Mysz, która chce zaryczeć

Mysz, która chce zaryczeć

Rządzący szykują się, by stłuc żałosną wydmuszkę, jaką stał się Trybunał Konstytucyjny. Prezydent się pieni, prezydent grozi. Jego współpracownicy mówią, że w zupełnej ostateczności może sięgnąć do swoich kompetencji konstytucyjnych jako zwierzchnik sił zbrojnych. Ciekawe. Mysz, która chce zaryczeć. Już widzę, jak Duda wyprowadza wojsko na ulice. Po pierwsze, jest lękliwy; po drugie, nie może tego zrobić bez podpisu premiera. Wzruszające, ilu polityków PiS tłoczy się w kolejce, by jechać do Brukseli na funkcję europosła. To nie tylko duże pieniądze, ale też ucieczka przed odpowiedzialnością karną. Liczą, że będzie ich chronił immunitet. I zabawne, że PiS teraz skarży się znienawidzonej Brukseli, że w Polsce łamana jest praworządność. A samo jeszcze niedawno potępiało opozycję, że donosi na Polskę za granicą. W wielu sprawach mamy inwersję dawnej sytuacji. PiS krzyczy, że łamana jest konstytucja, że zmierzamy w stronę dyktatury, jak jeszcze niedawno myśmy krzyczeli. Jest w tym element tragikomiczny. Większość wyborców PiS nie jest jednak w stanie docenić komizmu, mają ograniczone postrzeganie rzeczywistości i brak im poczucia humoru, za to czują tragizm utraty władzy przez ich partię. A prezes staje się coraz większą kulą u nogi PiS. Ledwie chodzi, ale bardzo się zaangażował w wybory samorządowe. Tym boleśniejsza będzie porażka. Prezes ma swoje wielkie nienawiści i wielkie miłości. Tak zakochał się w Obajtku. Mówił o nim, że jest nadzieją: „Nie naszego obozu politycznego, nie jakiejś grupy partykularnej, tylko po prostu Polski. Wszystkich Polaków, którzy chcą dobra naszego narodu. (…) Ma ogromne możliwości, niezwykłą determinację i to coś takiego, co daje pan Bóg, a co trudno zdefiniować. (…) Nie chcę tutaj używać określenia »gwiazda«, (…) ale to naprawdę człowiek niezwykły”. No proszę, to jest właśnie miłość, trudno ją zawsze zdefiniować. To, że Obajtek zaczął swoją podróż na Olimp jako wójt Pcimia, uważam za niezwykle zabawną okoliczność. Ale podobnie było z młodym Misiewiczem, zakochał się w nim kiedyś Antoni Macierewicz. Prezes nie ma pojęcia o ekonomii ani o biznesie. Sprawa Obajtka i Orlenu jest rozwojowa, ciekawe, czego jeszcze się dowiemy. A już na horyzoncie majaczy nowa miłość prezesa. Tobiasz Bocheński z Łodzi, homofob, ultrakonserwatywny, nienawidzący Niemców, ale przystojny, ma nagle kandydować na prezydenta Warszawy. Problem, że nikt go w Warszawie nie zna. Nie szkodzi. Czuję, że prezes będzie go szykował na prezydenta RP.  W normalnym kraju, gdzie partiami rządzą racjonalne reguły gry, Mateusz Morawiecki po klęsce swojego obozu wypadłby z polityki na długie lata. A on nie tylko ma się dobrze, ale jest nawet promowany jako jeden z liderów. Błąkając się po kuluarach unijnego szczytu w poszukiwaniu „mocnych sojuszy” dla Polski, trafił na Viktora Orbána. I choć sam Morawiecki nie pochwalił się pamiątkowym zdjęciem z tego wiekopomnego wydarzenia, zrobił to za niego węgierski premier. Takich PiS ma przyjaciół.  By nie pisać tylko o polityce: Wojtek Fibak posłał mi komputeropis swojej książki. „Gem, set, życie”. Ma się ukazać wkrótce, prosił o uwagi. Książka gruba, ale czytam ją z pasją. To jednak głównie lektura dla tych, którzy interesują się tenisem, a też pamiętają wielkich tenisistów lat 70. i 80. Przyjaźnił się nie tylko z Borgiem. Jest blisko choćby z Nadalem i Djokoviciem. W książce świetnie rysuje postacie sportowców. Kolekcjoner obrazów, zebrał wielką kolekcję ludzi, blisko jest też np. z De Niro. Życzliwy, nie znam nikogo, kto tak lubi mówić o ludziach dobrze i serdecznie. Nie pisze o aferze – to było chyba 10 lat temu – rozpętanej przez „Wprost”. Było tu też na pewno sporo jego winy. Ta sprawa nadgryzła jego wizerunek, widać, jak złowrogą rolę mogą dzisiaj odgrywać media. Wojtek nie złamał prawa, nikogo nie skrzywdził. Na znak protestu z Marcinem Królem zrezygnowaliśmy wtedy z felietonu we „Wprost”. Czyli od Fibaka zaczęła się moja droga do „Przeglądu”. Szczery żal mam do niego, że nie stworzył w Warszawie muzeum dla swoich obrazów, choćby tych z École de Paris, miał wspaniałą kolekcję. Gdyby powstało takie muzeum, mógłby przejść do historii też jako mecenas sztuki. Mówił tak kiedyś o sobie: „Od zawsze ciekawią mnie ludzie, zachwyca, nawet bardziej niż półwolej z backhandu, otaczający mnie świat, piękno natury, rytm płynącego czasu. Zachwyca również

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 07/2024, 2024

Kategorie: Felietony, Tomasz Jastrun