Nierzetelność, czy coś więcej?

Nierzetelność, czy coś więcej?

Przy prywatyzacji PZU obok interesu państwowego załatwiano też kilka prywatnych  

Zdaniem Najwyższej Izby Kontroli, minister skarbu, Emil Wąsacz, nierzetelnie zabrał się do prywatyzacji PZU, zatajając przed Radą Ministrów ważne szczegóły przyszłego kontraktu ze spółką Eureko. Minister nieprawidłowo reprezentował interesy skarbu państwa. Nierzetelnie postępował też Władysław Jamroży, ówczesny prezes PZU SA, potajemnie, ale bardzo aktywnie pomagając Deutsche Bankowi w próbach zdobycia kontroli nad BIG BG (udziałowcem PZU SA).
Gdy więc pojawiły się wielkie pieniądze i wielkie kontrakty, ludzie decydujący o losach największego polskiego towarzystwa ubezpieczeniowego zaczęli zachowywać się, delikatnie mówiąc, nierzetelnie. Ciekawe, z jakich powodów…

Wyniki kontroli NIK-u komentuje prof. Jan Monkiewicz, były prezes PZU SA:
– Takie kontrole koncentrują się na tym, czy ktoś miał prawo, a nie – czy miał rację. Być może więc prezes Jamroży formalnie nie złamał prawa, podpisując tajną umowę o sprzedaży Deutsche Bankowi posiadanych przez PZU akcji BIG BG, ale na pewno nie powinien tego robić w tajemnicy przed skarbem państwa i nowym nabywcą. To było nie tylko niezgodne z etyką kupiecką, ale po prostu oszukańcze wobec Eureko, spółki, która dzień później stawała się inwestorem strategicznym w PZU. Przecież każdy udziałowiec, a zwłaszcza kupujący pakiet akcji za 3 mld zł, chce wiedzieć, jaki majątek i zobowiązania posiada firma, do której wchodzi.
– Czy prezes Jamroży postępował wbrew interesom spółki PZU SA?
– Całe zamieszanie i konflikt w PZU wywołany działaniami prezesa Jamrożego z pewnością nie służyły spółce. Przede wszystkim jednak Jamroży naraził na utratę wiarygodności nasze państwo, bo to polski rząd sprzedawał PZU SA – i okazało się, że zdaniem bardzo ważnego udziałowca, sprzedał mu kota w worku. Na pewno miało to negatywny wpływ na postrzeganie Polski przez zagranicznych inwestorów i może odbić się na innych naszych transakcjach prywatyzacyjnych. Dziwi mnie zatem, dlaczego skarb państwa okazał się aż tak łagodny wobec Jamrożego.
– I jak to pan tłumaczy?
– Być może po prostu był z nim w zmowie… Przecież w podobnej sytuacji rząd powinien zareagować po męsku, oświadczyć, że takie działanie prezesa PZU SA jest skandalem i rozstać się z nim jak najszybciej, wyjaśniając, że niestety, państwo sprzedało produkt z wadą ukrytą, ale odpowiada za to sprzedawca, czyli prezes PZU SA, bo to on tę wadę wywołał.
Tymczasem, po wielu targach, prezesa Jamrożego najpierw zawieszono, a potem otrzymał lukratywny fotel prezesa Totalizatora. Nie można więc wykluczyć, że machinacje z akcjami BIG BG były dokonywane do spółki z niektórymi członkami rządu i politykami, którzy chcieli zrobić jakiś interes z innym nabywcą udziałów PZU. Dziś widać, że współpracujący z Jamrożym prezes PZU Życie, Grzegorz Wieczerzak (obaj są lekarzami z wykształcenia i działają razem od lat), ma wielu obrońców. Gdyby Jamroży dopuścił się ewidentnej samowoli, minister Wąsacz inaczej by go potraktował.
– Może wyrozumiałość była spowodowana tym, że i minister miał nieczyste sumienie przy prywatyzacji PZU?
– Z kontroli NIK-u wynika, że min. Wąsacz nie poinformował Rady Ministrów o tym, że zawarł ze spółką Eureko umowę, która dawała jej znacznie więcej władzy w PZU, niż to wynikało z ilości kupionych udziałów. RM wyraziła zgodę na sprzedaż 30% akcji PZU – i minister tyle sprzedał, ale w szczegółowych warunkach umowy przyznał Eureko niewspółmiernie większe prawa. Za to Emil Wąsacz powinien ponieść nie odpowiedzialność polityczną – bo to nie ma znaczenia, gdy nie jest już ministrem – lecz należy go pociągnąć do odpowiedzialności cywilnej. Poczekajmy na wynik postępowania prokuratorskiego, toczącego się w tej sprawie. Może dowiemy się jeszcze wielu ciekawych rzeczy.

Wydanie: 4/2001

Kategorie: Opinie

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy