(Nie)czytelnictwo

(Nie)czytelnictwo

Książkę o przygodach Harry’ego Pottera kupiło w 2006 roku pół miliona Polaków. A potem… długo, długo nic

Po raz pierwszy rynek zignorował Nagrodę Nike – cieszyła się na początku lutego „Rzeczpospolita”, która zleciła Andrzejowi Rostockiemu z Instytutu Socjologii Uniwersytetu Łódzkiego przygotowanie listy książek najlepiej sprzedających się w minionym roku. Być może jest to powód do radości dla redaktorów rządowego organu, który usiłuje ścierać się na rynku z „Gazetą Wyborczą”, patronką Nike, że „Pawia królowej” Doroty Masłowskiej kupiło ledwie 20 tys. osób, jednak rzut oka na listę literackich bestsellerów 2006 r. wystarczy, by stwierdzić ze smutkiem, że Polacy omijają księgarnie szerokim łukiem, a jeśli już do nich zaglądają, to

w poszukiwaniu literatury mikrych lotów.

Być może nie ma w tym niczego zdrożnego, że najchętniej kupujemy romansidła, sensacje i monografie Jana Pawła II – w końcu takie ścieżki zainteresowań wyznacza nam popkultura – jednak po 38-milionowym narodzie można by się spodziewać czegoś więcej.
Jest źle, skoro w ciągu całego 2006 r. rekordzistką sprzedaży okazała się książka dla młodzieży Joanne K. Rowling „Harry Potter i książę półkrwi” (Media Rodzina) – tę pozycję kupiło w Polsce 544 tys. osób, podczas gdy inny tom przygód młodego czarodzieja, „Harry Potter i Zakon Feniksa”, już w dniu premiery kupiło w Anglii prawie 2 mln osób. Dla porównania: romansidło Janusza L. Wiśniewskiego „S@motność w sieci” (Prószyński i S-ka/Wydawnictwo Czarne) spotkało się w 2006 r. z zainteresowaniem trochę ponad 100 tys. czytelników, natomiast „Cuda Jana Pawła II” (Prószyński i S-ka) kupiło ponad 130 tys. osób. Te trzy wymienione tytuły to rekordziści 2006 r. w kategoriach literatura obca, literatura polska i literatura faktu. A to podobno, jak twierdzą znawcy tego rynku, świetne wyniki.
Gdzieś na dalekich miejscach uplasowały się książki Hanny Krall, Sławomira Mrożka, Wiesława Myśliwskiego, Stanisława Lema, Władysława Bartoszewskiego i świeżego noblisty, tureckiego pisarza Orhana Pamuka, którego powieść „Śnieg” (Wydawnictwo Literackie) kupiło nieco ponad 46 tys. osób. To i tak rekord, skoro „Rasę drapieżców. Teksty ostatnie” Lema (Wydawnictwo Literackie) chciało przeczytać niespełna 26 tys. osób, „Autobiografię” Mrożka (Noir sur Blanc) –
24 tys., a „Traktat o łuskaniu fasoli” Myśliwskiego (Wydawnictwo Znak) – 23 tys. 24-letnia Masłowska ma więc powód do dumy, jeśli jej popularność nie ustępuje dziś Mrożkowi, o którego książki kiedyś się zabijano. Dziś literatura wyższych lotów to nadal awangarda, ale jakże radykalna.
Polacy, a właściwie ich garstka, poszukują dziś tego, co

modne i mocno reklamowane,

a więc literatury łatwej, lekkiej i przyjemnej. Potwierdzają to wyniki zestawienia przygotowanego przez internetowy portal 9sekund.pl, który zajmuje się porównywaniem cen największych serwisów aukcyjnych w sieci. Okazało się, po sprawdzeniu prawie 2 mln ofert, że internauci-czytelnicy najczęściej w 2006 r. przeczesywali internet w poszukiwaniu „Kodu Leonarda da Vinci” Dana Browna (Wydawnictwo Albatros Andrzej Kuryłowicz/Wydawnictwo Sonia Draga), wspomnianej „S@motności w sieci” Wiśniewskiego, „Pamięci i tożsamości” Jana Pawła II (Wydawnictwo Znak), „Świata według Clarksona” popularnego dziennikarza motoryzacyjnego Jeremy’ego Clarksona (Wydawnictwo Insignis), „Wywierania wpływu na ludzi. Teorii i praktyki” Roberta Cialdiniego (Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne), „Harry’ego Pottera i księcia półkrwi” Rowling, „Nowych przygód Mikołajka” Sempé i Gościnnego (Wydawnictwo Znak), „Sprawiedliwości owiec” Leonie Swann (Wydawnictwo Amber), „Wyznań gejszy” Arthura Goldena (Wydawnictwo Albatros Andrzej Kuryłowicz) i „Festung Breslau” Marka Krajewskiego, jednego z najlepszych obecnie rodzimych autorów książek kryminalnych.
Wielu wydawców i księgarzy przyznaje, że za dobrą monetę biorą to, co jest. Nie chcą rzucać się z motyką na słońce, skoro nawet autorzy popularni, których nazwiska i twarze są dobrze znane czytelnikom, mogą liczyć na roczną sprzedaż swoich książek na poziomie kilkudziesięciu tysięcy egzemplarzy. Nawet Katarzynie Grocholi, wydawałoby się superpopularnej autorce, nie udało się przekroczyć magicznej liczby 100 tys. – jej powieść „A nie mówiłam!” (Wydawnictwo Autorskie/Wydawnictwo W.A.B.) kupiło w 2006 r. 96 tys. osób. Andrzej Sapkowski, otoczony kultem pisarz fantasy, sprzedał książkę „Lux perpetua” (SuperNOWA) w prawie 83 tys. egzemplarzy, a „Moje pierwsze samobójstwo i dziesięć innych opowiadań” Jerzego Pilcha (Świat Książki) przyciągnęło zainteresowanie niespełna 60 tys. czytelników.
Sami pisarze pewnie cieszą się z takich osiągnięć, skoro to i tak szczyt polskich możliwości.
50 tys. egzemplarzy, każdy po, powiedzmy, 30 zł

daje 1,5 miliona zysku,

co po odliczeniu urobku wydawnictwa i innych kosztów pozwala literatowi zapomnieć o biedzie. Tylko co z tego, skoro według ostatnich badań przeprowadzonych przez Ipsos, aż 41% Polaków nie przeczytało żadnej książki w ciągu półrocza? A ilu przeczytało? Po 12% badanych deklaruje, że przeczytało jedną lub dwie książki, a po 9%, że od dwóch do pięciu, 6%, że od sześciu do dziesięciu. Tylko 10% respondentów przyznaje, że przeczytało więcej niż dziesięć książek. Okazuje się więc, że prawie połowa Polaków nie czyta w ogóle niczego, a większość jest w stanie wchłonąć jedną pozycję na sześć miesięcy. A przecież księgarskie półki uginają się od tomów, wystarczy zajrzeć do najbliższego empiku.
Cóż, można powiedzieć – trudny rynek. Albo – klęska urodzaju w nieoczytanym społeczeństwie.

 

Wydanie: 9/2007

Kategorie: Kultura

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy