Mistrz na zakrętach

Mistrz na zakrętach

Filmy Wajdy były jak polski los – słyszymy. Rzadko jednak pamiętamy, jak bardzo pokrętne były i polski los, i owe filmy

Andrzej Wajda (1926-2016)

Andrzej, syn Jakuba

Do kina Wajda wszedł filmem „Pokolenie” (premiera 1955), w którym ciężar walki z hitlerowcami dźwiga na swoich barkach Gwardia Ludowa, Armia Krajowa zaś „stoi z bronią u nogi”, a gdy trzeba, złoży donos na gestapo, byle tylko utrącić lewicową partyzantkę. Film zaczęto kręcić ledwo rok po śmierci Stalina, młody reżyser aż palił się do debiutu, więc wiele można mu wybaczyć. Niemniej jednak to syn kpt. Jakuba Wajdy, rozstrzelanego w Charkowie w ramach mordu katyńskiego. Rodzina Wajdów doskonale wiedziała, że sprawcami są Rosjanie, a nie hitlerowcy, jak chciała ówczesna propaganda. W tej sytuacji filmowy hołd dla popleczników Rosji Radzieckiej był posunięciem wątpliwym. Ale, jako się rzekło, polski los bywał pokrętny.

Dał on o sobie znać przy kręceniu „Kanału” (1956), pierwszego filmu o powstaniu warszawskim. Temu przedsięwzięciu kibicowała cała stolica, która jeszcze nie podniosła się z ruin. Kiedy na Śniegockiej wznoszono barykadę, okoliczni mieszkańcy przestali chodzić do pracy – całymi dniami pomagali na planie. I jeszcze gotowali ekipie obiady. Powyciągali z kufrów starą odzież i nosili się dokładnie tak jak w powstaniu. Przynosili też na plan własne węzełki, tobołki, walizki. Podczas filmowania scen walk powstańczych niemal nie trzeba ich było instruować. Pamiętali, jak się zachowywać pod ostrzałem. No i powstał film o powstaniu, ale o zupełnie innym niż to, które warszawiacy zapamiętali. Dowódca zdziesiątkowanego oddziału (Wieńczysław Gliński) już na początku pyta: „Z pistoletami i granatami na czołgi i samoloty! Kiedy my nabierzemy rozumu?”. I wówczas przychodzi rozkaz wycofywania się kanałami. Dowódca początkowo odmawia jego wykonania. „To po to tyle krwawiło się, żeby teraz jak szczury… do kanału… Jak ja im spojrzę w oczy?”. Po chwili dodaje rozgoryczony: „A oni mi wierzyli…”. „Wszyscyśmy wierzyli”, słyszy w odpowiedzi. „Smukły” (Stanisław Mikulski), dowiedziawszy się o planach ewakuacji, rzuca dowódcy broń pod nogi. „Mądry” (Emil Karewicz) pije na umór. W kanale wybucha panika, bo Niemcy mieli wpuścić gaz. Jakaś zdesperowana kobieta rzuca powstańcowi w twarz, że on i koledzy „są mordercami”. Kiedy kombatanci oglądali na ekranie siebie, jak brodzą po kolana w gównie i w nim padają, nie umieli przejść nad tym do porządku dziennego. To nie było ich powstanie! Gdzie barykady, gdzie biało-czerwona, gdzie bohaterowie?! „Gdzie wam się przyśniło, panowie filmowcy, takie powstanie i tacy powstańcy? Pokazaliście nam w swoim filmie, że bohaterscy powstańcy, bohaterskie dziewczęta – to złajdaczeni oficerkowie, rozwydrzone kociaki i rozamorowane panienki”, pisał czytelnik „Filmu”. Reżyserowi zarzucano złą wolę, chodzenie na pasku propagandy (powstańcy to bohaterowie, ale dowódcy – idioci), sabotaż narodowej historii.

Z „Popiołem i diamentem” (1958) było lepiej, ale niewiele. Owszem, Wajda upomniał się o to rozstrzeliwane pokolenie akowskie, ale jakoś półgębkiem. Rzeczywiście Maciek Chełmicki to w prostej linii kontynuator romantycznej walki wolnościowej. Pamiętacie, co robi, gdy ma zastrzelić w ciemnej ulicy komunistę Szczukę? Idzie za nim i powinien go kropnąć w plecy, dla własnego bezpieczeństwa. Ale nie! On wyprzedza swoją ofiarę, staje z nią twarzą w twarz i dopiero wtedy pociąga za spust. Etos rycerski! A jednocześnie ten rycerzyk zabija omyłkowo kliku Bogu ducha winnych robotników i ani go to ziębi, ani grzeje. W knajpie przy barku zapala szklaneczki spirytusu za poległych kumpli, ale bez specjalnych wzruszeń: „Przecież nie trzeba tego wszystkiego tak brać na serio… Trzeba się przepchać przez tę całą hecę… Nie nudzić się”. Maciek ginie na śmietniku od przypadkowej kuli. Pierwszy w polskim filmie „żołnierz wyklęty” nie poległ za ojczyznę, nie został rozstrzelany przez reżim. Zginął tak sobie. I to ma wystarczyć za rehabilitację pokolenia AK?

Strony: 1 2 3

Wydanie: 42/2016

Kategorie: Kultura

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy