Na chińskim kazaniu

Media krajowe oburzyły się wielce, że Brytyjczycy zakazali swoim sportowcom gadać o polityce podczas pekińskich igrzysk olimpijskich. Czyli krytykować Chiny. Podobnie, choć w łagodniejszej formie, uczyniły Belgia, Luksemburg i pewnie parę innych komitetów. Brytyjczyków dzielni polscy dziennikarze okrzyknęli tchórzami, kupczykami sprzedającymi święte prawa człowieka za przychylność bogacącego się imperium chińskiego.
Chiny traktują igrzyska jako część długiego marszu ku potędze. Powstawania z kolan, odzyskiwania dumy narodowej. Zademonstrowania nie tylko wspaniałych sportowców, którzy mają wygrać prawie wszystko, ale też supernowoczesnych obiektów, znakomitej organizacji, powszechnego zadowolenia i szczęścia. Dla milionów Chińczyków olimpiada to sprawa prestiżu. Honoru. Twarzy.
W Chinach można znaleźć wszystko. Pracę dzieci, wykonywane i niewykonywane wyroki śmierci, dziki, bezwzględny, europejsko XIX-wieczny kapitalizm. Mafie polujące na ludzkie organy do transplantacji, władze tłumiące wolne związki zawodowe, Kościoły legalne i nielegalne, półlegalne, cenzurę w internecie, represje wobec działaczy ekologicznych. Wiele, wiele. Nie znajdziemy tam demokracji parlamentarnej w zachodnim stylu ani praktykowania „praw człowieka”. O „prawach człowieka” można podyskutować ze zwesternizowanymi chińskimi intelektualistami. Typowy, nawet po wyższej uczelni Chińczyk, wychowany w chińskich tradycjach, pojęcie „prawa człowieka” nie zawsze rozumie, a jeśli nawet, to ich nie akceptuje.
Zachodni działacze polityczni i ekologiczni oraz obrońcy praw zwierząt łudzą się, że przy okazji igrzysk limpijskich nacisną na władze centralne i wymuszą ustępstwa na rzecz praw człowieka, zwierząt, natury. Liczą, że kiedy przyjadą na olimpiadę, rozwiną transparenty, rozrzucą ulotki, urządzą konferencje prasowe, to wstrząsną chińską władzą i społeczeństwem. Tymczasem każda taka demonstracja, każda konferencja umocni jedynie władzę w Pekinie.
Chińczycy są przekonani o swej sile, zdolnościach, cywilizacyjnym wkładzie w rozwój ludzkości. Najczarniejszy okres ich historii to skolonizowanie Chin przez zachodnie mocarstwa, Rosję i, o hańbo!, Japonię pod koniec XIX w. To rozpad imperium w wieku XX i okupacja japońska. Warto pamiętać, że Chińczycy uważają, iż to oni nauczyli Japończyków pisma, kultury i ogłady. Dlatego japońska okupacja była wyjątkowo upokarzająca. Dziś, kiedy Chiny mają większe rezerwy walutowe niż Japonia, szybszy rozwój gospodarczy, władze w Pekinie cieszą się autentycznym poparciem bogacących się Chińczyków. Hasło „Bogaćcie się” zostało przez społeczeństwo kupione i w czyn wprowadzone. Choć bogacenie się to też wyzysk i eksploatacja milionów wieśniaków z ubogich prowincji.
Chińczycy nie cierpią, kiedy się ich poucza. Publicznie wytyka błędy. Bo wtedy tracą twarz. To podstawowy błąd negocjatorów Zachodu. Do proponowanego przez nas rozwiązania należy zachęcić ich inaczej – pokazując pozytywne przykłady, porównując doświadczenia. No i trzeba mieć autorytet. Dlatego Chińczycy wysłuchają Amerykanina, bo USA im imponują, a Polaka oleją. Zwykle nie wiedzą, gdzie ta Polska. Nie znają polskich producentów ani firm.
Brytyjczycy, Belgowie to narody, które miały kolonie. Są wyczuleni na relacje metropolia-kolonia. Brytyjczycy okupowali Chiny i zakaz politykowania Brytoli na olimpiadzie jest jak najbardziej słuszny. Zwłaszcza że każda demonstracja przed igrzyskami i w trakcie przyjęta zostanie przez typowych Chińczyków jako zakłócenie ich święta. Sprzeciw wobec pokazu wielkości. Uderzenie w dumę narodową. Owszem, takie demonstracje pewnie pocieszą garstkę chińskich obrońców praw, ale doprowadzą do wyizolowania ich ze świętującego społeczeństwa.
Zwłaszcza że Chińczycy pamiętają inne olimpiady. Także w krajach nieortodoksyjnych demokratycznie. I w USA, gdzie też wykonywana jest kara śmierci. Czy jakieś organizacje wzywały do bojkotu amerykańskich igrzysk olimpijskich w Salt Lake City z powodu kary śmierci?
A jeśli nasi sportowcy i media chcą dowieść Chińczykom wyższości naszej demokracji i praw człowieka – niech ufundują stypendia dla pragnących studiów wyższych Chińczyków. W Chinach mawia się: lepiej raz zobaczyć, niż sto razy usłyszeć.

PS Zapraszam do czytania i komentowania mojego bloga http://gadzinowski.bloog.pl.

 

Wydanie: 8/2008

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy