Nasze zdrowie to nie towar

Nasze zdrowie to nie towar

Koncerny farmaceutyczne igrają z ludzkim życiem. Dla zysków

Styczeń 2021 – w Europie i na świecie szaleje covid, ba, szaleją ludzie – wykryto nową odmianę wirusa. Silnie zakaźną i bardziej śmiertelną. Rządy też szaleją. We Francji obywatele mają być pozamykani w domach. Izrael zamyka przestrzeń powietrzną i odgradza się od reszty świata. Mimo że szczepi najskuteczniej na świecie, zmaga się z falą zakażeń po pierwszej dawce szczepionki Pfizera. Ostatnio jednak donosi, że druga dawka chroni rzeczywiście w 95%. Koncerny farmaceutyczne, mimo wcześniejszych zapewnień, nie są w stanie wyprodukować potrzebnej liczby dawek. Amerykański Pfizer informuje o opóźnieniach w dostawach spowodowanych przebudową fabryki w Belgii. Brytyjsko-szwedzka AstraZeneca ogłasza, że dostarczy do Unii Europejskiej mniej szczepionek, niż przewidywano – w lutym 17 mln dawek. W tym samym czasie Wielka Brytania zgodnie z planem otrzymuje 2 mln dawek tygodniowo. UE żąda, aby koncern skierował część swojej produkcji z Wielkiej Brytanii na kontynent. 27 stycznia AstraZeneca odwołuje zaplanowane spotkanie z Komisją Europejską. Problemy ma też Moderna, ale to dzięki szczepionce AstryZeneki akcja szczepień miała przyśpieszyć. Pascal Soriot, prezes koncernu, tłumaczy, że opóźnienia w dostawach biorą się ze skali produkcji. Dostawy do UK idą zaś zgodnie z planem, bo, jak twierdzi Soriot, fabryka obsługująca brytyjski rynek jest efektywna. Ponadto, jego zdaniem, Bruksela też mogła wcześniej podpisać umowę z koncernem, tak jak Wielka Brytania. Sęk w tym, że AstraZeneca otrzymała 1,2 mld dol. od rządu USA, 336 mln euro z UE, a 750 mln dol. od organizacji zajmujących się dystrybucją preparatu w krajach niezamożnych. Jednak żaden kraj nie podziękuje wielkim koncernom farmaceutycznym, zwanym Big Pharmą, za współpracę, bo wszystkie potrzebują szczepionek.

Konflikt z UE po ograniczaniu dostaw eskaluje. Rządy naciskają na koncerny. Naciska na nie Unia Europejska. – Chcemy zadbać, by firmy farmaceutyczne przestrzegały podpisanych przez siebie umów – ogłasza przewodniczący Rady Europejskiej Charles Michel. Grozi, że UE może skorzystać ze środków prawnych. Na takie dictum Pfizer, zapowiadający kilkutygodniowe opóźnienia w dostawach, opóźnia się tylko tydzień.

Unia Europejska bez wątpienia popełniła błędy w negocjacjach z firmami farmaceutycznymi – powinna postawić ostrzejsze warunki, skoro dała publiczne pieniądze. Ale błędy pojawiły się już wcześniej, gdy pozwolono, by ponad 60% surowców wykorzystywanych przez europejski przemysł farmaceutyczny pochodziło z Chin i Indii. Pandemia pokazała, że oparcie bezpieczeństwa lekowego na globalnych łańcuchach dostaw może zawieść. Przerwy w produkcji farmaceutycznej w Azji, zakazy eksportu farmaceutyków i zaburzenia w transporcie powodowały deficyty na rynku i wzrost cen. Dlatego powstała Strategia Farmaceutyczna UE, która ma uniezależnić Europę od importu leków i substancji czynnych.

Niemcy kupują szczepionkę przeciw COVID-19 z pominięciem Brukseli (o nierównościach w dostępie do szczepionki piszemy tutaj). Najprawdopodobniej nie grożą im za to żadne kroki prawne, mimo że Ursula von der Leyen, szefowa KE, podkreśla, że żaden kraj Unii nie może zawierać równoległych kontraktów. Jak widać, są równi i równiejsi. Także Dania kupuje dodatkowe szczepionki.

Egzotycznie w tej złożonej sytuacji poczyna sobie polski rząd. W ubiegłym tygodniu ogranicza się do zaproszenia opozycji, bez ruchu Polska 2050, na konsultacje na temat programu szczepień. Po co? By ją obarczyć częścią winy za klęskę? Narodowy Program Szczepień, jak wszystko, co ostatnio narodowe, tuż po starcie okazał się fiaskiem. Seniorzy marzli po kilka godzin w gigantycznych kolejkach. Teraz są wysyłani na szczepienia kilkadziesiąt kilometrów od domu. Michał Dworczyk, pełnomocnik rządu ds. szczepień, donosi tymczasem, że system działa świetnie, tylko szczepionek brak. Ponoć do końca marca nie ma terminów, co nie jest prawdą. Szukajcie, a znajdziecie. Mateusz Morawiecki zaliczył więc kolejną rysę wizerunkową. Żeby przekierować emocje, opublikowany zostaje wyrok Trybunału Konstytucyjnego w sprawie aborcji. Kobiety znów wychodzą na ulice.

Uwolnić szczepionkę

Wielkie koncerny farmaceutyczne szczepionkę na koronawirusa opatentowały. Kiedy problemy z jej dystrybucją zaczęły narastać, portal Euractiv zapytał wprost Komisję Europejską, czy planuje coś z patentami zrobić. Nie planuje. Nowy amerykański prezydent Joe Biden w sprawie szczepionek też zgrabnie milczy.

Koncerny dostały publiczne pieniądze na badania. I to niemałe – 6,5 mld funtów (ponad 7 mld euro) bez finansowania badań podstawowych (za analitykami z firmy Airfinity). Czy więc choćby z powodu tych publicznych funduszy covidowe szczepionki nie powinny zostać objęte swobodnym dostępem i otwartą licencją, by można było zwiększyć ich produkcję? Niewykluczone, że wówczas zniknęłyby problemy ze zbyt małą liczbą dostępnych szczepionek. Mogłoby je produkować więcej firm. Taka sama procedura powinna dotyczyć skutecznego leku na covid.

Big Pharma jest zaprzeczeniem uczciwej konkurencji. Koncerny tylko na niby konkurują ze sobą, bo wiedzą, że na wytwarzany przez nie produkt jest wręcz kosmiczny popyt. Już w roku 2017 KE ponaglała koncerny, by zajęły się lekiem na koronawirusy. Bezskutecznie. Potentaci nie dostrzegli w badaniach… dolarów.

Jakkolwiek patrzeć, lek czy szczepionka są dobrem publicznym, tak samo jak szkoły czy niektóre rodzaje transportu. Nikt nie pyta, czy są one opłacalne. Czy zatem rynek farmaceutyczny nie powinien być również usługą publiczną? W październiku ub.r. Indie i RPA, które pamiętają jeszcze, jak koncerny blokowały prace nad lekami na AIDS, zaproponowały, by ograniczyć ochronę własności intelektualnej szczepionki wynikającą z TRIPS (Trade Related Intellectual Property Rights), międzynarodowej umowy zobowiązującej wszystkie kraje należące do WTO (Światowej Organizacji Handlu), a więc i Polskę, do przestrzegania surowych zasad prawa patentowego. Ochrona nowych lekarstw ma trwać minimum 20 lat. O tę twardą ochronę zabiegał od lat 80. XX w. nie kto inny jak Edmund Pratt, wtedy szef… Pfizera. Jednak art. 31 pozwala władzom państwowym w sytuacji „zagrożenia zdrowia publicznego” na udzielenie „przymusowej licencji” na dany lek firmie, która nie jest właścicielem patentu. W 2001 r. WTO w tzw. deklaracji z Ad-Dauhy dodała w art. 5, że kraje członkowskie mają swobodę w określaniu podstaw nadania licencji przymusowej w epidemii HIV, gruźlicy, malarii czy innych chorób.

Uwolnienia patentu na szczepionki oczekują ONZ i papież Franciszek. Bo jeśli tego nie zrobimy, stadna odporność na covid będzie na razie mrzonką.

Big Pharma straszy, że bez ochrony patentowej nie będą powstawać nowe leki. I dopiero wtedy wszyscy zobaczymy, co to znaczy.

Covid dance

Sytuacja ze szczepionką pokazuje, jak ważny jest krajowy przemysł farmaceutyczny. W czasach kryzysów lokalna produkcja gwarantuje bezpieczeństwo kraju.

– Nasze firmy farmaceutyczne byłyby w stanie uczestniczyć w łańcuchu produkcji szczepionki na covid pod warunkiem dodatkowych, niezbędnych inwestycji i współpracy z właścicielem patentu co do otrzymania i wdrożenia licencji. Poza tym na uruchomienie takiej produkcji potrzeba minimum sześć-osiem miesięcy oraz środków na inwestycje. Przymusowa licencja do tej pory nigdy w Polsce nie była stosowana – mówi Krzysztof Kopeć, prezes Polskiego Związku Pracodawców Przemysłu Farmaceutycznego, zrzeszającego firmy produkujące leki w Polsce. – Zarówno polski rząd, jak i Unia Europejska mogłyby negocjować z producentami szczepionek, którzy nie są w stanie dostarczyć zakontraktowanych ilości, aby w poczuciu odpowiedzialności zdecydowali się na licencyjną produkcję szczepionki w naszych zakładach.

Jest i kolejny problem z zamkniętą licencją: mnożą się niebezpieczne ataki hakerskie, np. w grudniu na Europejską Agencję Leków. W Niemczech Zieloni pytają Ministerstwo Spraw Wewnętrznych, czy rząd nie obawia się ataków na siedziby koncernów, punkty szczepień, transporty i magazyny szczepionek. Tak, obawia się. I pisze, że „ujawniono kilka domniemanych prób szpiegowania niemieckich producentów szczepionek”. Niebezpieczeństwo cyberataków jest wysokie. Gdyby uwolniono licencję, nie byłoby wojenek podjazdowych. Niebezpiecznych, bo łatwo sobie wyobrazić, co może się stać, gdy padną serwery agencji badawczych.

Gdy jednak w Polsce zdjęcie patentu zasugerował Adrian Zandberg z Lewicy Razem, posypały się na niego gromy, że urwał się z komunizmu (posłanka KO i Nowoczesnej Katarzyna Lubnauer), że Pfizer wydał miliony na badania, a teraz ma oddawać patent (Ula Ma na Twitterze). Ktoś miał czelność zaatakować własność prywatną – wrzeszczą głównie liberalni obrońcy konstytucji. Ciekawe, czy doczytali, że art. 21 mówi, że wywłaszczenie jest dopuszczalne, gdy jest „dokonywane na cele publiczne i za słusznym odszkodowaniem”. Mówiąc wprost, nasza konstytucja dopuszcza sięgnięcie po cudzą własność. Jak zauważa Galopujący Major, komentator z Krytyki Politycznej, „przecież dokładnie tak to wygląda w przypadku autostrad (…). Jeśli władza uzna, że tędy ma przebiegać droga, to cię wykupuje i koniec. (…) Czyjąś własność zabrać zezwala także polski Kodeks karny, albowiem zgodnie z jego art. 26 (…) można zabrać ci auto, drogi liberale, w celu odwiezienia mdlejącego dziecka na pogotowie”.

W sytuacji kryzysu zdrowia publicznego można, a nawet trzeba, zawiesić ochronę patentową szczepionki bądź leku. Jak widać, zapewniają to i międzynarodowe umowy o ochronie własności intelektualnej, i polskie ustawodawstwo. W ustawie Prawo własności przemysłowej czytamy o udzieleniu licencji przymusowej: „Jest to konieczne do zapobieżenia lub usunięcia stanu zagrożenia bezpieczeństwa Państwa, w szczególności w dziedzinie obronności, porządku publicznego, ochrony życia i zdrowia ludzkiego oraz ochrony środowiska naturalnego”. Chyba nikt przy zdrowych zmysłach nie ma wątpliwości, że pandemia COVID-19 jest kryzysem zdrowia publicznego. I że Adrian Zandberg może mieć rację.

Zmiana paradygmatu w kwestii zdrowia

– Bez pieniędzy podatnika tych szczepionek by nie było. Mam w tej sprawie takie samo zdanie jak sekretarz generalny ONZ. To największy kryzys zdrowotny od stu lat. Szczepionki powinny być traktowane jako dobro publiczne. Im szybciej się zaszczepimy, tym szybciej świat wróci do normalności. I nie umrze tak wielu ludzi – uważa Zandberg. – Kwartalne zyski koncernów nie mogą być ważniejsze od ludzkiego życia. Dziś trzeba zwiększyć produkcję. Jeśli wyłączność produkcji to utrudnia, powinniśmy ją w Unii Europejskiej zawiesić na czas pandemii.

Zandberga dziwi atak liberałów z Koalicji Obywatelskiej. Firmy farmaceutyczne zdążą jeszcze na szczepionkach zarobić. A dziś walczymy z czasem. – Mam spory żal do polskiego rządu, że tę sprawę zlekceważył. Dużo jest wymachiwania szabelką o bzdety, a kiedy trzeba powalczyć na poziomie międzynarodowym o sprawy ważne, Polska milczy. To nie była niespodzianka, że będzie szczepionka i że będą problemy z zaopatrzeniem. Przez rok można było zrobić sporo, żeby zwiększyć nasz, polski, potencjał produkcyjny – podkreśla. – Posłanka Marcelina Zawisza alarmowała o tym rząd już na początku pandemii. Ale premier Morawiecki nie znalazł na to czasu. Poza tym jeśli nie rozluźnimy systemu ochrony patentowej, miną lata, zanim szczepienia obejmą kraje biednego Południa. Nie zgadzam się, by  ludzie tam umierali, jeśli można tego uniknąć. To po prostu nieludzkie – konkluduje Zandberg.

Sytuacja, gdy prywatne koncerny zarabiają wielkie pieniądze na produkcji szczepionki, na którą dostały środki publiczne, jest nieetyczna i świadczy o tym, jak silnie tkwimy w globalnym kapitalizmie. W sprawie zdrowia potrzebna jest zmiana paradygmatu.

Dr Łukasz Polowczyk, filozof, etyk, zauważa, że wolne licencje umożliwiają to, czego nie dają licencje zamknięte – jeżeli wszyscy zainteresowani mogą pracować nad szczepionkami i swobodnie wymieniać dane, znacznie rośnie prawdopodobieństwo uzyskania szczepionki wyższej jakości, niż gdy każdy ukrywa potencjał badawczy w imię zysków.

– Korporacyjne maszyny do robienia pieniędzy i nacjonalistyczne egoizmy są ewidentną przeszkodą w walce z pandemią również na poziomie dystrybucji szczepionek. Przedkładanie prawa własności intelektualnej nad prawo do zdrowia i życia ludzkości jest nikczemnym wariactwem, na które godzimy się albo bezmyślnie, albo byle nie zostać skrytykowanym jako heretyk względem kapitalizmu – twierdzi dr Polowczyk.

Otwarta licencja na produkcję szczepionki nie musiałaby być niekorzystna dla producentów. Będą wszak potrzebne kolejne serie preparatu, bo wirus mutuje i będziemy musieli się szczepić co jakiś czas, podobnie jak w przypadku grypy. Uwolnienie licencji nie jest wcale pomysłem „lewackim”. Spójrzmy na to z punktu widzenia kapitalizmu – szybsze zaszczepienie większej populacji pozwoliłoby odmrozić gospodarkę.

Światełko w tunelu?

Pandemie zawsze łamały zastany porządek, a ponieważ świat w obecnej formule jest nie do zaakceptowania, coś musi się z nim stać. Tylko co? Czy dla przeciętnych zjadaczy chleba jedynie wirtualna rzeczywistość stanie się bezpieczna, a swobodnie poruszać się będą tylko superbogacze po wykupionych na własność wyspach? Dziś to głównie oni szczepią się na potęgę.

Sytuacja z Big Pharmą jest odzwierciedleniem tzw. doktryn szoku, czyli taktyk stosowanych przez prawicowe rządy do wzmocnienia swojej władzy lub wykorzystania dezorientacji społeczeństwa. Do zawieszenia demokracji, forsowania wolnorynkowych polityk służących dalszemu wzbogacaniu 1% mieszkańców Ziemi kosztem biednych i klasy średniej. Najbogatsi, tacy jak założyciel Amazona Jeff Bezos czy szef Tesli Elon Musk, w pandemii powiększyli swój majątek, gdy tymczasem na całym świecie miliony ludzi popadają w ubóstwo – alarmuje międzynarodowa organizacja humanitarna Oxfam w raporcie „Wirus nierówności”. Ten rodzaj wirusa szczególnie boli w przypadku szczepionek. Naomi Klein, kanadyjska autorka i aktywistka, udowodniła, że doktryny szoku mają się świetnie w momentach ogromnych kryzysów.

Naukowcy już dawno przewidywali możliwość wystąpienia pandemii – w 2002 r., gdy w prowincji Guangdong w Chinach pojawił się pierwszy przypadek SARS, zaczęto mówić, że może być jakaś jego modyfikacja. A jednak nie zadbano ani o leki, ani o medyczne zabezpieczenie. Bo firmy farmaceutyczne myślące o bieżących zyskach wolą robić kosmetyki, zamiast budować systemy produktów i usług na zapowiadane przez specjalistów trudne czasy. Nie zrobiły więc nic, by ochronić ludzi przed potencjalną pandemią, podobnie jak nic nie zrobili politycy i rynki. Dopiero przyciśnięte do muru koncerny w ciągu kilku miesięcy wyprodukowały szczepionkę. W nerwach, pod ogromną presją.

Janis Warufakis, grecki ekonomista i polityk, podkreśla, jak bardzo potrzebne jest zjednoczenie się – wspólny manifest, wspólna polityka. Już widzimy, że raczej nie stanie się nim europejski kontrakt na zakup szczepionki, skoro bogate kraje UE kupują na stronie. Przydałby się The New Green Deal, nowy zielony porządek, przejście na ekologiczną gospodarkę i na publiczną służbę zdrowia. Powinniśmy docenić jej rangę, bo prywatne firmy medyczne przypominają teraz szczury wyskakujące z tonącego okrętu. Żaden kraj nawet nie dyskutuje o dofinansowaniu prywatnych szpitali. Przed pandemią ciągle mówiło się w mediach o prywatno-publicznym partnerstwie. Dziś te same media mówią o publicznej służbie zdrowia, która ratuje nasze życie.

Obecnie kapitalizm to polityka sprywatyzowania zysków i uspołecznienia kosztów. Firmy farmaceutyczne nie dość, że korzystają z dorobku intelektualnego wielu współczesnych, to jeszcze sięgają po wiedzę pokoleń, a następnie prywatyzują zyski. I niestety pozwoliliśmy na to. Tymczasem oświata, zdrowie, bezpieczeństwo i niektóre gałęzie transportu muszą być publiczne. Tak samo jest z prawem do wody, mieszkania, czystego powietrza. Jeśli w dalszym ciągu będziemy to oddawać wolnemu rynkowi, zginiemy. Sytuacja ze szczepionkami to dobry moment, żeby się o to upomnieć. Musimy powiedzieć stop.

Zniesienie patentu na produkcję szczepionki mogłoby być pierwszym krokiem do nowego ładu. A może problem z ilością i ceną szczepionek zlikwidowałaby większa konkurencja, np. wpuszczenie na rynek europejski szczepionek rosyjskiej lub chińskiej? Wielka depresja w latach 30. XX w. doprowadziła w USA do New Dealu, socjaldemokratycznego nowego ładu. Może coś podobnego udałoby się dla całego świata? Pojawiła się pierwsza jaskółka – francuska firma Sanofi pomoże w produkcji szczepionki Pfizerowi. Ta współpraca przyśpieszy szczepienia w krajach UE. Wyprodukowanych zostanie dodatkowo ponad 125 mln dawek.

b.igielska@tygodnikprzeglad.pl

Fot. AFP/East News

Wydanie: 6/2021

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy