Nie chcieli jej oddać

Nie chcieli jej oddać

11.05.2012 Krakow Na Zamku Krolewskim na Wawelu zostala otwarta ekspozycja z obrazem Leonarda da Vinci " Dama z Lasiczka ( gronostajem ) " N/z Fundator ksiaze Adam Karol Czartoryski z corka Tamara Laura Czartoryska z zona Josette Calil Fot. M. Lasyk/REPORTER

Narażając się na ataki swojego środowiska, Karol Estreicher stoczył ostry bój o powrót do Polski zrabowanych dzieł sztuki Większość Polaków dopiero po sprzedaży kolekcji Czartoryskich dowiedziała się, że jest ona prywatna. Nic dziwnego, bo od dziesięcioleci te zbiory znajdują się pod troskliwą opieką państwa. Łączne jej koszty można porównać z kwotą 110 mln euro, jaką rząd wynegocjował z Adamem Karolem Czartoryskim. Założycielką kolekcji była Izabela Czartoryska. W 1801 r., wkrótce po ostatnim rozbiorze, w wybudowanej w pałacowym parku w Puławach Świątyni Sybilli otworzyła prototyp muzeum narodowego. Przechowywano tu przedmioty nie tylko należące do Czartoryskich, ale także przekazywane w depozyt przez inne rody magnackie i szlacheckie. Znaczna część tych obiektów miała charakter tzw. pamiątek narodowych związanych z historią Polski i jej bohaterami. Nad wejściem do Świątyni Sybilli umieszczono napis: „Przeszłość przyszłości”, który stał się dewizą otwartego w 1878 r. Muzeum Książąt Czartoryskich w Krakowie. Mieściło się ono w składającym się z trzech połączonych kamienic zespole pałacowym u zbiegu ulic św. Jana i Pijarskiej. Nieopodal – w przekazanym przez władze Krakowa Arsenale Miejskim – urządzono Bibliotekę Czartoryskich. Obie te placówki, utrzymywane ze środków ordynacji sieniawskiej Czartoryskich – zgodnie z informacjami Marka Rostworowskiego, zatrudnionego w Muzeum Czartoryskich w 1945 r., w latach 1965-1989 kierownika oddziału Zbiorów Czartoryskich w Muzeum Narodowym, a w 1991 r. ministra kultury i sztuki – miały przed wojną „siedmiu pracowników naukowych i sześciu »pracowników służby«. Roczna frekwencja w Muzeum wynosiła 12 tys. osób” (praca zbiorowa pod red. prof. Zdzisława Żygulskiego juniora, „Muzeum Czartoryskich. Historia i zbiory”, wydana w 1998 r. przez Muzeum Narodowe w Krakowie). Patrioci sprzedają Leonarda Muzeum nie zaprzestało działalności w okresie okupacji. Część eksponatów z „Damą z gronostajem” (portretem Cecylii Gallerani, kochanki księcia Ludwika Sforzy) pędzla Leonarda da Vinci, „Krajobrazem z miłosiernym Samarytaninem” Rembrandta oraz „Portretem młodzieńca” Rafaela Santi zagrabili co prawda Niemcy, ale placówka wzbogaciła się o przekazane w depozyt inne prywatne kolekcje, m.in. Potockich z pałacu w Krzeszowicach. „Wycofanie się Niemców z Krakowa dnia 17 stycznia 1945 r. pozostawiło na pewien czas całkowitą suwerenność Muzeum Czartoryskich”, pisał Marek Rostworowski zatrudniony w tym czasie przez dyrektora placówki Stanisława Gąsiorowskiego, historyka sztuki, profesora Uniwersytetu Jagiellońskiego. W grudniu 1945 r. „Damę z gronostajem” i „Krajobraz z miłosiernym Samarytaninem” odnalazł w bawarskiej willi Hansa Franka Karol Estreicher, który w okresie wojny kierował Biurem Rewindykacji Strat Kulturalnych przy rządzie RP na uchodźstwie. Choć był wrogo usposobiony wobec powojennych władz Polski, nie miał wątpliwości, gdzie jest miejsce zrabowanych dzieł sztuki: „Polska przejdzie w najbliższym czasie ponury okres ucisku komunistycznego. Muzea będą schronieniem tradycji i pamięci” („Dziennik wypadków” t. 1, Kraków 2001). Narażając się na ataki swojego środowiska, stoczył ostry bój o powrót zrabowanych dzieł sztuki, w tym ołtarza mariackiego Wita Stwosza, do Polski. Oto, co zapisał w dzienniku 19 lutego 1946 r.: „Nareszcie przyszło z Warszawy z MSZ napisane dla mnie (dość licho) upoważnienie do odbioru i przewiezienia do Polski Ołtarza Mariackiego. To ważne. Nasi nieprzejednani w Londynie i także w Rzymie twierdzili, że ja jako przedstawiciel komunistycznego rządu polskiego nie mam prawa odbierać ołtarza, gdyż jest to własność Kościoła polskiego, i że przede wszystkim ołtarz powinien być rewindykowany przez przedstawicieli Kościoła. Kto stwarza takie trudności? Myślę, że Emeryk Czapski, E. Lubomirski, zapewne Karla Lanckorońska, Stefan Zamoyski, może i dr Danuta Marsówna, rozmaici oficerowie w otoczeniu Andersa. (…) Te same emigracyjne koła, prawdziwie zwariowane, uważają, że ołtarz powinien być przewieziony do Rzymu i oddany na przechowanie w Watykanie. (…) Jest rzeczą charakterystyczną, że przeciwnikami moimi są przeważnie ludzie pochodzenia arystokratycznego. Wiem, że chcą, ażebym nie wziął do Polski obrazu Leonarda, Rembrandta. (…) Idzie o pieniądze. Rewindykator jak ja nie ogląda się na apetyt Stefana Zamoyskiego (żonaty z Czartoryską) na Leonarda. Wiem, że Taylor (Francis Henry Taylor, dyrektor nowojorskiego Metropolitan Museum of Art, członek tzw. komisji Robertsa – Amerykańskiej Komisji Ochrony i Ratowania Artystycznych i Historycznych Zabytków Europy – przyp. aut.) traktował ze Stefanem Zamoyskim na sprzedaż Leonarda! I to są dobrzy Polacy, patrioci, a ja jestem złym Polakiem,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 02/2017, 2017

Kategorie: Kraj