Nic, co ludzkie, nie jest naturze obce

Nic, co ludzkie, nie jest naturze obce

W przyrodzie dzieją się rzeczy, o których nie śniło się nawet twórcom filmów porno

Do debaty publicznej wdarła się seksualność, okraszona terminami „zboczeńcy” i „dewianci”. Argumenty teologiczne wskazują rzeczy niezgodne z prawem naturalnym, czyli boskim. Mitologia i teologia to nie moje działki, ale o naturze co nieco wiem. A w niej dzieją się rzeczy, o których nie śniło się teologom, konserwatywnym politykom ani twórcom filmów porno.

Kiedyś w gnieździe sierpówki, gołębia zamieszkującego miasta i wsie, dojrzałem trzy jaja. Gołębim standardem są dwa. Zawsze w takich sytuacjach dzwonię do jednego z mądrzejszych kolegów. Podejrzewał gniazdo dwóch samic. Niestety, chwilę później gniazdo strąciła wichura i sprawa pozostała tajemnicą. Homoseksualizm w przyrodzie? Czemu nie, w końcu wywoływany jest przez drobne zamieszanie hormonalne na wczesnym etapie ciąży, a przecież jesteśmy sterowani hormonami w podobny sposób.

Dwie one lub dwóch ich, a gdyby jeszcze kogoś zaprosić? Tak bywa np. u kokoszek, niewielkich ptaków wodnych. Zwykle obserwujemy tradycyjne pary ona i on, w otoczeniu piskląt, ale zdarza się, że panowie mają dwie żony albo pani ma dwóch mężów. Ta druga konfiguracja na ogół obfituje w dzieci, opieka dwóch samców pozwala świetnie wychować młode, samicy zaś składać i wysiadywać kolejne jaja. U wróblowatych zaradny samiec, szczególnie przy niedoborze konkurentów, często zakłada drugą rodzinę na boku, choć raczej z tym się nie afiszuje i w sąsiednim rewirze stara się śpiewać zmienionym głosem, by małżonki się nie połapały. Przyłapany na bigamii awanturę ma jak w banku, z dziobobiciem pań, a nawet zniszczeniem lęgów konkurentki, w końcu samiec dzielący czas między dwie rodziny mniej pożywienia przyniesie pisklętom. Wśród naszych ptaków za szczególnie skłonne do bigamii uchodzą strzyżyki, rekordzista miał aż dziewięć małżonek jednocześnie!

Może zamiast ryzykować awantury, lepiej postawić na wolną miłość? Praktykują ją bardzo rzadkie w Polsce płochacze halne. Jak przystało na hipisów, ptaki wychodzą z założenia, że wszystkie dzieci nasze są i samce opiekują się potomstwem wszystkich samic, z którymi współżyły. Podobnie bywa u ich bliskich krewnych – pokrzywnic, przy czym tu mamy ptaki zarówno w parach, jak i w komunach. Co ciekawe, im dalej na zachód, tym popularniejsza wolna miłość. Wiadomo, skąd idzie zgnilizna moralna. Przy okazji pokrzywnic udało się rozwikłać zagadkę, kto częściej może liczyć na pożycie – ptaki w parach bzykają się przeciętnie co godzinę, w wolnych związkach doznają przyjemności dwukrotnie częściej! Aby podołać częstemu pożyciu, samcom w okresie godowym rozrastają się jądra. Na rodzimym gruncie rekordzistami są zagrożone wyginięciem wodniczki, u których samice w pojedynkę wychowują młode. Samce ciągle uwodzą dziewczyny. Ponieważ każdemu zależy, by samica zniosła jego jaja, stosunek trwa 40 minut, w tym czasie panowie wielokrotnie szczytują. By sprostać zadaniu, ich jądra osiągają 8% masy ciała. To tak, jakby ludzie mieli w mosznie dwa arbuzy. Z tych większych.

Rekordzistami pod względem długości stosunku są jednak patyczaki peruwiańskie, kopulujące 10 tygodni! Inni, chcąc zostawić jak najwięcej swoich genów, zakładają wybrankom pas cnoty. Chrząszcze z rodziny piórkoskrzydłych, tycie, mające 0,4-1,2 mm, deponują w drogach rodnych samicy tyle nasienia, że wypełnia je ono w całości i nie ma miejsca na więcej. Bardziej wyrafinowane są pająki z rodziny osnuwikowatych. Panowie wytwarzają białkowe zatyczki, które zamykają drogi rodne samicy i utrzymują się od kilku dni aż po kres żywota. Nie przeszkadza to w prokreacji, samice pająków mają trzy otwory płciowe – dwa do wprowadzenia nasienia, jeden do składania jaj. Rzecz jasna, kopulacja z jednym samcem przeważnie nie leży w interesie samicy. U afrykańskich gryzoni, afrowiórek, samce również zostawiają białkową zatyczkę, ale jeśli afrowiórka nie jest zadowolona z tego, jak jej chłopak się spisał, lub ma lepszego na oku, potrafi pas cnoty wyczesać i zjeść.

Bardziej ekstremalną formę zatyczki wynalazły pszczoły miodne. Po stosunku samcom eksploduje przyrodzenie, zatykając końcówką drogi rodne przyszłej królowej. Chyba niektórych czytelników skręciło w podbrzuszu, ale proszę się postawić w sytuacji trutnia. Prawdopodobieństwo, że uda mu się dopędzić samicę i pobzykać, wynosi 1:20. Pomijając niewielką szansę, po stosunku samiec jest wyczerpany i umiera. Odstrzelenie przyrodzenia nie jest zatem wielkim poświęceniem. Makabryczne jest to, że samice znalazły sposób na obejście blokady i wyczesują zabezpieczenie, by odbyć jeszcze kilka czy kilkanaście lotów godowych. Ale ta chwila zwłoki daje więcej czasu na zagoszczenie nasienia w odpowiednim miejscu. Zapewne ongiś ten mechanizm zabezpieczał nomen omen interes samców, ale przeciwne interesy płci prowadzą do ewolucyjnego wyścigu zbrojeń.

Ów wyścig doprowadził u wywilżny karłowatej (muszka owocowa) do wykształcenia ponad 80 substancji chemicznych w płynie nasiennym, które działają jak narkotyk, zmniejszają pociąg płciowy, a nawet wywołują agresję samic względem samców. Pospolite muchy domowe są skromniej obdarowane przez naturę, wykryto u nich zaledwie tuzin podobnych związków. Rzecz jasna, samice w odpowiedzi wykształcają antidotum.

Bycie samcem zwykle jest łatwiejsze, zostawia taki trochę białka i znika, a samica zostaje z troskami. Nawet jeśli tylko złoży jaja, którymi później nie będzie się opiekowała, i tak musi znaleźć odpowiednie miejsce, a składanie jaj jest dużym wysiłkiem, często dodatkowo wystawia ją na atak drapieżnika. Wydają się wiedzieć o tym będące obojnakami ślimaki winniczki. Początek zbliżenia to walka harpunników – ich prącia zakończone są grotem, przebiwszy ciało partnera/przeciwnika, dostarczają substancje uaktywniające żeńskie hormony. Zwycięzca zapewnia sobie wygodne bycie tatusiem. Bardziej pacyfistycznie jest u bezskorupowych pomrowów wielkich – wybrańcy wspinają się na gałąź, w miłosnym dotyku wydzielają śluz, po którym opuszczają się i zawisają nad ziemią. Wysuwają penisy, które splatają się 3 cm poniżej ich głów, i wzajemnie przekazują nasienie. W tej grze obie strony są tatusiami, a zostaną mamusiami.

Część zwierząt potrafi zmieniać płeć, gdy brakuje partnerów, np. niektóre płazy, co wykorzystał Spielberg w „Jurassic Park”. U innych płeć nie jest zapisana w genach, lecz zależy od temperatury inkubacji jaj. To przypadek częsty u gadów. U jeszcze innych samce w ogóle nie występują lub pojawiają się sezonowo. Na przykład u wielu mszyc czy rozwielitek od wiosny do jesieni są tylko samice, które rozmnażają się partenogenetycznie, czyli za pomocą dzieworództwa. Samce pojawiają się jesienią, a jaja złożone z kontaktu płciowego są odporne na przemarzanie. Na Kaukazie żyją jaszczurki z rodzaju Darevskia, których pewne przedstawicielki zupełnie obywają się bez samców. U bezkręgowców zdarzają się przykłady spektakularne. Wrotki bdelloidalne, zamieszkujące m.in. kałuże, mchy, wilgotną glebę, a nawet krople rosy, od 85 mln lat obywają się bez chłopa. Zamieszkująca zbiorniki okresowe przekopnica właściwa i część jej krewnych również pozbyły się samców i radzą sobie całkiem dobrze od 220 mln lat w niezmienionej formie, czym zyskały miano żywej skamieniałości.

Całkowite pozbycie się samców zwykle przynosi korzyści na krótką metę, np. przy nieograniczonym dostępie do pożywienia, ale w dłuższej perspektywie brak wymiany genów utrudnia przystosowanie się do zmian środowiska i zwiększa podatność na choroby. Wymiana genów daje lepsze widoki na długotrwałe istnienie, zwłaszcza jeśli jakiś gatunek nie jest przesadnie monogamiczny. U zwierząt poligamicznych specjacja, czyli przystosowanie się do nowych warunków i powstawanie nowych gatunków, zachodzi cztery razy szybciej niż u monogamicznych. Przy czym myślenie kategorią „dobra gatunku” jest ludzkim tworem intelektualnym, w przyrodzie idzie o pozostawienie własnych genów. Dlatego monogamia nie jest popularna i nawet u większości ptaków żyjących w parach mamy do czynienia raczej z monogamią społeczną niż z rzeczywistą wiernością. U bogatek wzięciem cieszą się stare samce.

Cały tekst można przeczytać w „Przeglądzie” nr 2/2021, dostępnym również w wydaniu elektronicznym.

Fot. Adobe Stock

Wydanie: 2/2021

Kategorie: Ekologia