Nonsens polityki historycznej

Nonsens polityki historycznej

Czy ktoś wyobraża sobie pojęcie polityki socjologicznej albo polityki biologicznej?

Zarówno w publicystyce, jak i wypowiedziach nie tylko polityków prawicowych, ale także ludzi lewicy, coraz częściej pojawia się określenie polityka historyczna. Andrzej Duda w 2015 r. powiedział, że prowadzenie polityki historycznej to jedno z najważniejszych zadań prezydenta. Wśród polityków prawicy jest wielu apologetów pojęcia polityka historyczna, którzy manipulują historią dla doraźnych celów politycznych.

Gwoli prawdy należy przyznać, że wiele polskich osobistości prezentowało prawidłowy pogląd na politykę i historię. Prof. Władysław Bartoszewski mówił, że historię należy znać i o niej pamiętać, lecz nie można jej wikłać w politykę. Adam Michnik trafnie określił Instytut Pamięci Narodowej jako instrument walki politycznej. Rafała Wnuka najbardziej niepokoiło przekonanie polityków, że mają prawo do narzucania swojej wizji przeszłości.

Jerzy Giedroyc już dawno temu ubolewał, że nieszczęściem Polski jest to, że jej historia jest zakłamana jak nigdzie w świecie. Natomiast Paweł Jasienica zaliczał dyktatorskie zarządzanie wiedzą o przeszłości do znanych i smutnych, ale skutecznych środków kierowania teraźniejszością.

Można więc powiedzieć, że polityka historyczna w wykonaniu prawicy służy do pozyskania i indoktrynacji społeczeństwa. Nic dziwnego, że spotyka się z dwojakiego rodzaju reakcją. Z jednej strony, z uznaniem i szacunkiem. Z drugiej – z krytyką i ignorowaniem. Dla prawicy polityka historyczna jest instrumentem promowania pożądanej wizji historii i podporządkowania jej doraźnym celom. Innymi słowy, polityka historyczna to część składowa polityki partii aktualnie rządzącej państwem. Nie jest to więc polityka pamięci i wiedzy historycznej.

„Z polityką historyczną – pisał Tomasz Merta, historyk myśli politycznej i publicysta, współtwórca programu Prawa i Sprawiedliwości – wiążą się dwa zasadnicze niebezpieczeństwa. Pierwsze – to uznać, że taka sfera nie istnieje, że wszystko dzieje się w sposób naturalny, że historycy zajmują się historią, a politycy polityką. Drugie – uznać, że polityka historyczna jest przeciwieństwem prawdy historycznej”. Prawica nie dostrzega tego niebezpieczeństwa i usilnie próbuje narzucić Polakom własny obraz historii dla doraźnych celów politycznych.

Zwolennicy polityki historycznej mieszają politykę z historią. A są to pojęcia zasadniczo różne. Polityka zajmuje się dniem dzisiejszym z myślą skierowaną również ku najbliższej przyszłości. Społeczeństwo oczekuje od polityków sprawnego rządzenia krajem i skutecznego rozwiązywania aktualnych problemów. Historia natomiast jest ważną nauką, ale o przeszłości. Zajmuje się porządkowaniem i wyjaśnianiem minionych zdarzeń. W ich interpretacji mogą się pojawiać i pojawiają różnice, ale historia nie powinna być podporządkowywana koniunkturalnym interesom politycznym żadnej partii. Jest bowiem samodzielną dyscypliną naukową, tak jak matematyka, biologia czy socjologia. A czy ktoś wyobraża sobie pojęcie polityki socjologicznej czy polityki biologicznej? Polityka historyczna jest więc próbą manipulacji politycznej, próbą podporządkowania historii określonym interesom politycznym i narzucenia jednej, tendencyjnej, prawicowej interpretacji przeszłości. Tą drogą prawica pragnie indoktrynować całe pokolenia Polaków poprzez zmiany programowe w nauczaniu historii w szkolnictwie wszystkich szczebli.

Rządząca Polską prawica posługuje się polityką historyczną do legitymizacji swojej władzy i dyscyplinowania rządzonych. Gwoli prawdy należy stwierdzić, że polityką historyczną posługują się także ci, którzy władzy nie sprawują. Przeszłość staje się wówczas narzędziem w walce o władzę.

Polityka historyczna w wykonaniu pisowców oraz innych osób o prawicowych poglądach ma służyć określonym celom – zawładnięciu pamięcią historyczną Polaków, narzuceniu własnej interpretacji przeszłości i wybiórczego traktowania faktów.

Najbardziej widocznym instrumentem realizacji polityki historycznej jest w Polsce IPN z jego polityką lustracji, publikacji, tzw. działalności oświatowej. Narzędziem realizacji określonej polityki historycznej jest niszczenie jednych pomników i budowa drugich, zmiany nazw ulic i placów, nowe muzea, izby pamięci, celebrowanie określonych rocznic. Polityce historycznej próbuje się również podporządkować programy edukacyjne, a nawet badania naukowe. Różnym placówkom publicznym nadaje się patronów reprezentujących „słuszne” wartości i tradycje.

Częścią składową polityki historycznej, zwłaszcza w wykonaniu IPN oraz lokalnych władz opanowanych przez nacjonalistyczną prawicę, jest systematyczne eliminowanie śladów tradycji i pamiątek związanych z lewicą. Wszystko to, jak pisał Andrzej Romanowski, dzieje się pod hasłem „przywracania pamięci”. Od siebie dodam: pamięci wybiórczej, selektywnej.

Można więc powiedzieć, że polityka historyczna w wydaniu polskiej prawicy jest manipulowaniem historią z myślą o aktualnych interesach politycznych, instrumentem walki politycznej i zaburzaniem historii Polski poprzez ignorowanie dorobku i wkładu wielu pokoleń w budowę i rozwój kraju. Jak słusznie zauważył redaktor naczelny PRZEGLĄDU Jerzy Domański, „przeszłość jest teraz najbardziej załganym obszarem polityki. Tak masowego fałszowania historii, jakiego dopuszczają się środowiska związane z PiS, nie ma nigdzie we współczesnym świecie”.

Longin Pastusiak jest profesorem w Akademii Finansów i Biznesu Vistula, byłym posłem na Sejm (1991-2001) i marszałkiem Senatu (2001-2005)

Wydanie: 13/2019

Kategorie: Opinie

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy