Mrożek albo codzienność Apokalipsy

Mrożek albo codzienność Apokalipsy

Wydarzenie? Wydarzenie! Chociaż to „tylko” wieczór w Teatrze…
W warszawskim Studio gościnne występy rosyjskiego teatru Swobodnoje Prostranstwo z Orła. Goście przywieźli inscenizacje Czechowa i Mrożka. Z Mrożka wzięli „Rzeźnię”. Nieczęsto grywany tekst – nie sztuki przecież, ale słuchowiska. I ta realizacja właśnie zaskoczyła warszawską publiczność. Ba! Stała się triumfem. Owacja po spektaklu trwała dobrych kilka minut. I nie były to oklaski kurtuazyjne. Na widowni było wielu ludzi teatru i wiele osób związanych z teatrem, a taka publiczność nie klaszcze na wyrost…
„Rzeźnia” to słuchowisko radiowe opublikowane w „Dialogu” w 1971 r. i zrealizowane w 1973 w radiu. Po roku ,68 i po „Emigrantach” S. Mrożek znalazł się właściwie na indeksie i „Rzeźnia” to był jakby początek jego powrotu do publicznego życia w kraju. Jeszcze nie teatr, ale słuchowisko, ślad obecności w normalnym obiegu. Boczne wyjście „z aresztu” cenzury.

Trzeba tu powiedzieć, że inscenizacja „Rzeźni” nie jest łatwym zadaniem. Nie tylko dlatego, iż punktem wyjścia jest tekst słuchowiska. Także dlatego, że sama materia tekstu jest złożona, wielowarstwowa. Wszystkie postacie mają charakter umowny, są znakami w pewnej całości i tę strukturę współwyznaczają, same nie mając żadnego autonomicznego znaczenia czy siły. W utworze tym nie ma żadnego jednostkowego bohatera w potocznym rozumieniu. W tej grotesce czy może tragifarsie dyskredytacji ulegają wszystkie „postacie” – znaki miotające się po scenie, a ich jedyną rolą jest doprowadzenie do obnażenia prawdziwej Apokalipsy ich wnętrza, które objawia śmierć wartości i śmierć samej wiary w sztukę.
To inscenizacja musi więc stworzyć tutaj całą wewnętrzną konstrukcję utworu.
„Rzeźnia” mówi o inwazji barbarzyństwa, rozumianego jako anomia, zanik wartości czy oportunizm, dla którego każda sztuka jest dobra, jeśli tylko posiada jakąś wartość instrumentalną. Ale to właśnie jest zdrada! Ponieważ sztuka winna być tylko wartością samocelową. Nie może służyć niczemu innemu, nic zdobywać ni kupować. Bohater Mrożkowej „Rzeźni” – Skrzypek – umiera nie wtedy, kiedy popełnia samobójstwo. Jako artysta umiera znacznie wcześniej, wtedy gdy uważa, że jego gra, jego mistrzostwo mają, muszą zapewnić mu „coś w życiu” i że to „coś” dopiero się liczy i ma znaczenie. I tak samo uważa dyrektor Filharmonii, który w pewnym momencie stwierdzi, że po sztuce muzyki można (warto-trzeba) zająć się „sztuką zabijania”, że ta równie dobrze nadaje się dla artystów ducha. W logice „Rzeźni” to on jest więc jej głównym bohaterem.
Skrzypek jest tylko przejściowym epizodem, niezależnie, czy skończył ze sobą, czy też nie. Takie jest gorzkie memento tego utworu.
Czy to tylko pesymizm autora z początku lat 70.? Chyba jednak nie tylko. W „Rzeźni” jest jednak coś więcej. Jeśli nie przewidywanie, to przeczucie nowych zagrożeń tzw. kultury wysokiej, związanych m.in. z erozją jej dawnych fundamentów oraz rozwojem nowych form medialnej globalizacji, o czym wiemy i myślimy już znacznie mniej i rzadziej.

Sławomir Mrożek, „Rzeźnia”, przekład Swiatosław Swiackij,
inscenizacja i reżyseria Grzegorz Mrówczyński, scenografia Marian Iwanowicz,
muzyka Zbigniew Wiszniewski, dyrektor artystyczny teatru Aleksander Michajłow

 

Wydanie: 22/2007

Kategorie: Kultura
Tagi: Jacek Syski

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy