Muraloza

Muraloza

Mural establishmentu

Choć korzenie street artu są buntownicze – występował przeciw instytucjom władzy, ekonomii i sztuki – dziś władza przechwyciła go i obróciła w narzędzie establishmentu. Wydaje się, że jak wszystkie inne elementy kontrkultury został wchłonięty przez popkulturę.

Prekursorem wejścia w krąg kultury masowej okazał się sam Banksy. Artysta, znany z działań zaangażowanych ideologicznie, świadomie balansuje między udziałem w popkulturze a jej kontestacją. Granica między wyszydzaniem systemu a jego napędzaniem stała się szczególnie cienka, gdy Banksy wystawił swoje dzieła na aukcjach internetowych. Za obraz przedstawiający królową Wiktorię amerykańska piosenkarka Christina Aguilera zapłaciła 25 tys. funtów. „Nie mogę uwierzyć, że kupujecie to g…”, skomentował Banksy.

W polskich realiach o funkcjonowaniu w obiegu rynkowym na dużą skalę artyści muralowi mogą jedynie marzyć. W przeciwieństwie do Banksy’ego łączą oni jednak działalność uliczną z projektami na zamówienie. Wielu traktuje street art jako furtkę do artystycznej sławy. Ta ma się zwrócić w postaci sprzedaży dzieł na aukcjach. W ten sposób mural podporządkował się prawom rynku za sprawą samych twórców. Aby sprostać oczekiwaniom nie tylko ulicznej publiczności, ale i potencjalnych zleceniodawców, stał się podwójnie ugrzeczniony.

Miastotwórczy charakter

Mimo krytyki nagromadzonej wokół murali trzeba przyznać, że to one, funkcjonując w opozycji do hermetycznego obiegu sztuki współczesnej uwięzionej w galeriach, stanowią najbliższe i czasami jedyne dostępne przeżycie estetyczne dla masowej publiczności.

Mural bywa instrumentem rewitalizacji. Często jest też swoistym znakiem firmowym – wyróżnikiem miejsca przerywającym monotonię krajobrazu. Miastotwórczy potencjał ma zwłaszcza mural w tzw. nie-miejscach, czyli tam, gdzie ludzie nie zatrzymują się na dłużej. Galeria Tybetańska w Warszawie zagospodarowała w ten sposób podpory wiaduktu jednej z najbardziej nieprzyjaznych ludziom tras w Warszawie: skrzyżowania ul. Kasprzaka z al. Prymasa Tysiąclecia. Techniczna przestrzeń jest dziś jedną z najbardziej różnorodnych galerii streetartowych w Polsce.

O street arcie myśli się przez pryzmat Banksy’ego, który w swoich pracach nie propaguje, lecz prowokuje. Być może taka walka nie jest domeną muralu, który zawsze był bliżej malarstwa ściennego niż zaangażowanego street artu – przede wszystkim dlatego, że w przeciwieństwie do prac Banksy’ego powstaje na ogół legalnie. Typem polskiego streetartowego bojownika wydaje się Darek Paczkowski, który wykorzystuje mural do promowania idei równości człowieka i praw obywatelskich, ale też aktywizacji społecznej.

Po akcjach sprzeciwu wobec reklam na ulicach i wspólnie realizowanych pomysłach budżetu partycypacyjnego rola muralu się zmieniła. Wydaje się, że street art, a wraz z nim mural, przebył drogę, którą wcześniej przeszły wszystkie zdobycze kontrkultury, począwszy od muzyki rockowej, a skończywszy na rewolucji seksualnej.

Droga od awangardy do popkultury spowodowała, z jednej strony, że street art się umasowił, ale z drugiej – że stał się motorem przemian przestrzeni miejskiej. Ze zbuntowanego offu przeobraził się w cywilizacyjną zdobycz pokolenia, które przebudowuje miasto na swoją modłę.

Strony: 1 2 3

Wydanie: 2016 38/2016

Kategorie: Obserwacje

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy