Nabrani na polisy – dalszy ciąg dyskusji

Nabrani na polisy – dalszy ciąg dyskusji

Artykuł „Nabrani na polisy” („Przegląd” z 2.12.2002 r.), ujawniający, w jaki sposób wiele towarzystw ubezpieczeniowych gospodaruje środkami klientów, wywołał niemal ogólnopolską dyskusję na temat rzetelności działania tych firm. Otrzymaliśmy szereg listów, czytelnicy piszą o nieprawdziwych obietnicach szybkiego pomnożenia kapitałów, o braku informacji, kłopotach z odzyskaniem pieniędzy od towarzystw. Dziś publikujemy dwa listy – wspólny, od trzech firm ubezpieczeniowych, z którymi szczególnie wielu klientów rozwiązało umowy, oraz od prezesa Polskiej Izby Ubezpieczeń. Listy są częściowo identyczne, dokonaliśmy więc pewnych skrótów.


Interesy klientów są należycie chronione
Istota ubezpieczenia na życie polega na tym, że już po opłaceniu przez klienta pierwszej składki w wysokości np. 50 lub 100 zł towarzystwo ubezpieczeniowe jest zobowiązane do wypłaty pełnej sumy ubezpieczenia w razie śmierci, czyli np. 50 tys. lub 100 tys. zł. Towarzystwo bierze więc na siebie poważne zobowiązanie finansowe, dla realizacji którego zobowiązane jest utworzyć rezerwy. Za gotowość do wypłaty świadczenia i podjęte ryzyko towarzystwa pobierają opłatę. Jej wysokość jest z reguły ustalana indywidualnie dla każdego klienta, w dużym stopniu zależy od wieku i stanu zdrowia danej osoby. Gromadzenie i inwestowanie środków finansowych towarzyszące ubezpieczeniu na życie z funduszem inwestycyjnym jest odrębnym elementem umowy. Część składki trafia do wybranych przez klienta ubezpieczeniowych funduszy inwestycyjnych o różnym profilu lokat i ryzyka inwestycyjnego. Towarzystwa ubezpieczeniowe oferują klientom wiele funduszy. W artykule podano wyniki funduszy inwestujących w akcje, które w okresie giełdowej dekoniunktury rzeczywiście osiągają słabsze wyniki. Zabrakło opinii specjalistów od inwestycji, którzy oceniając wyniki funduszy akcyjnych, akcentują, że należy porównywać je z indeksem giełdowym WIG, pokazującym, o ile zmieniły się ceny akcji. W okresie bessy zadaniem zarządzających funduszami akcyjnymi jest przede wszystkim ochrona kapitału poprzez ograniczanie strat. Jeśli klient nie jest gotowy do ponoszenia ryzyka związanego z inwestowaniem w akcje, może wybrać jeden z funduszy bezpiecznych.
W tekście znalazły się też istotne błędy natury prawnej. Nie jest prawdą, że towarzystwa ubezpieczeniowe w Polsce nie muszą przestrzegać żadnego z przepisów dotyczących klarowności postanowień umowy ubezpieczenia. Interesy klientów są należycie chronione przez przepisy kodeksu cywilnego. Już dziś obowiązuje przepis, zgodnie z którym wzorce umów (w tym m.in. ogólne warunki umów) powinny być formułowane w sposób jednoznaczny i zrozumiały, a w przeciwnym wypadku powinny być interpretowane na korzyść konsumenta. Stąd nieuzasadnione i krzywdzące jest przedstawianie towarzystw ubezpieczeniowych jako środowiska bezwzględnych lobbystów, którzy dążą do zablokowania „korzystnej” dla ich klientów nowelizacji ustawy o działalności ubezpieczeniowej.
Protestujemy przeciw twierdzeniu zawartemu w nadtytule i tytule artykułu, w którym wszystkie przypadki rozwiązania umowy ubezpieczenia na życie zostały wyjaśnione rzekomym „oszustwem” towarzystw ubezpieczeniowych. Te sformułowania poparte wybiórczym potraktowaniem materiałów źródłowych godzą w dobre imię towarzystw ubezpieczeniowych. Jest wiele powodów, dla których klienci nie kontynuują zawartych umów. Jedną z najważniejszych przyczyn jest pogorszenie sytuacji gospodarczej Polski, trudniejsza sytuacja dochodowa gospodarstw domowych, wzrost bezrobocia i gorsze nastroje konsumentów. W niektórych przypadkach wreszcie umowy wygasły, gdyż towarzystwa ubezpieczeniowe wypłaciły świadczenia (często opiewające na kilkaset tysięcy złotych) w związku ze śmiercią ubezpieczonych lub zaistnieniem innych zdarzeń ubezpieczeniowych. Jesteśmy przekonani, że członkowie rodzin, którzy otrzymali te świadczenia, nie uważają się za oszukanych. Szkoda, że nie zostali dopuszczeni do głosu.
Nasz sprzeciw budzi też próba antagonizacji towarzystw ubezpieczeniowych i środowiska agentów podjęta przez niektóre z osób występujących w artykule, które to osoby usiłują stworzyć atmosferę wzajemnego braku zaufania pomiędzy wskazanymi środowiskami oraz zasłaniając się dobrem klientów, dążą do zaspokojenia własnych interesów.
Nie zgadzamy się z retoryką tekstu, w którym stawia się uogólnione zarzuty wszystkim towarzystwom i agentom ubezpieczeniowym. Jednocześnie bardzo zależy nam na podnoszeniu świadomości ubezpieczeniowej – w procesie tym ogromną rolę odgrywają także media. Uważamy, że wspólną odpowiedzialnością towarzystw ubezpieczeniowych, autorytetów oceniających rynek ubezpieczeniowy, a także mediów, jest dostarczanie informacji i kreowanie postaw, które sprzyjają zapewnieniu jak najszerszym kręgom społeczeństwa najwłaściwszej ochrony ubezpieczeniowej.

Balbina Wołongiewicz
Dyrektor ds. Public Relations
Amplico Life S.A.

Grażyna Goslings
Dyrektor ds. Komunikacji
Korporacyjnej
Grupy Commercial Union Polska

Beata Zduńczyk-Skup
Rzecznik Prasowy
ING Nationale Nederlanden


Inwestycje to tylko dodatek
Rezygnacje klientów z polis ubezpieczenia na życie stanowią poważny problem dla środowiska ubezpieczeniowego. Wobec tego problemu zakłady ubezpieczeń nie pozostają bierne. Do najważniejszych działań w celu poprawy sytuacji należą:
1) adaptacja produktów do potrzeb i możliwości klienta pod względem wysokości składek, zakresu ryzyk oraz alokacji składek na część inwestycyjną,
2) ciągłe doskonalenie procesu rekrutacji oraz kształcenia agentów,
3) stały nadzór nad zgodnością pracy agentów z zasadami etyki zawodowej,
4) wprowadzanie kompleksowych zasad oceny agentów, uwzględniających stopień zaspokojenia potrzeb klientów,
5) wymiana informacji między zakładami ubezpieczeń o nieuczciwych pośrednikach ubezpieczeniowych,
6) prace nad stworzeniem rejestru agentów ubezpieczeniowych przez PIU,
7) zwracanie szczególnej uwagi podczas szkoleń agentów na zaznajamianie ich z ofertą produktową zakładów ubezpieczeń.
W roku 2001 Polska Izba Ubezpieczeń zarekomendowała do stosowania wszystkim zakładom ubezpieczeń na życie opracowany przez Komisję Ubezpieczeń na Życie PIU standard ilustracji przebiegu ubezpieczeń na życie. Standard ten ma stanowić pomoc przy wyborze najkorzystniejszego dla klienta ubezpieczenia. Samorząd Ubezpieczeniowy uznaje za nieprawdziwe i szykanujące twierdzenia zawarte w nadtytule i tytule artykułu, w których wszystkie przypadki rozwiązania umowy ubezpieczenia na życie zostały określone jako rzekome „oszustwo” towarzystw ubezpieczeniowych. W rzeczywistości jest bowiem wiele powodów, dla których klienci nie kontynuują zawartych umów.
Podstawową funkcją ubezpieczenia na życie jest zapewnienie ochrony ubezpieczeniowej na wypadek śmierci czy innych zdarzeń losowych. Cel inwestycyjny nie jest podstawowym celem zawarcia umowy. Autor artykułu skwapliwie posługuje się wyrwanymi z kontekstu wypowiedziami swoich rozmówców, takimi jak „działania zbrodnicze”, „praktyka sądów kapturowych” itp. Dywagacjom tym pikanterii dodają skargi klientów porównujących mechanizmy działalności ubezpieczeniowej z mechanizmami działalności bankowej. Autor nie wspomina o ryzyku podejmowanym przez firmy ubezpieczeniowe w chwili zawarcia umowy z klientem. Towarzystwo ubezpieczeniowe jest bowiem zobowiązane do wypłaty pełnej sumy ubezpieczenia w razie śmierci (czyli np. 50 tys. lub 100 tys. zł) już po opłaceniu przez klienta pierwszej składki.

W imieniu Zarządu Polskiej Izby Ubezpieczeń
Prezes Izby, Jerzy Wysocki


Od autora:
Autorzy obu listów nie przeczytali chyba artykułu. W przeciwnym razie wiedzieliby, że dotyczy on nieprawidłowości w ubezpieczeniach z funduszem inwestycyjnym, nie zaś klasycznych ubezpieczeń na życie. „Istota ubezpieczenia na życie” wyłożona przez autorów jest oczywista i do zawierania tylko takich umów zachęcałem w artykule, podkreślając, że to najlepsze rozwiązanie. Negatywnie oceniłem natomiast – i ocenę tę podtrzymuję – funkcjonowanie polis z częścią inwestycyjną. Chybiony jest zatem zarzut „niedopuszczenia do głosu” osób, które otrzymały świadczenia z tytułu ubezpieczeń na życie. To oczywiste, że jeśli ubezpieczony umrze, świadczenie należy wypłacić, ale – podkreślam raz jeszcze – nie o tym był artykuł.
Autorzy listów nie negują przedstawionych w artykule zjawisk, faktów ani obliczeń. To najlepszy dowód, że tekst był obiektywny i rzetelny. Uważają natomiast, że popełniłem „istotne błędy natury prawnej”. To nieprawda, bo nie twierdziłem, iż „towarzystwa ubezpieczeniowe w Polsce nie muszą przestrzegać żadnego z przepisów dotyczących klarowności postanowień umowy ubezpieczenia”. Napisałem natomiast, iż towarzystwa nie muszą dotychczas przestrzegać zapisów zawartych w projekcie ustawy o działalności ubezpieczeniowej. Ustawę tę należy uchwalić, bo autorzy listów przecież wiedzą, że – wbrew temu, co piszą – interesy klientów bynajmniej nie są „należycie chronione przez przepisy kodeksu cywilnego”. Kodeksowa regulacja umowy ubezpieczenia jest przestarzała i trwają prace nad jej zmianą (mówił o tym w „Przeglądzie” prof. Jan Monkiewicz, szef Komisji Nadzoru Ubezpieczeń i Funduszy Emerytalnych). A firmy ubezpieczeniowe wcale nie są zachwycone propozycjami nałożenia na nie ściślejszych rygorów prawnych – czemu dobitnie dają wyraz.
Nieprawda, że wszystkie przypadki rozwiązywania umów wyjaśniam „oszustwem” towarzystw ubezpieczeniowych. Słowo to nie pada w artykule, zaś wśród przyczyn rezygnacji wymieniam również te, o których piszą autorzy.
Nieprawda, że ukazując błędy w inwestowaniu popełnione przez towarzystwa, podaję tylko przykłady funduszy ryzykownych. Wymieniony przeze mnie fundusz „klik” – zapewniający, jak mówi ING, bezpieczeństwo dla ponad 90% kapitałów – też przecież powodował straty. A zresztą oficjalne materiały CU, ING i Amplico zachwalające klientom zalety ubezpieczeń z funduszem inwestycyjnym słowem nie wspominają o tym, o czym dziś piszą autorki listu – że fundusze inwestujące w akcje w okresie dekoniunktury osiągają słabsze wyniki, że zadaniem jest ograniczanie strat w stosunku do tego, o ile obniża się indeks WIG. To prawda, klient może wybrać fundusz bezpieczny. Wtedy fachowcy z towarzystw ubezpieczeniowych ulokują nasze pieniądze w bankach lub kupią obligacje państwowe. Równie dobrze możemy to zrobić sami i nie będziemy płacić im prowizji. Zgadzam się z p. Wysockim, że „cel inwestycyjny nie jest podstawowym celem zawarcia umowy ubezpieczeniowej”. Tylko trzeba to uczciwie mówić klientom. Z zadowoleniem dowiedziałem się o działaniach podejmowanych przez Izbę. Ale przed opublikowaniem tego artykułu środowisko ubezpieczeniowe raczej nie informowało publiczności o problemach dotyczących umów ubezpieczeniowych z częścią inwestycyjną.
Autorzy listów stawiają mi niczym nieuzasadnione zarzuty tendencyjności, wyrywania z kontekstu, wybiórczego traktowania informacji. Nawet pobieżna lektura artykułu „Nabrani na polisy” dowodzi, że przedstawiłem racje wszystkich stron, że wypowiadają się szefowie towarzystw i klienci, a także eksperci z Komisji Nadzoru Ubezpieczeń i Funduszy Emerytalnych, Izby Pośredników Ubezpieczeniowych i Finansowych, Biura Rzecznika Ubezpieczonych. Autorzy dezawuują ich wypowiedzi, dopatrując się niecnych zamiarów „niektórych osób występujących w artykule”, do czego oczywiście mają prawo. Nie sądzę jednak, by niezauważanie krytycznych uwag specjalistów było właściwą drogą do celu, słusznie określonego w jednym z listów jako zapewnienie społeczeństwu najwłaściwszej ochrony ubezpieczeniowej, co powinno być wspólną odpowiedzialnością towarzystw, autorytetów oceniających rynek ubezpieczeniowy, a także mediów. Szkoda, że autorom w zbyt małym stopniu chodzi o odpowiedzialność samych towarzystw.
Andrzej Dryszel

Wydanie: 4/2003

Kategorie: Od czytelników

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy