Niech sczezną artyści

Z GADZIEJ PERSPEKTYWY 

W Polsce rządzi premier za pomocą długopisu. Służącego do podpisywania nominacji. Tajemnicę tę ujawnił parę lat temu Zbyszek Siemiątkowski, wówczas cywilny nadzorca służb specjalnych. W rządzie dyktaturę sprawuje od czasu do czasu Ministerstwo Finansów. Jego urzędnicy, przygotowując projekt budżetu czy ustaw podatkowych, nie muszą się liczyć ze społecznymi realiami. Muszą jedynie liczyć, ile i skąd można wycisnąć.
Co kilka lat w Ministerstwie Finansów pojawiał się pomysł, aby pozbawić środowiska naukowe i twórcze 50-procentowego kosztu uzyskania przychodu. Czyli obniżonych podatków. Ulga taka pochodzi jeszcze sprzed II wojny światowej i była uważana za coś niezmiennego, naturalnego. Wszak naukowiec nie pisze z głowy, czyli z niczego, lecz musi posługiwać się źródłami. Malarz pędzlem maluje, a niejeden pisarz pali więcej paliwa niż średniolitrażowiec. Przypominam banały, ale trzeba, bo właśnie wicepremier i minister finansów w jednej Zycie Gilowskiej zapomina o tym. Zapomina też, że przez lata – niezależnie od tego, czy rządziła lewica, czy prawica – środowiska naukowe i twórcze były niedopłacane. Władze, pamiętając o 50-procentowej uldze, nie kwapiły się z podwyższaniem pensji naukowców. Podobnie wydawcy kalkulowali dziennikarskie pensje. Często były one niskie, na poziomie socjalu, ale realne zarobki to honoraria z ulgą podatkową. Taki system dodatkowo motywował do pracy na akord. Jeśli teraz ulga podatkowa zostanie zlikwidowana, pensje naukowców i dziennikarzy nie będą odzwierciedlały właściwego wkładu pracy. O twórcach i dziennikarzach, którzy są na pensji i żyją jedynie z produkcji artystycznej, dziennikarskiej, warto nie tylko wspominać, lecz grzmieć. Jak ma wyglądać wolna sztuka czy niezależne dziennikarstwo, kiedy za wolność pani wicepremier minister bije finansowo? Jeśli likwidacja ulgi zostanie w parlamencie przepchnięta, trzeba będzie wielu twórcom zapewnić jakieś posadki, aby mogli przeżyć. Państwo zabierze z jednej strony, by dać z drugiej. Czy po to, by skłonić twórców do postaw klienckich? Bo przecież rząd premiera Marcinkiewicza realizującego zadania prezesa Kaczyńskiego nie szermuje jeszcze hasłem: „Niech sczezną artyści!”.
Likwidacja ulgi podatkowej to realna obniżka uposażeń kadry naukowej. Niech pani Gilowska nie czaruje, że dzięki oszczędnościom na tej uldze wzrosną nakłady na naukę. W pierwszym roku budżetowym rządząca koalicja może taką demonstracyjną podwyżkę zrobić. Potem będą następne lata budżetowe i znów okaże się, że siła spokoju demonstrujących górników jest bardziej przekonująca niż naukowców i twórców. Skoro nie wyjdą na ulicę, to można ich przystrzyc?
Co kilka lat w Ministerstwie Finansów pojawia się pomysł, aby pozbawić środowiska naukowe i twórcze ulgi z tytułu kosztów uzysku. Zawsze polityczni reprezentanci tych środowisk doprowadzali do zmiany takich propozycji. Pamiętam takie grono – byłem tam ja, był też red. Jerzy Domański – które przekonało ministra Kołodkę. Potem też minister Belka dał się przekonać. Teraz nowa władza pewnie chce odegrać się na niechętnych jej naukowcach i twórcach. Nie wiem, czy znajdą się w nowej władzy odważni, którzy przeciwstawią się podatkowej dyktaturze wicepremier minister Gilowskiej.
I to wszystko w czasach, kiedy rząd ma realizować strategię lizbońską opartą na innowacyjności i wiedzy.

Wydanie: 24/2006

Kategorie: Blog

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy