Moralne upiory

Moralne upiory

Państwo polskie zbyt często traktuje swoich obywateli jako potencjalnych przestępców, których trzeba kontrolować, sprawdzać, karać – generalnie w relacjach między polskim państwem a obywatelem dominuje duża nieufność oraz atmosfera represji. To nie państwo służy obywatelom, ale obywatel ma służyć funkcjonariuszom państwa.

Z kolei w sferze ekonomicznej to nie gospodarka zaspokaja potrzeby pracowników, ale pracownicy i społeczeństwo mają naginać się do potrzeb gospodarki. PKB nie daje dobrobytu społeczeństwu, ale to ogół ludzi ma się pocić, zaciskać pasa i wyrzekać się własnych marzeń w imię wzrostu gospodarczego i rosnących słupków PKB. Z punktu widzenia oczekiwań społecznych państwo i rynek nie są więc przeciwieństwami, ale stanowią dwie strony tego samego antydemokratycznego frontu.

Ale, jak zapowiada PiS, idzie wielka zmiana. Księża mówią o niej z ambony. Nadciąga zmiana moralna. Ma odwrócić złe tendencje, a po niej ludzie staną się dla siebie braćmi. Pracodawcy zaś rzucą się na szyje pracownikom. Pod warunkiem że jedni i drudzy będą Polakami i katolikami. To wystarczy do likwidacji konfliktów społecznych.

PiS nie chce bowiem likwidować strukturalnych przyczyn ubóstwa i nierówności społecznych. Nie atakuje kapitalizmu ani jego beneficjentów. Jedynie za wszelkie niepowodzenia obciąża „układ” i „niemoralnych” ludzi. Stąd też nie trzeba zmieniać reguł gry, zdaniem PiS, wystarczy zmienić ludzi. „Moralna przemiana” wypędzi i ukarze tych złych, a pozostałym pokaże, że najważniejsza jest czystość moralna. Zamiast redystrybucji PKB wystarczy modlitwa. Nie istnieje konflikt między pracownikami a biznesem – zdaniem PiS, istnieje tylko konflikt między „ciemnymi siłami” a ludźmi „moralnymi, którzy chcą żyć w prawdzie”. A co jest moralne i co stanowi prawdę, najlepiej wiedzą prezes Kaczyński, ojciec Rydzyk i prawicowi moraliści.

Poza tym prawica ma głębokie przekonanie, że polscy kapitaliści są łaskawsi dla ludu pracującego niż ci zagraniczni. Mówiąc inaczej: jeśli nastąpi przemiana moralna zaprogramowana przez PiS, to kapitaliści staną się sprawiedliwi i łaskawi, a nierówności same znikną na skutek modlitw ministrów rządu PiS na Jasnej Górze. W dodatku jeśli elity biznesowe będą typowo polskie, bez żadnych obcych domieszek, to klasy niższe w końcu poczują, że są „gospodarzami u siebie w domu”. Modlitwa odmrozi kapitalistyczne serca, a wszystkim będzie się żyło dostatnio. Policja moralna już się o to zatroszczy.

Jak się okazuje, nawet jeśli PiS mówi coś o gospodarce, to wyciekają z tego nacjonalizm, zaściankowość oraz pseudoetyczne pouczenia i majaki, które nijak się mają do rzeczywistości. Logiki społeczno-ekonomicznej nie ma tym w tym wcale.

To samo dotyczy także innych sfer: wymiaru sprawiedliwości, nauki, mediów publicznych. Jedynym środkiem naprawczym ma być „odnowa moralna”. To pojęcie wytrych pozwoli wytłumaczyć wszelkie czystki kadrowe, najbardziej represyjne mechanizmy oraz ręczne sterowanie poszczególnymi instytucjami.

W sumie to nic nowego w działaniach polskiej prawicy. Wszyscy już powinni wiedzieć, na czym polega mechanizm jej walki politycznej. Po 1989 r. najczęściej odwoływała się ona w swych działaniach do „wyższej racji”, „moralnej konieczności”, „prawdy historycznej”, „obrony tożsamości narodowej”. Wszystkie te propagandowe zaklęcia zawsze miały być wystarczającym uzasadnieniem i legitymizacją najbardziej antydemokratycznych i hańbiących działań. Wszystkie też skutecznie miały odwracać uwagę od realnego konfliktu – społeczny gniew zamiast być wymierzony przeciwko niesprawiedliwym mechanizmom ekonomicznym, zawsze był zręcznie kierowany przez liderów prawicy przeciw „obcym siłom”. Raz byli to komuniści, innym razem „postkomuniści” i „liberałowie”, „czerwona pajęczyna”, „niemoralni geje”, „postmoderniści i zwolennicy kultury śmierci” itp. Zawsze byli to „obcy” polskiej tradycji i katolickiej religii. Dzięki temu taka popularność walki z „układem”, z „przestępcami”, z tymi, którzy zagrażają „naszej tradycji”. Ostatnio w języku prawicy modni są „lewacy”. Ale zagrożenie mogą stanowić też „emigranci”.

Bez względu jednak na to, przeciwko komu kierowany ma być atak i jak wykorzystana frustracja społeczna, zawsze odbywa się to w ramach „walki tożsamościowej i moralnej”. Celem jest wykluczenie tych „obcych” i „złych” z przestrzeni publicznej. To niemal zawsze stanowi mniej lub bardziej zakamuflowany przejaw nacjonalizmu i rasizmu polskiej prawicy.

Nie ma w tym schemacie miejsca na konflikty klasowe. To już zadanie lewicy, aby język walki politycznej i ujście dla społecznych emocji były opisywane językiem klasowych interesów. To najlepszy sposób obrony demokracji przed krucjatą moralną.

Kiedy moralizatorzy biorą się za państwo i gospodarkę, budzą się upiory. Dawne problemy pozostają nierozwiązane, ale za to powstaje wiele nowych zagrożeń dla społeczeństwa. Dobrobytu po „moralnej odnowie” nie będzie więcej, ale wolności i demokracji z pewnością będzie mniej.

Wydanie: 32/2015

Kategorie: Felietony, Piotr Żuk
Tagi: Piotr Żuk

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy