Nie chcieli jej oddać

Nie chcieli jej oddać

Overview

Narażając się na ataki swojego środowiska, Karol Estreicher stoczył ostry bój o powrót do Polski zrabowanych dzieł sztuki

Większość Polaków dopiero po sprzedaży kolekcji Czartoryskich dowiedziała się, że jest ona prywatna. Nic dziwnego, bo od dziesięcioleci te zbiory znajdują się pod troskliwą opieką państwa. Łączne jej koszty można porównać z kwotą 110 mln euro, jaką rząd wynegocjował z Adamem Karolem Czartoryskim.

Założycielką kolekcji była Izabela Czartoryska. W 1801 r., wkrótce po ostatnim rozbiorze, w wybudowanej w pałacowym parku w Puławach Świątyni Sybilli otworzyła prototyp muzeum narodowego. Przechowywano tu przedmioty nie tylko należące do Czartoryskich, ale także przekazywane w depozyt przez inne rody magnackie i szlacheckie. Znaczna część tych obiektów miała charakter tzw. pamiątek narodowych związanych z historią Polski i jej bohaterami. Nad wejściem do Świątyni Sybilli umieszczono napis: „Przeszłość przyszłości”, który stał się dewizą otwartego w 1878 r. Muzeum Książąt Czartoryskich w Krakowie. Mieściło się ono w składającym się z trzech połączonych kamienic zespole pałacowym u zbiegu ulic św. Jana i Pijarskiej. Nieopodal – w przekazanym przez władze Krakowa Arsenale Miejskim – urządzono Bibliotekę Czartoryskich. Obie te placówki, utrzymywane ze środków ordynacji sieniawskiej Czartoryskich – zgodnie z informacjami Marka Rostworowskiego, zatrudnionego w Muzeum Czartoryskich w 1945 r., w latach 1965-1989 kierownika oddziału Zbiorów Czartoryskich w Muzeum Narodowym, a w 1991 r. ministra kultury i sztuki – miały przed wojną „siedmiu pracowników naukowych i sześciu »pracowników służby«. Roczna frekwencja w Muzeum wynosiła 12 tys. osób” (praca zbiorowa pod red. prof. Zdzisława Żygulskiego juniora, „Muzeum Czartoryskich. Historia i zbiory”, wydana w 1998 r. przez Muzeum Narodowe w Krakowie).

Patrioci sprzedają Leonarda

Muzeum nie zaprzestało działalności w okresie okupacji. Część eksponatów z „Damą z gronostajem” (portretem Cecylii Gallerani, kochanki księcia Ludwika Sforzy) pędzla Leonarda da Vinci, „Krajobrazem z miłosiernym Samarytaninem” Rembrandta oraz „Portretem młodzieńca” Rafaela Santi zagrabili co prawda Niemcy, ale placówka wzbogaciła się o przekazane w depozyt inne prywatne kolekcje, m.in. Potockich z pałacu w Krzeszowicach.

„Wycofanie się Niemców z Krakowa dnia 17 stycznia 1945 r. pozostawiło na pewien czas całkowitą suwerenność Muzeum Czartoryskich”, pisał Marek Rostworowski zatrudniony w tym czasie przez dyrektora placówki Stanisława Gąsiorowskiego, historyka sztuki, profesora Uniwersytetu Jagiellońskiego.

W grudniu 1945 r. „Damę z gronostajem” i „Krajobraz z miłosiernym Samarytaninem” odnalazł w bawarskiej willi Hansa Franka Karol Estreicher, który w okresie wojny kierował Biurem Rewindykacji Strat Kulturalnych przy rządzie RP na uchodźstwie. Choć był wrogo usposobiony wobec powojennych władz Polski, nie miał wątpliwości, gdzie jest miejsce zrabowanych dzieł sztuki: „Polska przejdzie w najbliższym czasie ponury okres ucisku komunistycznego. Muzea będą schronieniem tradycji i pamięci” („Dziennik wypadków” t. 1, Kraków 2001). Narażając się na ataki swojego środowiska, stoczył ostry bój o powrót zrabowanych dzieł sztuki, w tym ołtarza mariackiego Wita Stwosza, do Polski.

Oto, co zapisał w dzienniku 19 lutego 1946 r.: „Nareszcie przyszło z Warszawy z MSZ napisane dla mnie (dość licho) upoważnienie do odbioru i przewiezienia do Polski Ołtarza Mariackiego. To ważne. Nasi nieprzejednani w Londynie i także w Rzymie twierdzili, że ja jako przedstawiciel komunistycznego rządu polskiego nie mam prawa odbierać ołtarza, gdyż jest to własność Kościoła polskiego, i że przede wszystkim ołtarz powinien być rewindykowany przez przedstawicieli Kościoła. Kto stwarza takie trudności? Myślę, że Emeryk Czapski, E. Lubomirski, zapewne Karla Lanckorońska, Stefan Zamoyski, może i dr Danuta Marsówna, rozmaici oficerowie w otoczeniu Andersa. (…) Te same emigracyjne koła, prawdziwie zwariowane, uważają, że ołtarz powinien być przewieziony do Rzymu i oddany na przechowanie w Watykanie. (…) Jest rzeczą charakterystyczną, że przeciwnikami moimi są przeważnie ludzie pochodzenia arystokratycznego. Wiem, że chcą, ażebym nie wziął do Polski obrazu Leonarda, Rembrandta. (…) Idzie o pieniądze. Rewindykator jak ja nie ogląda się na apetyt Stefana Zamoyskiego (żonaty z Czartoryską) na Leonarda. Wiem, że Taylor (Francis Henry Taylor, dyrektor nowojorskiego Metropolitan Museum of Art, członek tzw. komisji Robertsa – Amerykańskiej Komisji Ochrony i Ratowania Artystycznych i Historycznych Zabytków Europy – przyp. aut.) traktował ze Stefanem Zamoyskim na sprzedaż Leonarda! I to są dobrzy Polacy, patrioci, a ja jestem złym Polakiem, zdrajcą i karierowiczem” („Dziennik wypadków” t. 1).

Niechciana „Dama”

26 kwietnia 1946 r. z Norymbergi ruszył – eskortowany przez amerykańskich żołnierzy – specjalny pociąg składający się z 26 wagonów wypełnionych zrabowanymi przez hitlerowców dziełami sztuki. Najwięcej miejsca zajął ołtarz mariacki, poza nim w pociągu znajdowały się m.in. gobeliny wawelskie, Kodeks Baltazara Behema, obrazy Rubensa, Cranacha, Watteau oraz dwa arcydzieła z Muzeum Czartoryskich: „Dama z gronostajem” i „Krajobraz z miłosiernym Samarytaninem”. „Portretu młodzieńca” nie odnaleziono do dziś.

30 kwietnia Karola Estreichera w mundurze majora Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie witał tłum na Dworcu Głównym w Krakowie. W tym tłumie stał Marek Rostworowski, który przyszedł tam jako pracownik Muzeum Czartoryskich. Wiele lat później wspominał Estreichera w angielskim mundurze machającego ręką z otwartego wagonu towarowego.

5 maja 1946 r. Karol Estreicher zanotował: „Na trzeci dzień po przyjeździe Ołtarza Mariackiego, po podpisaniu niezbędnych kwitów i sprawozdań – zapakowawszy w kocyk Cecylię Gallerani Leonarda – zadowolony, że ten nabytek udało się odzyskać dla Polski, wybrałem się z Adamem Bochnakiem do Muzeum Czartoryskich, by tam wręczyć dyrektorowi Stanisławowi Gąsiorowskiemu to bezcenne arcydzieło. Spodziewałem się jakiegoś godnego przyjęcia, dowodu uprzejmości i wdzięczności. Przecie telefonowałem uprzednio do Gąsiorowskiego i wiedział, że przyjdę i przyniosę obraz. Zapowiedziałem także, że w najbliższym czasie zwrócę »Samarytanina« Rembrandta. Wierzyłem, że może Gąsiorowski w obecności personelu muzeum, a może i przedstawiciela władz i fotoreporterów, obraz odbierze. Kiedy z Bochnakiem zjawiliśmy się w Muzeum Czartoryskich, zastaliśmy drzwi zamknięte, woźny na dole nic nie wiedział o naszym przyjściu. Telefonował dopiero do sekretariatu, zapytał sekretarkę, wreszcie pozwolono nam wejść do dyrekcji. W przedpokoju czekaliśmy na wejście do gabinetu Gąsiorowskiego, niczym natrętni petenci u pana starosty. Wreszcie, dosłownie po pół godzinie, Gąsiorowski przyjął nas bez tłumaczenia. Sucho, wręcz niegrzecznie nas przyjął, oświadczył, że dosłownie: »nie czas, nie pora w tych przełomowych chwilach na podejmowanie decyzji w sprawie tego i innych obrazów, że odzyskiwanie obrazów nastąpiło bez porozumienia z rodziną Czartoryskich…«” („Dziennik wypadków” t. 2, Kraków 2003).

Tę niechętną reakcję dyrektora Muzeum Czartoryskich potwierdził w wydanej w 1994 r. książce „Gry o Damę” Marek Rostworowski: „Profesor Gąsiorowski w ogóle nie był zadowolony z powrotu obrazów do Polski. Obawiając się, że mogą pojechać dalej na Wschód, wolał, by pozostały na Zachodzie w »pewnych rękach« rodziny Czartoryskich lub rządu londyńskiego. Należał do ludzi nieuznających legalności PKWN i rządu warszawskiego, stworzonego jego zdaniem przez uzurpatorów pozostających na służbie zaborcy”. Obrazy Leonarda i Rembrandta dyrektor Gąsiorowski schował do magazynu, twierdząc, że nie można ich wystawiać ze względu na brak odpowiedniego zabezpieczenia i dozoru.

Państwo jak troskliwa matka

W wyniku reformy rolnej Czartoryscy stracili ordynację sieniawską, źródło finansowania muzeum i biblioteki, których państwo nie znacjonalizowało do końca PRL. W pierwszych latach powojennych prywatne muzeum (w nomenklaturze władz „autonomiczne”) było w części utrzymywane przez właścicieli, a w części przez państwo. W grudniu 1949 r. muzeum zostało przejęte w zarząd i użytkowanie państwa oraz włączone do Muzeum Narodowego w Krakowie jako jego oddział. We wrześniu 1951 r. z pracą pożegnał się kierujący Muzeum Czartoryskich od 1942 r. Stanisław Gąsiorowski. Od tego czasu całkowita odpowiedzialność za zbiory spadła na państwo.

W roku, w którym prof. Gąsiorowski przyszedł do Muzeum Czartoryskich, urodziła się Zofia Gołubiew. Absolwentka historii sztuki na Uniwersytecie Jagiellońskim w latach 70. rozpoczęła pracę w krakowskim Muzeum Narodowym, a w latach 2000-2015 kierowała tą instytucją. Gdy na Zamku Królewskim dokonywano transakcji kupna kolekcji Czartoryskich, zaproszona na tę uroczystość Zofia Gołubiew przekonywała w Polskim Radiu 24, że dyrektorzy i pracownicy Muzeum Narodowego traktowali Muzeum Czartoryskich „jak własne dziecko”.

Prof. Tadeusz Dobrowolski – dyrektor Muzeum Narodowego w Krakowie w latach 1950-1956 – stoczył bój o integralność kolekcji Czartoryskich. „Dama z gronostajem” przez cztery lata wisiała w Muzeum Narodowym w Warszawie, bo prof. Stanisław Lorentz chciał nadać mu rangę polskiego Luwru. Krakowscy muzealnicy, wśród nich prof. Zdzisław Żygulski junior, udaremnili plany przeniesienia części zbiorów Czartoryskich do Puław. W drugiej połowie lat 50. przeprowadzono remont Muzeum Czartoryskich przy ul. św. Jana i Pijarskiej (płytkie, osłabione wodą fundamenty kamienic zagrażały konstrukcji nośnej), po którym udostępniono zwiedzającym większą niż wcześniej część kolekcji. W 1961 r. zbiory biblioteki przeniesiono z zawilgoconego Arsenału do specjalnie wybudowanego gmachu przy ul. św. Marka. Tu znalazła się część kolekcji Czartoryskich przechowywana na Wawelu. Generalny remont Arsenału ukończono w 1974 r., umieszczono w nim zabytki kultur starożytnych z kolekcji Czartoryskich (w tym depozyt Potockich z Krzeszowic). Kolejny duży remont Muzeum Czartoryskich rozpoczęto w 1974 r. i ukończono ostatecznie w 1993. Marek Rostworowski pisał, że w ciągu tych 20 lat przeznaczono na ten cel „ogromne fundusze przekazane przez Ministerstwo Kultury i Sztuki”.

Choć Muzeum Czartoryskich przestało być samodzielną placówką, to w okresie, gdy opiekę finansową i merytoryczną sprawowało nad nim państwo, nastąpił rozkwit tej placówki. Kolekcję Czartoryskich oglądało znacznie więcej osób niż przed wojną, państwo lepiej niż prywatny właściciel dbało o realizację celu Izabeli Czartoryskiej – upowszechnienie dóbr kultury. Adam Karol Czartoryski, który w 1991 r. został uznany sądownie za jedynego spadkobiercę ojca – ostatniego właściciela ordynacji sieniawskiej – przyznawał, że w PRL kolekcja pozostała nienaruszona i ocalono ją jako całość, a Muzeum Narodowe opiekowało się zbiorami zgromadzonymi przez jego przodków.

Prof. Zdzisław Żygulski, który związał z kolekcją Czartoryskich swoje życie zawodowe i dzięki któremu wróciła do niej w 2002 r. XVI-wieczna perska makata zrabowana przez hitlerowców, przekonywał, że intencją Czartoryskich było ofiarowanie muzeum narodowi. W 1984 r. – jak pisał Marek Rostworowski – „Ministerstwo Kultury i Sztuki zwróciło się drogą pośrednią do spadkobiercy Muzeum z propozycją przekazania instytucji narodowi polskiemu, która nie została przyjęta” („Muzeum Czartoryskich. Historia i zbiory”). W tym czasie Rostworowski rozmawiał w Londynie z Adamem Karolem Czartoryskim (z Czartoryskimi łączyło go dalekie pokrewieństwo), który oznajmił, że chce, by jego rodzina miała udział w zarządzaniu zbiorami. W 1986 r. prof. Żygulski pertraktował w sprawie sprzedaży kolekcji przez Adama Karola Czartoryskiego. Sporządzono nawet umowę opiewającą na 5-6 mln dol., ale do transakcji nie doszło, Czartoryski bowiem nie zgodził się na ofertę rozliczenia się węglem, a nie twardą walutą.

Powrót Czartoryskich

Gdy w 1991 r. ministrem kultury został Marek Rostworowski, Adam Karol Czartoryski w uzgodnieniu z nim powołał Fundację Czartoryskich. Stała się ona właścicielem budynków i zbiorów. Państwo polskie zobowiązało się do dalszego administrowania i utrzymywania muzeum oraz biblioteki. Wspólnotę interesów miał reprezentować prezes fundacji – zgodnie z ówczesnym statutem był nim dyrektor Muzeum Narodowego w Krakowie.

Jednak od początku pojawiały się problemy. Prezydent Lech Wałęsa obiecał George’owi Bushowi, że załatwi wypożyczenie do USA „Damy z gronostajem” na wystawę poświęconą 500-leciu odkrycia Ameryki przez Kolumba. Ale decydujący głos w tej sprawie miał założyciel Fundacji Czartoryskich. „Niektórzy zgryźliwi komentatorzy prasowi wyrazili domniemanie, że Krzyż Orderu Odrodzenia Polski, którym dekorował prezydent RP Adama Karola Czartoryskiego w 1992 r., był wyrazem wdzięczności za zgodę na podróż obrazu”, pisała Izabela Lewek w roczniku „Muzealnictwo”.

Późniejsza działalność Czartoryskiego budziła coraz większe zastrzeżenia, w istocie utrudniała Muzeum Narodowemu sprawowanie opieki nad kolekcją. W 2004 r. w wyniku zmian w statucie fundacji funkcję prezesa straciła Zofia Gołubiew, zastąpił ją kuzyn fundatora Adam Zamoyski (zwolniony z hukiem w 2011 r. Czartoryski wyrzucił go bez podania przyczyn; tłumaczył potem, że „nie było żadnej przejrzystości działań zarządu”). Ten krok zredukował wpływy Muzeum Narodowego (przedstawiciela państwa) na fundację, rosły obawy o losy bezcennych dla kultury narodowej zbiorów.

Po tym jak w Fundacji Czartoryskich muzealników zastąpili przedstawiciele arystokratycznych rodów, zaczęła ona podejmować działania, którym nie była w stanie podołać. Pozyskała co prawda kilka milionów euro na prowadzony od 2010 r. remont siedziby Muzeum Czartoryskich, ale nie miała pieniędzy na dokończenie prac. Potrzeba jeszcze kilkudziesięciu milionów złotych i wysiłku rzeszy fachowców, by „Dama z gronostajem” mogła zawisnąć na dawnym miejscu (obecnie można ją zobaczyć na Wawelu).

Już w 2010 r. prof. Żygulski dawał wyraz swoim obawom w artykule dla portalu Dwutygodnik.com: „Chodzi nie tylko o »Damę«, ale o losy całego Muzeum Czartoryskich wraz z Biblioteką, których dzieje miałem szczęście śledzić bezpośrednio od roku 1949, kiedy to przyjęty zostałem przez ówczesnego dyrektora Stanisława Jana Gąsiorowskiego na stanowisko kierownika administracyjnego tegoż Muzeum. W nim pozostałem do dzisiaj i nadal śledzę jego losy, tym razem nie widząc już tego jako szczęście. Rok później (1950) decyzją Ministerstwa Kultury i Sztuki nieznacjonalizowane Muzeum Czartoryskich – pod nazwą Zbiory Czartoryskich – oddane zostało pod opiekę krakowskiemu Muzeum Narodowemu. Opieka ta trwa przez 60 lat do dzisiaj. (…) Muzeum Narodowe w Krakowie, przejmując w roku 1950 budynki muzealne i biblioteczne Czartoryskich niemal zrujnowane, przeprowadziło ogromnym kosztem dwa generalne remonty (pierwszy ukończony w roku 1959, drugi w 1990). Ponadto wzniosło wielomilionowej wartości nowy budynek dla Biblioteki, a dzięki temu udostępniło Arsenał na cele muzealne. Zainstalowało też nowoczesne systemy ochrony i alarmowe. Przeprowadziło pełną inwentaryzację zbiorów, dokonało kosztownych konserwacji tysięcy obiektów, urządziło i patronowało wielu wystawom czasowym, opublikowało liczne katalogi, monografie i artykuły naukowe. Zdołało doprowadzić do realizacji marzenia księcia Władysława Czartoryskiego – utworzenia jednej spójnej instytucji złożonej z Muzeum, Archiwum i Biblioteki, stanowiącej razem Zakład Naukowy. To tutaj Marek Rostworowski przemyślał i zaprojektował najsławniejszą polską wystawę muzealną ubiegłego wieku – »Polaków portret własny« – otwartą w 1979 r. w Nowym Gmachu Muzeum Narodowego. (…) Muzeum urządzone przez zespół kustoszy pod egidą Marka Rostworowskiego budziło zawsze zachwyt, zwłaszcza cudzoziemców, których często oprowadzałem. Oszałamiał ich ów nastrój starożytności i dawności, którego sztucznie wywołać się nie da, a który zachował się tylko w nielicznych muzeach świata, jak The Wallace Collection w Londynie, Musée de Cluny w Paryżu, Frick Collection w Nowym Jorku lub Izabela and Stewart Gardner Museum w Bostonie”.

To tylko pieniądze…

Swój tekst prof. Żygulski kończył apelem: „Proponuje się ostatecznie podjęcie przygotowań do wykupienia Muzeum i Biblioteki Czartoryskich przez Państwo, jako jedyny racjonalny sposób rozwiązania tych problemów. Będzie to w istocie spełnieniem marzeń i pragnień zarówno księżnej Izabeli, jak i księcia Władysława, a równocześnie jedynym sposobem na uratowanie przed zniszczeniem i rozproszeniem zbiorów mających dla Polski najwyższą wartość”.

Transakcja sfinalizowana na Zamku Królewskim w Warszawie, choć na pierwszy rzut oka wydaje się zgodna z przesłaniem wybitnego historyka sztuki, rodzi wątpliwości. Dokonano jej wkrótce po ustąpieniu zarządu Fundacji Czartoryskich (w powołanym przez Czartoryskiego nowym zarządzie są dwaj potomkowie arystokracji: Jan Lubomirski i Maciej Radziwiłł), który w wydanym oświadczeniu stwierdził: „Sprzedaż w tej sytuacji może być niezgodna z obwiązującym statutem i Aktem założycielskim Fundacji oraz Misją Fundacji”. Brzmi to jak zapowiedź sporów, czy Czartoryski miał prawo sprzedać kolekcję, czy to on, czy też fundacja była jej właścicielem. Ponadto w skład zbiorów wchodzi duża liczba przedmiotów przekazanych Czartoryskim nie jako osobom prywatnym, lecz jako kustoszom pamięci narodowej. Czy potomkowie darczyńców nie upomną się o nie? Czy nie jest to precedens, który uruchomi falę rewindykacji dzieł sztuki pozostających w państwowych muzeach?

Jakkolwiek by było, wychwalany przez władze RP Adam Karol Czartoryski (rzekomo sprzedał kolekcję ojczyźnie za półdarmo), urodzony w Hiszpanii, mieszkaniec Londynu, popisał się arystokratycznym patriotyzmem, którym błysnął już w wywiadzie z Markiem Bartosikiem („Gazeta Krakowska” z 8 października 2011 r.). Dziennikarz pyta: „W ciągu minionych lat Fundacja wykupiła od pana kosztem kilku milionów złotych wiele obiektów, które pozostawały pańską osobistą własnością, choć przechowywane były w Muzeum Czartoryskich. Jakie znaczenie miały dla Pana te pieniądze?”. Czartoryski zaś wzdycha: „Mówi pan o wydarzeniach z początku tego wieku. Gdy odzyskałem zbiory Czartoryskich, były w nich obiekty muzealne, ale też moje prywatne. Bo przecież przed II wojną pałac, w którym mieści się Muzeum, był także prywatnym domem naszej rodziny. Znajdowały się tam więc obiekty należące do mojego ojca i dziadka. Gdy tworzyliśmy Fundację, dyrektor Muzeum Narodowego i minister Marek Rostworowski zaproponowali, że wykupią ich pewną część, w związku z tym, że ja nie mogłem ich wywieźć z kraju. Oni wycenili te obiekty, pośród których był bizantyjski relikwiarz. Fundacja stopniowo mi zapłaciła. A pieniądze… Cóż, to były tylko pieniądze”.


Kalendarium
Grudzień 1945 r. – Karol Estreicher, kierownik Biura Rewindykacji Strat Kulturalnych przy rządzie RP na uchodźstwie, odnajduje m.in. „Damę z gronostajem” w bawarskiej willi Hansa Franka.
26 kwietnia 1946 r. – z Norymbergi rusza specjalny pociąg składający się z 26 wagonów wypełnionych zrabowanymi przez hitlerowców dziełami sztuki.
Grudzień 1949 r. – Muzeum Czartoryskich zostaje przejęte przez państwo w zarząd i użytkowanie oraz włączone do Muzeum Narodowego w Krakowie jako jego oddział.
Wrzesień 1951 r. – z Muzeum Czartoryskich odchodzi dyrektor Stanisław Gąsiorowski; od tego czasu całkowita odpowiedzialność za zbiory spoczywa na państwie.
1950-1956 – prof. Tadeusz Dobrowolski, dyrektor MN w Krakowie, walczy o integralność kolekcji Czartoryskich.
Druga połowa lat 50. – remont Muzeum Czartoryskich przy ul. św. Jana i Pijarskiej.
1959 r. – zakończenie pierwszego remontu Biblioteki Czartoryskich.
1961 r. – zbiory Biblioteki Czartoryskich przeniesione z zawilgoconego Arsenału do specjalnie wybudowanego gmachu przy ul. św. Marka.
1974 r. – zakończenie remontu Arsenału.
1974-1993 – remont Muzeum Czartoryskich.
1986 r. – prof. Zdzisław Żygulski pertraktuje z Czartoryskim w sprawie sprzedaży kolekcji za 5-6 mln dol. Czartoryski odrzuca ofertę.
1990 r. – zakończenie drugiego remontu Biblioteki Czartoryskich.
1991 r. – Adam Karol Czartoryski w uzgodnieniu z ministrem kultury Markiem Rostworowskim powołuje Fundację Czartoryskich.
2004 r. – z funkcji prezesa fundacji odchodzi historyczka sztuki Zofia Gołubiew, zastępuje ją kuzyn fundatora Adam Zamoyski.
2010 r. – fundacja rozpoczyna remont siedziby muzeum, brakuje pieniędzy na jego dokończenie.
29 grudnia 2016 r. – wicepremier Piotr Gliński podpisuje z Adamem Karolem Czartoryskim i Fundacją Książąt Czartoryskich umowę o zakupie za 100 mln euro kolekcji Czartoryskich. Zbiory liczą ok. 86 tys. obiektów muzealnych i ok. 250 tys. bibliotecznych: książek, rękopisów, starodruków, druków ulotnych.

Wydanie: 2/2017

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy