Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

Ministrowi Bartoszewskiemu na zakończenie ministrowania udało się jeszcze obdarzyć polską dyplomację kolejnym „solidarnościowym” dygnitarzem. Jest nim Michał Wojtczak, sekretarz stanu w Kancelarii Premiera Jerzego Buzka, absolwent Wydziału Humanistycznego Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, wcześniej szef tamtejszej „Solidarności”. Ha! Wojtczak nie chciał wrócić do ludu, więc załatwił sobie robotę w dyplomacji – w ostatnich dniach urzędowania były już Sejm, a raczej jego Komisja Spraw Zagranicznych, zaakceptował jego kandydaturę na ambasadora RP w Irlandii. Co nam ta Irlandia zawiniła, że posyłamy tam buzkowe niedobitki?
Sprawa nie jest mało ważna, bo źle przygotowani ludzie mogą wywołać więcej szkód niż ktokolwiek mógłby się spodziewać. Weźmy przykład z pogranicza dyplomacji, czyli losy Fundacji Polsko-Niemieckie Pojednanie. Jak wszyscy wiemy, szefostwo fundacji zgodziło się na zły przelicznik marek na złotówki, w związku z czym polscy robotnicy przymusowi z czasów III Rzeszy dostają mniej pieniędzy niż powinni. Mniej osób wie, że stało się tak na skutek nacisków Kancelarii Premiera – bo ludziom z AWS zależało, by odszkodowania zaczęto wypłacać jak najszybciej, żeby tym sukcesem pochwalić się przed wyborcami. I wyszło z tego, co wyszło. Ale jeszcze mniej ludzi wie, co dzieje się teraz. Otóż po dowołaniu Bartosza Jałowieckiego, który był szefem fundacji, premier Buzek mianował na jego miejsce wojewodę wrocławskiego, Krochmala. Pomysł jak pomysł. Ale okazało się, że Krochmal wcale nie ma ochoty przestać być wojewodą, więc nadal urzęduje we Wrocławiu, sprawy Fundacji (działającej w Warszawie) odkładając na plan dalszy.
Mamy więc w fundacji taką sytuację: wciąż jest wiele nierozwiązanych spraw, wymagających fachowych negocjacji polsko-niemieckich. Niestety, o takich możemy pomarzyć. Bo pan Krochmal po pierwsze, nie zna się na tej materii, a po drugie, jest we Wrocławiu. Wszystko więc się wikła, przeciąga, setki tysięcy ludzi czekają, ale kogo to obchodzi?
Jest jeszcze druga fundacja – Współpracy Polsko-Niemieckiej. W jej zarządzie zasiadają m.in. Jacek Rusiecki, były asystent Mariana Krzaklewskiego, szef gdańskiego katolickiego Radia Plus, i Andrzej Grajewski, dziennikarz katolickiego periodyku „Niedziela”, a obecnie w Instytucie Pamięci Narodowej. Oni ogłosili teraz przetarg na budowę dwóch budynków biurowych, bo fundacja dysponuje świetnie położoną działką w centrum Warszawy. Warunki przetargu są takie – mówi się o tym głośno i w Warszawie, i w Berlinie – że wygrać go może tylko firma X. Wszystko więc cuchnie na kilometr, ten pośpiech, ta skrzętność, Niemcy patrzą i kiwają głowami.
Zapyta ktoś, dlaczego piszemy o takich sprawach, odległych od MSZ? Rzecz w tym, że niezbyt odległych. O problemach obu fundacji opowiadał niedawno pewien niemiecki dyplomata trochę z zażenowaniem, trochę z przerażeniem. Bo oni już by nas widzieli w Unii, myśleli, że mają do czynienia z Europejczykami, a tutaj takie rozczarowanie – Azja, przełom lat 50. i 60. XX stulecia.

Wydanie: 40/2001

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy