My, ludożercy

My, ludożercy

Czy nasze geny są niemym świadectwem kanibalizmu naszych przodków?

– Co o nas mówią?
– Mówią, że płynie do nich mięso.
Fragment dialogu z filmu Wernera Herzoga „Aguirre, gniew boży”

Fala przyboju szarpnęła ciężką szalupą tak silnie, że kapitan Giovanni Verrazzano ledwie zdołał ustać na nogach. W szkłach lunety, przez którą jego brat z pokładu statku obserwował lądowanie, sylwetka kapitana coraz ostrzej odcinała się od bieli piasku plaży. Wreszcie stępka szalupy rozorała brzeg, a jej nieliczni pasażerowie bez pośpiechu poczęli wyskakiwać w spienioną płytką wodę. Po chwili ruszyli na spotkanie niewielkiej, stłoczonej grupy tubylców, którzy pojawili się nie wiadomo skąd (…). Kapitan Verrazzano właśnie zaczął przemawiać do tubylców, gdy ci na oczach przerażonej i bezsilnej załogi statku rzucili się na niego i jego towarzyszy. Chwilę potem zaczęli ćwiartować ciało kapitana i zjadać jego części.

WYDARZYŁO SIĘ TO w 1528 r. na jednej z wysp Morza Karaibskiego. Tragiczna śmierć Giovanniego Verrazzano, odkrywcy zatoki znanej później jako Zatoka Nowego Jorku, była jednym z wielu przypadków ludożerstwa opisanych przez wczesnych odkrywców Nowego Świata. Zostały one skrzętnie wykorzystane do zohydzenia obrazu „dzikusów” i usprawiedliwienia niezwykle okrutnego traktowania ludności tubylczej.

Stereotyp barbarzyńskich kolorowych ludożerców, z którymi zmagali się dzielni, brzydzący się kanibalizmem biali kolonizatorzy, został utrwalony na całe wieki. Zaczęto go poddawać rewizji dopiero 40 lat temu, gdy amerykańscy antropologowie z pokolenia dzieci kwiatów zakwestionowali fakt istnienia kanibalizmu u ludzi. Pogląd ten został najdobitniej wyrażony w książce „The Man-eating Myth” („Mit ludożerstwa”) autorstwa Williama Arensa. Żaden przypadek kanibalizmu, argumentował Arens, nie został udokumentowany przez naocznych świadków – antropologów, więc zasłyszane bądź domniemane opisy takich praktyk nie mogą być traktowane jako dowód ich występowania. Rzecz jasna, przypadki odżywiania się ciałem bliźnich zdarzały się czasem wśród ludzi. Były one jednak, zdaniem Arensa, bardzo rzadkie i najczęściej wymuszane skrajnym głodem (…).

NIECO JAŁOWY spór na temat rozpowszechnienia praktyk kanibalistycznych wśród ludzi nabrał w ostatnich latach nowych rumieńców dzięki kilku prowadzonym z wręcz detektywistyczną dociekliwością badaniom archeologicznym. Dostarczyły one bardzo silnych poszlak wskazujących na zamierzchłe korzenie ludożerstwa. Pierwszym podejrzanym o jego praktykowanie okazał się nasz wymarły kuzyn – neandertalczyk.

Przez dziesięciolecia traktowano go w bardzo ambiwalentny sposób, zmieniający się wraz z panującymi prądami intelektualnymi. Na początku ubiegłego wieku neandertalczykom odmawiano bliskiego pokrewieństwa z ludźmi. (…) Ostatecznie o naszych bliskich więzach krwi z neandertalczykami zaświadczyły analizy genetyczne, które wykazały, że neandertalczyk tkwi w prawie każdym z nas: średnio 2% DNA człowieka współczesnego jest domieszką neandertalskiego materiału genetycznego pochodzącą z czasów, gdy ok. 50 tys. lat temu dochodziło do krzyżowania naszych przodków z tymi, jak się okazało, bardzo bliskimi kuzynami.

Jednakże poza wspólnymi genami i dbałością o zmarłych z neandertalczykami łączyły nas również znacznie bardziej mroczne obyczaje. Na ich ślady natrafiono we francuskiej jaskini Moula-Guercy położonej na prawym brzegu Rodanu, w prowincji Ardèche. Okazała się ona niezwykle bogatym źródłem materiału kopalnego, pochodzącego sprzed ok. 100 tys. lat, a więc okresu przypadającego na międzylodowcowe ocieplenie, często określane mianem interglacjału eemskiego. Na przestrzeni ponad 20 m kw. jej dno było usłane przemieszanymi szczątkami kostnymi neandertalczyków i różnych zwierząt, przede wszystkim jelenia szlachetnego. Szczegółowa analiza powierzchni kości ujawniła makabryczne szczegóły. Czaszki co najmniej sześciu nieszczęśników zostały pogruchotane, a z jednej z nich ktoś w fachowy sposób musiał wyciąć język. Wiele z pozostałych elementów szkieletów nosiło wyraźne ślady oddzielania tkanek miękkich oraz uszkodzenia typowe dla obróbki mającej na celu wydobycie szpiku. Najwyraźniej ktoś układał je na dużym, płaskim kamieniu, a następnie rozłupywał wielokrotnymi silnymi uderzeniami pięściaka. Jak się okazało, kości naszych kuzynów i zwierząt traktowane były w identyczny sposób, a po owej przerażającej obróbce lądowały na wspólnym śmietnisku. Trudno więc doszukiwać się tu jakichś rytualnych form pochówku, a najbardziej prawdopodobnym wytłumaczeniem funkcji jaskini Moula-Guercy jest przypisanie jej roli makabrycznej stołówki. Taką właśnie interpretację zasugerowali autorzy znaleziska – Francuz Alban Defleur i Amerykanin Tim White, opisując je w 1999 r. w tygodniku „Science”. (…)

Strony: 1 2 3 4

Wydanie: 47/2015

Kategorie: Obserwacje

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy