Nadzieja z Legnicy

Nadzieja z Legnicy

Urodzona w Polsce Agnieszka Brugger jest wschodzącą gwiazdą niemieckich Zielonych

Korespondencja z Berlina

Czerwiec 2018 r., dzielnica Berlin-Śródmieście. Agnieszka Brugger siedzi z Tonim Hofreiterem w ogrodzie restauracji Kopps, nieopodal stacji metra Rosenthaler Platz. Przed przerwą wakacyjną szef klubu poselskiego Zielonych poprosił ją jeszcze o pilne spotkanie. – Gdy będziesz już miała wszystko za sobą, zechciałabyś zostać przewodniczącą naszej frakcji? – pyta Hofreiter. – Szukamy młodych i świeżych twarzy, które posuną nas do przodu – dorzuca. Agnieszka stara się stworzyć pozory, że się zastanawia, po czym odpowiada krótko: – Niestety, nie mogę.

Hofreiter nie odpuszcza, próbuje ją przekonać, że to stanowisko dla niej stworzone, bo jest inteligentna, kreatywna i oryginalna, a zarazem asertywna i uparta. W końcu Brugger ucina: – Powiedziałam, że nie chcę.

Hofreiter najpierw patrzy na nią z niedowierzaniem, a potem zrezygnowany prosi kelnerkę o rachunek.

– Wiadomo, że to nie była łatwa decyzja. Gdy przewodniczący frakcji składa ci taką propozycję, właściwie nie masz prawa odmówić. Cieszę się, że jestem doceniana i brana pod uwagę, ale to jeszcze za wcześnie. Teraz mam przed sobą inne zadania – wyznała Agnieszka Brugger w telewizji Phoenix dwa dni po tym spotkaniu. 33-letnia posłanka Die Grünen ma obecnie naprawdę inne sprawy na głowie. Jest w ciąży, za kilka tygodni urodzi swoje pierwsze dziecko. Niedawno przeprowadziła się z mężem na stałe do Berlina. Latami dojeżdżała do pracy z badeńskiego Ravensburga, przemierzając co tydzień niemal cały kraj. Hofreiter może zatem odetchnąć: urodzona w Polsce Brugger planuje swoją przyszłość w stolicy Niemiec i nie zamierza zejść z pierwszej linii rozgrywek politycznych.

Kobieca siła

Jeszcze kilka miesięcy temu lewicowe media alarmowały, że Zielonym brakuje „kobiecej siły”. A chodzi o ugrupowanie, które głosy zdobyte w przeszłości zawdzięcza zmiękczeniu wizerunku i rozwinięciu oferty socjalnej dla młodych kobiet i matek. Do 2017 r. kobiecymi twarzami Die Grünen pozostawały Katrin Göring-Eckardt i Simone Peter. Obie przyczyniły się do znakomitego wyniku w ostatnich wyborach parlamentarnych, który był drugim najlepszym w historii partii (8,9%). Jednak po nieudanych negocjacjach koalicyjnych z CDU i FDP nad obiema kandydatkami zawisło widmo porażki. Simone Peter razem z Cemem Özdemirem podała się do dymisji. Jej miejsce zajęła Annalena Baerbock, Özdemira zastąpił Robert Habeck. Nominacja 37-letniej Baerbock miała zamknąć usta tym, którzy zżymali się, że w szeregach Zielonych jest zbyt mało młodych kobiet. Co ciekawe, te słowa krytyki płyną przeważnie z ust starszych stażem działaczek, które swego czasu miały rzekomo trudniej, ponieważ musiały konkurować z „samcami alfa” takimi jak Joschka Fischer.

Do opinii swoich poprzedniczek Agnieszka podchodzi dość sceptycznie. – Gdy młode kobiety w naszej partii odmawiają objęcia wysokich stanowisk, na pewno nie robią tego ze strachu. Taka decyzja może zmienić całe życie, nie tylko pod względem prywatnym. Czy jestem dziś gotowa, aby zapłacić taką cenę? Nie! – wyjaśnia. Sama już wie, jak wiele kosztuje błyskawiczna kariera w niemieckiej polityce. Kiedy w 2009 r. po raz pierwszy kandydowała do Bundestagu, miała 24 lata i była najmłodszą posłanką w parlamencie. Dziewięć lat później, w swojej trzeciej kadencji, jest wciąż najmłodszą członkinią klubu poselskiego Zielonych, a pełni już funkcję jego wiceszefowej, uchodząc za kompetentną specjalistkę ds. obronnych. Jednak do dziś nie mogła ukończyć studiów magisterskich, rozpoczętych w 2004 r. Akurat pod tym względem wpisuje się w niemiecką tradycję, że zdolni studenci często są politycznie zaangażowani, ale znacznie gorzej idzie im terminowe zaliczanie egzaminów.

Jednak poza tym Agnieszka jest niebywale ambitna i szybko osiąga cel, pokonując każdą przeszkodę. O fotel wiceszefowej frakcji Zielonych ubiegała się w drugiej połowie 2017 r., gdy była już w ciąży. Nikt o tym nie wiedział, ona zaś dzielnie zaliczała kolejne etapy wewnątrzpartyjnego wyścigu. – Cieszę się, bo konkurencja była duża. To był niewątpliwy awans, teraz znalazłam się w miejscu, które wymaga znacznie więcej odpowiedzialności – opowiada. Niektórzy koledzy z partii wspominają spotkania z zimy 2017 r. – Agnieszka wiedziała, że czekają ją zmiany w życiu prywatnym, ale w naszych rozmowach nie dała nic po sobie poznać. Ona wie, czego chce – zaznacza jeden z nich, przy czym nie brzmi to jak komplement.

Cały tekst można przeczytać w „Przeglądzie” nr 29/2018, dostępnym również w wydaniu elektronicznym.

Wydanie: 29/2018

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy