Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

Nasze konsulaty na Wschodzie przeżywają oblężenie, ludzie czekają po wizę parę dni. I psioczą. Z kolei konsularnicy stają na rzęsach. Najtrudniej jest we Lwowie, bo tam mamy i tłum ludzi, i słabe warunki lokalowe (od miesięcy chcielibyśmy kupić porządny budynek na konsulat, ale gospodarze w tym nam nie pomagają). Tam urzędnicy pracują do dziesiątej wieczorem, potem od świtu i tak w kółko. Jednym słowem – zima zaskoczyła drogowców.
Czy jest jakieś wyjście z tej sytuacji? Pierwsze rozwiązanie zakłada szybkie zwiększenie personelu pracującego w konsulatach. Drugie radzi cierpliwość. Bo po co zatrudniać nowych ludzi, poszerzać się o nowe pomieszczenia, skoro za parę tygodni sytuacja się unormuje? Po co wpędzać się w niepotrzebne koszty?
No, za parę tygodni zobaczymy, która opcja okaże się słuszna.
Warto tu uzbroić się w cierpliwość, bo pierwsze relacje często dalekie są od prawdy. Oto na przykład kilkanaście dni temu dziennik „Rzeczpospolita” zaatakował Aleksandra Małachowskiego za to, że będąc na Białorusi, powiedział, że tamtejsza opozycja jest słaba, a Mińsk to czyste miasto (przy okazji – a jest inaczej?). „Rzeczpospolita” podaje jeszcze za posłem Klichem z Platformy Obywatelskiej (po cóż kogokolwiek innego pytać?), który był z Małachowskim w delegacji, że po tych słowach zgorszony wyszedł z sali ambasador brytyjski.
A jak było naprawdę? Otóż ambasador wyszedł, ale nie z powodu Małachowskiego, tylko dlatego, że spieszył się na inne, wcześniej umówione spotkanie. Co do opinii marszałka seniora, zupełnie go nie zbulwersowały. Zaś co do zgorszenia, to wzbudził je w korpusie dyplomatycznym Klich, który publicznie przy wszystkich ambasadorach zaczął Małachowskiego atakować. I pouczać wszystkich, jak mają pisać i mówić o Białorusi. Zgorszenie było spore, Klich jako osoba mało obyta, niewiele z tego zauważył, a potem wrócił do Polski i wyprodukował donos.
A propos powrotów do Polski – parę tygodni temu pisaliśmy o pewnym konsulu zza wschodniej granicy, którego zakwaterowano w wielopiętrowcu. I którego odwiedził syn, no i podczas kolacji wyskoczył przez okno.
Więc tytułem kronikarskiego obowiązku informujemy: konsul jest już w kraju, niemal natychmiast został z placówki wycofany i może Bogu za to dziękować, bo uniknął prokuratora. Zaś co do syna – przeżył na szczęście upadek i jest na leczeniu w kraju.
Padło słowo prokurator, więc zamknijmy przy okazji jeszcze jeden wątek – sprawę budynku ambasady w Berlinie. MSZ będzie miało w swoim budżecie pieniądze na jej gruntowny remont, czyli modernizację. To chyba najtańszy wariant i najbardziej logiczny. Ale jeżeli ministerstwo zdecyduje się na wariant modernizacji, tym samym będzie musiało wytłumaczyć, dlaczego wcześniej wydano 16 mln na projekt nowego budynku.
Czyli będzie musiało przyznać, że popełniono nadużycie. I ktoś będzie musiał za to ponieść odpowiedzialność.

Wydanie: 41/2003

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché