Watykański bat na biskupów

Watykański bat na biskupów

26.08.2015 Czestochowa , Jasna Gora . Biskupi podczas mszy przed szczytem w Uroczystosc Matki Bozej Jasnogorskiej . Fot . Grzegorz Skowronek / Agencja Gazeta

Nadzwyczajna wizyta polskich biskupów w Rzymie mogłaby być końcem klonowania polskiego episkopatu wedle reguł Wojtyły Stanisław Obirek i Artur Nowak – autorzy wydanej właśnie książki „Gomora. Władza, strach i pieniądze w polskim Kościele” Polski Kościół wchodzi w bardzo ostry zakręt historii. Rozpoczynająca się za kilka dni seria spotkań polskich biskupów z papieżem Franciszkiem wykracza poza rytuał wizyt Ad Limina Apostolorum. Choć każdy biskup raz na pięć lat powinien odwiedzić groby apostołów Piotra i Pawła w Watykanie, tym razem chodzi o coś poważniejszego. Papież wezwał polskich hierarchów w trybie pilnym, wszystkich. Na przygotowania mieli mniej czasu niż zazwyczaj. Pojawią się na watykańskim dywaniku, mając w pamięci niedawne, bezprecedensowe kary dla niektórych: ukaranie kard. Henryka Gulbinowicza (zmarłego chwilę potem) zakazem uczestnictwa w celebracjach i spotkaniach publicznych, zakazem używania insygniów biskupich i pozbawieniem prawa do pochówku w katedrze; kary dla abp. Sławoja Leszka Głódzia i bp. Edwarda Janiaka. W tle są ujawniane w ostatnich latach afery związane z przestępstwami nadużyć seksualnych księży oraz ich systemowym tuszowaniem. Polska przechodzi ostry kryzys powołań kapłańskich i równocześnie szybko się sekularyzuje. Wszystko to w cieniu niezwykle zacieśnionego sojuszu z pisowską władzą, która obsypuje Kościół pieniędzmi i przywilejami, jednocześnie zapewniając przestępcom w sutannach nietykalność. Polski Kościół jest chory, z uwagą należy obserwować, jaką kurację wprowadzi papież Franciszek, traktowany przez polskich hierarchów ze sporym dystansem, żeby nie powiedzieć lekceważeniem. U źródeł wszystkich patologii coraz bardziej widać do niedawna pomnikową i niekrytykowalną postać Jana Pawła II, który poprzez swoją politykę kadrową tak fatalny Kościół w Polsce stworzył i utwierdził. Cień jego działalności i decyzji jest coraz mroczniejszy. Wyjątkowość obecnego momentu w historii Kościoła podkreśla też przerwane milczenie i odwaga osób, które ujawniają nadużycia, przestępstwa oraz skandale, opisują rozgrywające się w Kościele procesy. Należą do nich były jezuita, antropolog kultury, teolog, historyk Stanisław Obirek i Artur Nowak, adwokat, publicysta, pisarz. Porozmawiamy o potężnej, groźnej, zagadkowej instytucji. Jak ją opisać, nie używając na początku jej nazwy? Gdyby czytelnik miał rozwiązać zagadkę… Artur Nowak: – Mówimy o korporacji, dobrze opisanym tworze w wymiarze ekonomicznym, prawnym, społecznym. Czyli jest to przede wszystkim przedsiębiorstwo, zbudowane na sieci relacji lojalnościowych. Jest to model zakupu usług religijnych za obietnicę zbawienia. Funkcjonuje z pokolenia na pokolenie, od wieków. Zaczyna się od chrztu, który najczęściej nie jest związany ze świadomym wyborem, decyzją – a jego skutki trwają aż do śmierci. To jest świetnie pomyślane, niczego specjalnie od tak wymyślonego konsumenta usługi religijnej się nie wymaga. Musi wędrować przez życie od jednego sakramentu do drugiego. Wszystkiemu towarzyszy odpłatność. AN: – Z punktu widzenia prawa mamy do czynienia z instytucją pozbawioną jakiejkolwiek kontroli, wewnętrznej i zewnętrznej. Szacuje się, że w Polsce „obroty” Kościoła to ok. 17-19 mld zł rocznie – sądzę, że to zaniżone wyliczenia. Nie ma możliwości sprawdzenia, na ile wikary okrada proboszcza, na ile proboszcz biskupa, a biskup – Watykan. A co robi z pieniędzmi Watykan, widać po kolejnych aferach z bankami, praniem brudnych pieniędzy we współpracy z mafią, spekulacyjnymi zakupami nieruchomości. Pojawił się pomysł używania kart płatniczych, ale polskie duchowieństwo zgodnie go odrzuciło. Dzięki czemu nie ma kontroli przepływu pieniędzy. AN: – Ta korporacja zastygła w formule średniowiecznej. Podczas gdy inne formy dużych przedsięwzięć gospodarczych, przedsiębiorstw, ewoluowały, dostosowywały się do nowych czasów, oczekiwań unowocześniających się państw, stawały się m.in. transparentne, jeśli chodzi o obrót i rozliczanie się z pieniędzy, kosztów, zysków – to Kościół zastygł w kształcie sprzed wielu wieków. Luter, który chciał zlikwidować handlowanie sakramentami i urzędami, przegrał tę konfrontację. Rzym nie zaakceptował tych reformistycznych fanaberii. Mamy więc dzisiaj instytucję wyjętą spod prawa, niewspółpracującą z państwem. Państwo szanuje Kościół, natomiast Kościół absolutnie nie szanuje państwa. Konkordat de facto niczego nie normuje. Doskonałym przykładem jest działalność tzw. komisji majątkowej, podczas prac której doszło do wielu przestępstw. Skończyło się to w atmosferze wielkiego skandalu, z którego nie wyciągnięto żadnych wniosków, konsekwencji, nikogo nie ukarano. Kościół równocześnie powołuje się na swoją kombatancką przeszłość,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 2021, 41/2021

Kategorie: Kościół, Wywiady