Na szczęście ludzie nie słuchają polityków

Na szczęście ludzie nie słuchają polityków

Ludzie są wzywani na przesłuchania albo aresztowani i mówi się im: jak powiesz coś na Majchrowskiego, to cię wypuścimy! Prof. Jacek Majchrowski, prezydent Krakowa – Ma pan podsłuch w gabinecie? Tutaj? – Nie sprawdzałem. Ale niektórzy twierdzą, że i w gabinecie, i na telefonach… To są takie opowieści, które ludzie mi przynoszą. Natomiast pewności żadnej nie mam. – Rozumiem, że sprawa z czasów kampanii samorządowej, w której poległ gen. Rapacki za to, że nie chciał panu założyć podsłuchu, już się zakończyła. A teraz ma pan nową „przygodę”, związaną z prokuratorem z Buska-Zdroju. – Tę „przygodę” minister Ziobro zapowiedział mi już dawno, parę miesięcy przed kampanią samorządową. W gazetach jest jego wypowiedź na ten temat. To sprawa, którą prokuratura w Krakowie umarzała dwa razy, a w tej chwili prowadzi ją prokuratura w Busku-Zdroju, na skutek tego, że pojawił się nowy świadek. – O! – Ten nowy świadek to jest pan, który jest karany i za oszczerstwa, i za przywłaszczenie majątku znacznej wartości. Jest w konflikcie z miastem. Uniemożliwiłem mu wykorzystanie majątku miasta do jego prywatnych celów. Tego typu ludzie są teraz traktowani jako wiarygodni, są instrumentem przeciwko mnie. – To jest groźne? – Wie pan, jak to wygląda? Były wybory i w telewizji puszczano spoty wyborcze mojego kontrkandydata. W nich występował pan prokurator Engelking, co już samo w sobie jest skandaliczne. I mówił, że prezydent Majchrowski jest uwikłany, że jest prowadzonych kilka postępowań prokuratorskich przeciwko niemu. Mówił, nie dodając jednej rzeczy – że te wszystkie postępowania toczą się właśnie z wniosku tego pana. – Pan nie był jedynym. W Polsce było wielu prezydentów i burmistrzów, którym de facto na czas kampanii wyborczej pozakładano sprawy prokuratorskie. – Spójrzmy na Sejm. Tam głosuje się dotąd, dopóki nie będzie odpowiedniego wyniku. Nigdy tego nie było. Teraz mamy do czynienia z podobnego typu sytuacją – jedna prokuratura umarza, druga umarza, to trzeba spróbować trzeci raz. Pokonałem Ziobrę, Rokitę i Wildsteina – Wygrał pan z Ziobrą i Rokitą w Krakowie. Spodziewał się pan tego? – Generalnie mówiąc, spodziewałem się. Nie spodziewałem się tylko, że to zwycięstwo będzie tak zdecydowane. – Ho, ho… – Nie mówię, że nie miałem jakichś obaw, bo zawsze są chwile zwątpienia. Ale poszło dobrze, okazało się, że ludzie patrzą na rezultaty, a nie słuchają tego, co mówią politycy. Tutaj, w Krakowie, trwała zmasowana kampania rządu, który się włączył instytucjonalnie w wybory – premier, ministrowie, nie mówiąc o mediach. Bo to jest też kolejna sprawa, o której trzeba powiedzieć – mamy po raz pierwszy do czynienia z sytuacją, że władza jest nie tylko władzą policyjną, prokuratorską, administracyjną, ale także ma w swoich rękach media publiczne. To mówienie, jaka była telewizja Kwiatkowskiego! Kwiatkowski mógłby uczyć się podstaw manipulacji u obecnych władców TVP. Dziś w telewizji publicznej nie możemy mówić ani o rzetelności, ani o obiektywizmie, ani spełnianiu misji. To tuba propagandowa władzy. – Mamy jeszcze media prywatne… – Wystarczy wejść na stronę internetową Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji i zobaczyć, ile jest wszczętych postępowań o cofnięcie koncesji. Nigdy tak nie było! A oznacza to jedno – uważajcie, uważajcie… A jak pan sądzi, czy Tyczyński nie sprzedał radia RMF dlatego, że już miał tego wszystkiego dość? Tego straszenia, że koncesję mu odbiorą? Moim zdaniem właśnie dlatego. Terlecki bał się ze mną rozmawiać… – Zastanawiam się nad pańskim zwycięstwem. Trudno wygrać, gdy ma się przeciwko sobie dosłownie wszystkich. – Nie wszystkich. Władzę miałem przeciwko sobie. Ale ludzi – nie. A to ludzie głosują. Ludzie wyjdą na ulice i zobaczą, co się buduje, co się robi, jak wygląda opieka zdrowotna, cały szereg rzeczy. Jadę taksówką i taksówkarz mi mówi: „Panie, ja dzięki panu żyję! Bo mam tylu turystów, tylu chętnych, że cały czas jeżdżę”. Jeżeli powstają coraz to nowe hotele, jeżeli bezrobocie spadło. Jak zaczynałem kadencję, wynosiło ono 8,6%, jak kończyłem – już tylko 5,5%. W żadnym mieście takiego spadku bezrobocia nie było! – Do społeczeństwa trzeba dotrzeć. – Starałem się docierać. Miałem kilka spotów w telewizji, kilka debat. Potem, w drugiej turze mój kontrkandydat uciekał od debaty, jak diabeł od święconej wody! – Lubiły pana

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 15/2007, 2007

Kategorie: Wywiady