z innymi ludźmi trzeba być bardzo ostrożnym (CBOS)?

Wydanie: 17/2004

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy