Niebezpieczne ładunki Orlenu

Niebezpieczne ładunki Orlenu

Nie nacisnął guzika

Jeśli nawet poszerzonego monitoringu nie ma, to pojazdy spółki Orlen Transport (niebędącej częścią koncernu PKN Orlen) są kontrolowane. Przekonał się o tym wcześniej sam Grzelecki. W styczniu 2015 r. dostał upomnienie za brak kasku i zdjęte pokrywy komór podczas rozładunku paliwa. Do przewinienia doszło na stacji paliw w Bydgoszczy, co stwierdzono podczas kontroli monitoringu. Czyli można było wykryć, co kierowca robił w odległym mieście, ale nie można było sprawdzić, co się dzieje pod bramą macierzystego zakładu?

– To była wyrywkowa kontrola monitoringu zainstalowanego na stacji paliw. Jeśli kierowca nie przestrzega zasad bezpieczeństwa, musi ponieść konsekwencje, zwłaszcza jeśli to zdarza się nie po raz pierwszy – wyjaśnia Ewa Kozłowska-Głębowicz, sugerując, że Grzelecki mógł już być przyłapany na podobnym przewinieniu.

Tłumaczy, że spółka Orlen Transport zatrudnia ponad 500 kierowców i choć ich pojazdy są wyposażone w nowoczesny system GPS, firma nie jest w stanie całą dobę monitorować każdego na bieżąco. Dlatego wprowadzono rozwiązanie pośrednie, umożliwiające kierowcy zasygnalizowanie jakiegokolwiek problemu na drodze przez wciśnięcie przycisku. Powinien tak zrobić, kiedy np. widzi na drodze podejrzanych ludzi, którzy próbują go zatrzymać. Naciskając guzik, alarmuje odpowiednie służby w bazie. Tak samo powinien postąpić, jeśli poczuje się słabo. W samochodzie Wojciecha Grzeleckiego taki przycisk był sprawny, lecz z niewiadomych przyczyn kierowca nie skorzystał z niego, jeśli źle się poczuł. Pracownicy spółki przewożą niebezpieczne ładunki, więc aby wyeliminować ryzyko, mają obowiązek zgłosić przełożonym i dyspozytorowi gorsze samopoczucie lub niedyspozycję. Dlaczego tym razem tak się nie stało?

Paliwo się rozlało

Ważniejsze jest pytanie: dlaczego w ogóle Wojciech Grzelecki zatrzymał się 200 m za bramą terminalu? I dlaczego wysiadł z samochodu? Według pani Krystyny, jej mąż był bardzo skrupulatny. Jeśli zauważył jakąś usterkę, od razu ją usuwał. Mógł w tylnym lusterku zobaczyć, że coś się stało przy cysternie, wysiadł z kabiny i wtedy poczuł się słabo, więc usiadł na poboczu. Zarząd Orlen Transport tak to wyjaśnia: „Pan Grzelecki znajdował się w nietypowej sytuacji – poza pojazdem, poza miejscem rozładunku czy załadunku, ubrany w rękawice olejoodporne, co nie jest wytłumaczalne żadnymi procedurami, jednakże ze względu na śmierć ustalenie przyczyn jego zachowania jest bezprzedmiotowe i nie zostało w tej sprawie wszczęte w spółce żadne postępowanie wyjaśniające, co ma miejsce w analogicznych sytuacjach”. Jak zapewnia Ewa Kozłowska-Głębowicz – ze strony spółki nie padły żadne sugestie dotyczące kradzieży paliwa. Tymczasem w protokole przesłuchania Rafała Żółtowskiego, kierownika Rejonu Przewozów Orlen Transport, taką sugestię odnotowano. Zeznając na komendzie policji, kierownik nie był pewny, ile i czy w ogóle, lecz mógł podejrzewać, że paliwo z jednej z komór zostało spuszczone. Takie słowa mocno zraniły wdowę i choćby z tego względu wątpliwości powinny być wyjaśnione.

Zastrzeżeń rodzina zmarłego ma więcej. Już po pierwszym umorzeniu dochodzenia przez prokuraturę Krystyna Grzelecka złożyła zażalenie do sądu, który uznał, że nie zostały wyjaśnione istotne okoliczności sprawy. Nie ustalono np. przyczyn obrażeń na ciele zmarłego i nie sprawdzono, czy doszło do kradzieży paliwa. Po częściowym uzupełnieniu akt, nie wyjaśniając sprawy tłustej plamy, prokurator rejonowy jednak zatwierdził umorzenie śledztwa. W tej sytuacji pełnomocnik wdowy wniósł do sądu prywatny akt oskarżenia przeciwko prezesowi zarządu Orlen Transport Mirosławowi Zubkowi, wspomnianemu kierownikowi Rejonu Przewozów i głównemu specjaliście ds. BHP. Główny zarzut dotyczy zaniechania przez nich obowiązków związanych z organizacją przewozu przez kierowców niebezpiecznych materiałów, zwłaszcza ze stworzeniem „systemu skutecznego niesienia im pierwszej pomocy”. Sąd Rejonowy w Płocku zajmie się tą sprawą 16 maja.


Nieprawdą jest, iż zaświadczenie lekarskie kierowcy wystawiono już po śmierci p. Grzeleckiego. Pracodawca nigdy też nie oświadczał, ze sytuacja nie budzi jego zdziwienia.

Nieprawdą jest również, jakoby doszło do „zgubienia” kierowcy. Nieobligatoryjny system GPS służy rejestracji zdarzeń drogowych w celu ich przyszłego odtworzenia, a nie bieżącej kontroli, stąd też w sytuacji zagrożenia życia kierowca powinien użyć przycisku alarmowego.

Należy uściślić, iż w odróżnieniu od systemu GPS zamontowanego w pojazdach, monitoring zainstalowany na stacjach paliw umożliwia rejestrację obrazu, dzięki czemu może być wykorzystywany do oceny zachowań pracowników.

 

Strony: 1 2 3

Wydanie: 20/2016

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy