Rozwód kościelny, czyli ślubu nie było

Rozwód kościelny, czyli ślubu nie było

4 miliony Polaków żyje nie z tym, komu ślubowało wierność do śmierci. Według prawników, połowa tych ślubów mogła być zawarta nieważnie

Mazurowa jest przekonana, że gazeta z poradą i adresem, gdzie pomogą unieważnić kościelną przysięgę, która wpadła jej w ręce, to palec Boży. Trzy lata temu dziewczyna z sąsiedniej wsi podstępem zaprowadziła syna Mazurowej do ołtarza. Powiedziała, że jest w ciąży, i jak to na wsi, klamka zapadła. Pozew z powodu wprowadzenia w błąd w celu wyłudzenia ślubu zredagowało Mazurowi profesjonalne biuro, bo nie wiedział, jak sprawę ugryźć, a test DNA potwierdził, że nie jest ojcem. Rozwód w toku. Właściwie nie rozwód, bo w Kościele katolickim rozwodów nie ma. Kościół stwierdza nieważność zawarcia małżeństwa.
Lubimy śluby przed ołtarzem bardziej niż nudne gmachy urzędów stanu cywilnego. Według Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego, od czasu ratyfikacji konkordatu wyłącznie w Kościele zawiera się ponad 80% małżeństw. 75% Polaków (w tym osoby niepraktykujące do 30. roku życia) deklaruje, że ważny jest dla nich właśnie ślub kościelny. Wzrasta też liczba stwierdzanych nieważności sakramentu. Na początku lat 80. do sądu metropolitalnego w Warszawie wpływało rocznie ok. 80 wniosków, dziś 600. Ks. Aleksander Sobczak, adiunkt na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza i sędzia Trybunału Metropolitalnego w Gnieźnie, przyznaje, że w ostatnich latach ta liczba wzrosła prawie o 100%, co nie wynika z tego, że jest coraz więcej nieważnych małżeństw, ale z większej świadomości wiernych, że niektóre mogą być nieważne.
Zajmujemy pod tym względem trzecie miejsce na świecie, po Amerykanach, którzy po rozwodzie cywilnym od razu „idą za ciosem”, przeprowadzając proces kościelny (tam toczy się 72% wszystkich spraw), i Włochach. Unieważniamy jedną trzecią więcej przysiąg niż w całej Azji i czterokrotnie więcej niż w Afryce. W 2003 r. do polskich sądów wpłynęło 4576 wniosków, z tego do końca roku zdołano rozstrzygnąć 2035, z czego 1443, czyli 70%, pozytywnie. Stwierdzenie nieważności sakramentu trwa nie dłużej niż dwa lata.
Do niedawna to była sensacja w skali parafii. Na wsi krążyły mity, że najlepiej czekać, aż jedna ze stron umrze, bo od tych spraw jest tylko papież, a w Watykanie dla zwłoki każą przepisywać akta po łacinie. Dziś nawet w Radiu Maryja można się dowiedzieć, z jakich powodów przysięga małżeńska może być nieważna. Niedawno Watykan, po 22 latach funkcjonowania nowego kodeksu prawa kanonicznego z 1983 r., postanowił ujednolicić niejednoznaczne procedury i wprowadzić przyjętą przez Jana Pawła II w styczniu br. instrukcję „Dignitas Connubii” („Godność Małżeństwa”). Przez media przeszła fala paniki. Gdy w Gródku nad Dunajcem zebrało się II Ogólnopolskie Forum Sądowe, chcące przenieść instrukcję na grunt polski, gazety pisały, że Benedykt XVI zamknął drogę „rozwodom kościelnym”. Przeciwnie. Prawnicy mówią, że po śmierci Jana Pawła II wracają do Polski z Watykanu świetne kadry kanonistów rzymskich, a świeża krew zaowocuje w sądach nowym, jeszcze mniej zaściankowym spojrzeniem.

Twist-off, czyli zakręcić i odkręcić

Krzysztof Czachor-Borkowski od niedawna pomaga zepchniętym na margines Kościoła wyczyścić życiowe konto. Zorientował się, że to na rynku nisza prawna, gdy 10 lat temu w gazecie umieścił ogłoszenie o kanonicznych poradach dla nieszczęśliwych małżonków. Po dwóch latach spędzonych w seminarium miał rozeznanie w prawie kanonicznym. – Dzwoniło mnóstwo zdesperowanych kobiet z wiosek, którym proboszcz radził: wzięłaś krzyż, to nieś – opowiada.
Sam przeszedł żmudną procedurę. – Gorszą niż trzy miesiące małżeństwa. W kilka godzin przeanalizowali całe moje życie intymne – uchyla rąbka tajemnicy z zamkniętej sali, gdzie w obecności trzech sędziów w sutannach opowiadał z detalami o pierwszym razie, z kim, gdzie, jak często, o sąsiadach, chorobach, stopniach w szkole. – Sąd kościelny – mówi – od cywilnego różni się tym, że ten drugi rozwiązuje kontrakt na podstawie tego, co było po ślubie, duchownych nie interesuje mienie ani dobro małoletnich dzieci. Ale choć liczy się tylko okres narzeczeństwa i moment przysięgi, chętnie sięgają do tej skarbnicy wiedzy, jaką jest alkowa po ślubie.
Pytali go chłodno i patrzyli na reakcję, a protokołująca zakonnica co rusz prosiła, żeby powtórzyć. I obrońca węzła małżeńskiego. To najtrudniejszy przeciwnik, który zawsze znajdzie argument na rzecz trwałości związku. Profesjonalista, co najmniej z doktoratem z prawa. Przepytano jeszcze trzech świadków, potem do opieczętowanej Księgi Zaślubionych wpisano: w Imię Trójcy Przenajświętszej unieważnia się węzeł małżeński…
W Polsce jest 4 mln osób, które nie żyją z tym, komu ślubowały do śmierci. Mówi się, że połowa tych ślubów mogła być zawarta nieważnie. Do biura porad kanonicznych Media Service Europe w warszawskim wieżowcu najczęściej pukają tzw. niesakramentalni przed komunią dziecka, które nie rozumie, dlaczego tatuś koleżanki bije mamę i może przyjąć opłatek, a jego taki dobry… – Zdarza się, że są już po pierwszych przesłuchaniach przed trybunałem diecezjalnym, przestraszeni tym entourage’em sądowej sali – opowiada Czachor-Borkowski. – Najpierw sąd każe im przysięgać na krzyż, potem odmówić Credo z katechizmu. Zwykle mylą Credo z wersją mszalną i już są łapani za słówka. Wychodzą zmieleni jak kawa, sfrustrowani perfidnymi, czasem nieracjonalnymi pytaniami sędziów, którzy dociekają nawet tego, czy ksiądz był na weselu i jak długo.
Przychodzą też pary skierowane przez Pawła Niemca z biura zapoznawczego Duet, który w kwestionariuszu zawarł nawet oryginalną rubrykę: rozwiedziony, z możliwością wzięcia ślubu kościelnego. Gdy Niemiec zauważył, że nie wiedzą, gdzie się udać, sam zaczął współpracę z Media Service. Można powiedzieć, że to współpraca „twist-off”. Bo czasem trzeba odkręcić to, co swatka zakręci. – Parę dni dzwoniłem do różnych zgromadzeń, prosząc o pomoc – opowiada Paweł Niemiec. – „Może do ojca Piotra, może do Mariana?”, dumali duchowni. Żadnej informacji. A możliwość uregulowania tych spraw jest liczącą się cechą na matrymonialnym rynku, zwłaszcza dla młodych kobiet. Klienci mający takie widoki są postrzegani jako pełnowartościowi partnerzy.

Podejrzane non consumatum

36-letnia Barbara Z. z Czeladzi biuro traktuje jak ostatnią deskę ratunku. Nie wiedziała, jak ująć w pozwie intymny problem. – Ślub był bogaty – opowiadała. – Teściowa zadbała o każdy detal. Chciała nim przykryć ponurą tajemnicę o skłonnościach syna. Nikt mi nie powiedział, że woli chłopców.
Piotr K. z Rzeszowa też chce się wyrwać spod „tamtego Amen”. Właściwie od ślubu czuł, jakby ożenił się z teściem. Była między nim a córką jakaś dwuznaczna nić. I tak dziwnie siadała tacie na kolana. Piotr K. przysięga, że nie było mu dane skorzystać z prawa małżeńskiego. 9 miesięcy wytrwał w pięknej willi razem z teściem, aż skontaktował go z biurem brat, który jest księdzem.
Artur M. z Krakowa ożenił się z panią, u której fizyczny rozwój narządów płciowych zakończył się na etapie 12-letniej dziewczynki. Przysięga, że nie sprawdzał przed ślubem, czy pasują do siebie seksualnie. Zebrał na to dokumentację medyczną.
Przed II Soborem Watykańskim istniała w praktyce tylko jedna przeszkoda, na podstawie której Kościół stwierdzał nieważność małżeństwa – non consumatum, czyli niedopełnienie aktu współżycia. Dziś pozwy kodeksowo zwane non immisio penis in vagina są sporadyczne. – Zresztą bardziej śmieszą, niż przekonują – mówi Krzysztof Czachor-Borkowski.
Ale zdarzają się sprawy nieprawdopodobne. Jak Katarzyny K., 35-letniej pracownicy towarzystwa ubezpieczeniowego z Warszawy. – Cała teczka dokumentów ginekologicznych świadczy, że dziewięcioletnie małżeństwo tej pani nigdy nie zostało skonsumowane z powodu jej biologicznej „usterki”. To dla nas sprawa precedensowa – przyznają prawnicy. – Obecnie toczy się przed jednym z trybunałów metropolitalnych, a Kościół powołuje biegłych seksuologów.
Ponieważ argumenty non consumatum są najbardziej podejrzane, żeby wyeliminować śmieszność, prawnicy z Media Service stawiają klienta pod ostrzałem pytań szczegółowych do bólu. Wystarczy kilka, żeby się zorientować, kto jest impotentem jedynie z własną żoną i przysięga, że jej nie skonsumował. Patrzą uważnie na reakcję: czy klienta dręczy sumienie, czy tylko nowa partnerka postawiła warunek, że też chce ślubu w kościele. Dobry powód to podstawa, ale nie jest tak, że klient położy pieniądze i prawnicy szukają powodów na siłę. Prawda przed tym sądem musi być absolutna. Krzywoprzysięstwo oznaczałoby tyle, że stwierdzenie nieważności jest nieważne. Nieszczęśliwych małżeństw mamy wiele, ale nie każde jest nieważne.

Pochopne zapowiedzi

W biurze Media Service wisi flaga Unii. Ale fabuły czasem przypominają busz, nie Europę. Jak historia Haliny Ć. z Częstochowy, którą 45 lat temu przymuszono do małżeństwa bronią. Niewolnictwo działo się w pięknym domu willowej dzielnicy. Póki rodzice żyli, bała się uciec, bo mąż, wysoki funkcjonariusz służb bezpieczeństwa, groził, że ich wystrzela. Przyszła unieważnić przysięgę, gdy zmarli.
Joanna D., żona znanego wrocławskiego aktora, nie wytrzymała, gdy skatował ją za to, że zapomniała wymienić opony na zimowe. – Godzinę siedział na mnie i tłukł – płakała.
Andrzej K. ożenił się z prawosławną Ukrainką, która, chcąc przebić się do lepszego świata, zataiła, że jest jej czwartym mężem. – Cerkiew prawosławna i wspólnoty protestanckie zezwalają na rozwody, np. z powodu prostytucji, zaginięcia czy skazania na dożywotnie więzienie jednego ze współmałżonków. Nierozerwalność węzła to doktryna tylko Kościoła katolickiego – tłumaczy Paweł Czachor, teolog, prezes Europejskiej Fundacji „Pamięć i Dziedzictwo” i katecheta nauk przedmałżeńskich. – Kościół nigdy od niej nie odejdzie, bo wprowadził ją sam Chrystus.
Najdalej do Europy jest na polskich wioskach. – Kazirodztwo, ojcowie mający dzieci z córkami, siostry gwałcone przez braci, to problem, o którym się milczy, choć wie o nim cała wieś, łącznie z proboszczem, który chodzi po kolędzie – mówi Krzysztof Czachor-Borkowski. – Gwałcone córki tłumaczą nam: nie pójdę na policję, bo w rodzinie będę spalona.
„Jakby to było o mnie”, dzwonią ludzie, czytając takie historie w lokalnej prasie. Piotr Dębicki, teolog pracujący dla Media Service, twierdzi, że źródłem większości małżeńskich nieszczęść jest indolencja proboszczów, którzy zbyt pochopnie przyjmują na zapowiedzi. – Nie wynika to ze złośliwości. Księżom zależy po prostu, żeby zapłacić światło, ogrzewanie i nie wnikają, że młodzi poznali się miesiąc temu na zabawie. Rzadko odradzają ślub. Mamy przypadki, że proboszcz panny młodej nie wyraził zgody na udzielenie ślubu, więc poszli do wiejskiej parafii młodego, gdzie ksiądz aż zacierał ręce, bo rzadko trafiają się tam uroczystości za 1000 zł. Zwykle jeszcze księża dzwonią do proboszcza drugiej strony, żeby też dać mu zarobić. Bo tamtemu należy się tzw. półślubek, czyli 500 zł.
Koszt „rozmontowania” sakramentu nie jest wysoki. W sądownictwie kościelnym stosowane jest: 10% miesięcznych dochodów albo kwota wyznaczona na zasadzie „co łaska” – zwykle od 400 do 700 zł za orzeczenie w pierwszej instancji, za drugą – ok. 500 zł (koszt tłumaczenia tekstów, powoływania biegłych, przyjazdu do parafii w celu zrobienia wywiadu itp.). Można wnioskować o rozłożenie na raty.

Nieświadom obowiązków

Marek J., 40-letni jubiler z Kołobrzegu, trzyma zdjęcia sprzed ołtarza, gdzie ślubował do grobowej deski i… czeka, czy sąd uzna, że ślubu jednak nie było. – 16 lat byliśmy, dwójka dorastających dzieci – mówi z wyrzutem. – Dobrze się maskowała. Wsiadała na rower i jechała niby dla zdrowia na wycieczkę. Aż oznajmiła, że się zakochała. Po iluś nocach, iluś wódkach uznałem, że nie było Boga w tym związku.
„A może to było zauroczenie?”, zapytali Marka J. prawnicy. Potem sam zaczął się zastanawiać, czy to z powodu ciąży, miłości, czy diabeł zakrył oczy. – Bo co człowiek może wiedzieć o życiu, mając 20 lat? – macha ręką. Napisał w pozwie, że był niedojrzały. Ale nic więcej nie ujawni. Przysięgał na wielki krzyż na ścianie.
Do lat 70. Kościół nie rozczulał się nad osobowością człowieka. Po II Soborze Watykańskim znacznie powiększono liczbę przyczyn podważających ważność przysięgi. Nowy kodeks prawa kanonicznego z 1983 r. dodał najważniejszą – psychikę, która może czynić człowieka niezdolnym do wywiązania się z małżeńskiej obietnicy. – Narkomania, alkoholizm, erotomania, homoseksualizm, uzależnienie od hazardu, Internetu, egoizm, wrodzone dwie lewe ręce, niedojrzałość – wylicza Piotr Dębicki. – Cech osobowościowych sprawiających, że człowiekowi brak rozeznania co do istoty małżeństwa, jest wiele. Np. ksiądz pyta: „Czy przyjmiecie potomstwo, którym was Bóg obdarzy?”, a jedna strona z góry zakłada antykoncepcję. Gdy druga się z nią wiąże, czyni istotną pomyłkę co do jej przymiotów.
Pozwy rozwodowe ludzie składają najczęściej po 13 latach małżeństwa. Ale ze statystyk wynika, że nie brakuje 20-latek trzy tygodnie po ślubie i 70-latków. Bo niedojrzałość emocjonalną można stwierdzić nawet w sędziwym wieku. Właśnie tak motywuje swoje nieszczęście 75-letni Kazimierz O. z nowosolskiego. Chce podważyć dojrzałość u małżonki, która gdy mu przysięgała przed 50 laty, miała 17 wiosen. W latach 80. poszła do pracy w Nowej Soli i odeszła, bo przeżyła drugą młodość. Kazimierz O. właśnie poznał wdowę, która nie chce robić sobie wstydu we wsi i postawiła warunek: będzie ślub – będę i ja.
Prawnicy podejrzewają, że gdyby proboszczowie uświadamiali ludziom, ile istnieje możliwości, połowa tego kraju nie tkwiłaby ze sobą. Od ubiegłego roku otworzono w Watykanie furtkę nawet maltretowanym żonom. Wcale nie muszą nieść krzyża. Rota Rzymska na wniosek bitej kobiety wydała pierwszy w historii Kościoła wyrok stwierdzający nieważność małżeństwa nie na etapie narzeczeństwa i momentu przysięgi, ale czasu późniejszego. Sąd wyszedł z założenia, że cechy drania, które ujawniły się w małżeństwie, musiały dojrzewać wcześniej.
Defekt psychiczny stał się puszką Pandory. W 2002 r. w całym Kościele odbyło się 56.236 rozpraw o unieważnienie małżeństwa, w 46.092 przypadkach (82%) rozpatrzonych pozytywnie. W ponad 90% przysięgi unieważniono na podstawie tzw. wady zgody małżeńskiej – symulacji oznaczającej, że jeden z partnerów w chwili, gdy przysięgał, udawał – i niedojrzałości emocjonalnej którejś ze stron.
Ks. Sobczak przyznaje: – Powodów dotyczących tzw. przeszkód małżeńskich (wiek, pokrewieństwo, pokrewieństwo prawne) jest stosunkowo niewiele, bo można je wykryć przed ślubem dość łatwo. Od czasu do czasu zdarza się nieważne małżeństwo z powodu impotencji, a raz na kilka lat z uwagi na niezachowanie formy, np. para przyjeżdża z zaprzyjaźnionym księdzem w góry i bierze ślub w jakiejś górskiej kapliczce, o czym nie wie miejscowy proboszcz. Najczęstszą przyczyną są tzw. braki zgody małżeńskiej. Może to być wprowadzenie w błąd (jedna strona ma dzieci, długi, zatargi z prawem, o których nie wie druga). Największą jednak grupę nieważnych małżeństw rozpatruje się obecnie z kanonu 1095, n. 3 – niezdolność do podjęcia i wypełnienia istotnych obowiązków małżeńskich z przyczyn natury psychicznej. Ile tu pola do nadużyć? Ks. Sobczak zaprzecza, by były możliwości oszukania sądów kościelnych: – Przy przesłuchiwaniu stron oraz świadków wychodzi ewidentnie, jeśli ktoś kłamie. Aby zabezpieczyć prawość wyroku, w każdej sprawie uczestniczy trzech sędziów, którzy samodzielnie przygotowują opinię o ważności lub nieważności małżeństwa. Werdykt weryfikuje druga instancja. Jeśli oba sądy nie są zgodne, sprawa trafia do Roty Rzymskiej, najwyższego trybunału Stolicy Apostolskiej.
Ale jak ująć w kanony, co jest niedojrzałością, a co nie? Ks. prof. Remigiusz Sobański, doktor prawa kanonicznego, tłumaczy: – Ludzie rzeczywiście nieraz zwracają się do sądu z subiektywnym przekonaniem, że partner nie nadawał się do małżeństwa, bo zawiódł. Jeśli czynią to szczerze, nie dopuszczają się nadużycia. Od wyświetlenia prawdy jest sąd korzystający z pomocy biegłych psychiatrów, psychologów. Problem polega na uszanowaniu, z jednej strony, naturalnego prawa człowieka do zawarcia ślubu, a z drugiej, wymogów wyrastających z jego istoty. Nie wolno wpadać w skrajności: czy to elitarnej wizji małżeństwa o ponadprzeciętnych wymaganiach, czy zbyt lekkiego, mało poważnego traktowania.
Papież Jan Paweł II nieraz polemizował z postępem nauk psychologicznych, które winą za fiasko życia małżeńskiego często obarczają psychikę. Jeszcze na początku 2005 r. wypowiedział się ostro o nadużyciach w unieważnianiu małżeństw. Mówił sędziom, że nie mogą ulegać „fałszywemu współczuciu dla przeżywających kryzys małżonków ani rozpowszechnionym wzorcom myślenia”.
Bo niektóre pozwy brzmią rzeczywiście z pozoru naiwnie. Oto autentyczna prośba do „Prześwietnego Trybunału” Marianny F. z diecezji siedleckiej: „W okresie narzeczeńskim niepokoiły mnie wybuchy jego paniki z błahego powodu, często połączonej z przekorą. Nupturient wielokrotnie reagował dziwnie. Raz opierał się przed odwiedzeniem mojej znajomej mimo tego, że przejeżdżaliśmy przez jej miejscowość, a u moich rodziców na wsi nie włączał się w prace gospodarskie. Leczył się na wrzody żołądka, co też negatywnie rzutowało na nasze małżeństwo. Z przyczyn jego niedojrzałości emocjonalnej straciłam dziecko, bo wstydził się odebrać wyniki moich badań lekarskich i musiałam jechać po nie sama w zatłoczonych autobusach. Wysiłek fizyczny spowodował odklejenie się łożyska. W okresie narzeczeńskim nie miałam możliwości zweryfikowania tego, co mówił…”.

Ciąża, czyli ślub z musu

Nawet ci, którzy sprawdzili przed ślubem, czy pasują do siebie seksualnie, mogą walczyć w kościelnym sądzie. Jak Magda B., córka meblarzy spod Łodzi. – Słowo się rzekło – płakała prawnikom. – Matka krzyczała: „Nie będzie bękartów w rodzinie!”, dziecko było w drodze, przyjechała chrzestna z Ameryki, świnia zabita, wynajęta remiza. Mówiłam tak, ale w duszy wiedziałam, że nie. Strach przed tym jednym dniem spowodował decyzję na całe życie.
Pójście do ołtarza w ciąży, ze strachu przed reakcją otoczenia to wedle prawa kanonicznego przymus, czyli poważna przyczyna do stwierdzenia nieważności. – Tylko mało kto o tym wie – mówi Piotr Dębicki. – Niby istnieje przygotowanie do życia w rodzinie, ale najczęściej prowadzą je leciwe panie, dla których jedynym doświadczeniem cielesnym jest kontakt kolan z klęcznikiem.
Przy orzeczeniach w tych przypadkach za winnego uznaje się nie tylko rodzinę wywierającą presję, ale i wadliwą katechezę. Nieraz gdy ksiądz po kolędzie zajrzy do zeszytu i czyta, czego Paweł Czachor uczy w liceum na religii, prosi: „Po co im mącisz w głowach?”. Ale Czachor czuje obowiązek uświadamiania. Również na kursach przedmałżeńskich, gdzie trzeba młodzieży w jasny sposób przedstawić zawiłości prawa kanonicznego. Tłumaczy, że należy rozmawiać o wszystkim, by uniknąć rozczarowań, np. ile planujemy dzieci, jaki mamy stosunek do antykoncepcji. – Nie bez przyczyny – mówi – sporo stwierdzeń nieważności notuje się u teologów i osób znających prawo kościelne. To kwestia orientacji w temacie. Dlatego otwieram młodym oczy. Mówię: dziecko nie jest warunkiem, żeby już od tej pory być razem po grób.
Dla osoby biedniejszej przymusem ekonomicznym jest nawet małżeństwo dla pieniędzy.

*
Powody unieważniające ślubną przysięgę
– Impotencja, ale tylko wtedy, jeśli występowała przed ślubem, a małżonek ją zataił.
– Istnienie innego związku małżeńskiego, zabicie poprzedniego małżonka.
– Brak chrztu jednej ze stron, bliskie pokrewieństwo lub pokrewieństwo prawne (adopcja, rodzeństwo przyrodnie).
– Złożenie przysięgi nie w pełni świadomie (po alkoholu, narkotykach), pod przymusem.
– Zatajenie istotnych informacji z przeszłości, np. dzieci, pobytu w więzieniu, HIV.
– Zła wola, np. zakładanie podczas przysięgi, że będziemy razem, póki mi się nie znudzisz.
– Choroba psychiczna, niezdolność do oceny obowiązków małżeńskich.
– Błąd w ceremonii, np. podczas przysięgi ksiądz był pod wpływem alkoholu i posklejały mu się kartki w mszale.

*
Czy seks był udany?
Standardowa lista pytań sądów kościelnych
Ogólne:
– Gdzie i kiedy strony się poznały?
– Czy często i chętnie przebywały ze sobą?
– Czy rozmawiały na temat wspólnej przyszłości (rodzina, dzieci)?
– Kto zaproponował małżeństwo? Czy był powód szczególny?
– Kto zajął się przygotowaniami do wesela?
– Jaka była atmosfera w kościele? Co strona czuła podczas składania przysięgi?
– Jak przebiegały uroczystości weselne?
Dotyczące współmałżonka:
– Co Pan(i) pomyślał(a) o stronie, gdy ją poznał(a)?
– Czy rodzina strony jest wierząca?
– Jak wyglądały zaręczyny?
– Jak zachowywała się w okresie narzeczeństwa? Czy w rozmowach przedślubnych snuła plany o założeniu rodziny?
– Czy kiedykolwiek korzystała z psychoterapii?
– Jak zachowywała się po ustaleniu terminu ślubu?
– Jaki był stosunek do współżycia seksualnego?
– Jakie o stronie ma Pan(i) teraz zdanie?

*
Ślub konkordatowy, rozwód cywilny
Unieważniane małżeństwa kanoniczne stanowią obecnie dziesiątą część tych, które rozwiązują sądy państwowe. Przed ratyfikacją konkordatu zrobiło się dużo zamieszania, czy nierozerwalność małżeństwa konkordatowego obowiązująca w Kościele stanie się częścią świeckiego prawa rodzinnego i opiekuńczego, co oznaczałoby, że rozwodów dla tych, którzy zawierają małżeństwo konkordatowe, nie będzie. – Choć ślub konkordatowy to dwie formalności w jednej, religijna i świecka – tłumaczy ks. Sobczak – od momentu zawarcia podlegają dwóm różnym procedurom, które są od siebie niezależne. Dlatego stwierdzenie nieważności konkordatowego ślubu kościelnego nie ma znaczenia na forum cywilnym. Zdarzały się nawet przypadki, że strona czuje się urażona przeprowadzoną przez partnera procedurą nieważności i wnosi sprawę do sądu cywilnego o naruszenie godności osobistej. Nie ma to jednak żadnej racji bytu, gdyż zakres sądowniczy kościelny i państwowy są niezależne.
80-90% ludzi, którzy składają pozwy do trybunału kościelnego, jest już po rozwodzie cywilnym. – To nie jest warunek konieczny. Gdy jednak nastąpi orzeczenie nieważności, należy również przeprowadzić odpowiednią procedurę rozwodową w sądzie cywilnym – tłumaczy ks. Sobczak. – Kodeks prawa kanonicznego mówi, że jeżeli przepisy państwowe są zgodne z prawem Bożym, wówczas sprawy takie jak opieka nad dziećmi i majątek regulują odpowiednie przepisy cywilne. Kościół interesuje się jednak, czy osoba, z którą uzyskano orzeczenie nieważności, oraz dzieci zrodzone z poprzedniego związku są odpowiednio zabezpieczone, głównie materialnie. Zwłaszcza przy zawieraniu kolejnego małżeństwa w Kościele.

*

Czy maminsynek może być mężem?
Ks. Remigiusz Sobański, profesor prawa kanonicznego

– Po II Soborze Watykańskim Kościół uwzględnił psychikę ludzką jako jeden z powodów, który może czynić przysięgę nieważną. Skąd ta zmiana?
– Kościół zawsze „uwzględniał” ludzką psychikę, bo małżeństwo powstaje dzięki aktowi woli dwojga ludzi odmiennej płci. Już w Kościele starożytnym obowiązywała zasada, że furiat (furiosus) nie może zawrzeć małżeństwa. Nowość – związana nie tyle z Soborem, ile z rozwojem psychopatologii – to dostrzeżenie, że są osoby o niezamąconej świadomości i pełnym rozeznaniu, a zarazem o anomaliach osobowościowych, zaburzeniach w sferze uczuciowo-popędowej, skłonnościach aspołecznych… Stary przykład takich stanów to kleptoman, który może przysięgać, że nie ukradnie, a jednak. W orzecznictwie kościelnym odbiło się echem zdiagnozowanie nimfomanii, czyli nadmiernej pobudliwości seksualnej u kobiet, czyniącej je niezdolnymi do dochowania wierności. Przysięga małżeństwa nimfomanki może być świadoma i szczera, ale niemożliwa do dotrzymania, a stara zasada prawnicza brzmi: nie można nikogo zobowiązywać do rzeczy niemożliwych. Wychodząc z założenia, że obowiązki małżeńskie nie sprowadzają się jedynie do wierności, z końcem lat 50. zaczęto brać pod uwagę także zdolność do wypełnienia innych obowiązków i w ogóle do nawiązania wspólnoty całego życia. Wątpię, czy np. maminsynek jest w stanie nawiązać taką wspólnotę. Patrząc dziś na młodych ludzi i współczesne tendencje wychowawcze, stawiam sobie pytanie, czy w ogóle będą oni zdolni oddać się drugiej osobie i zaakceptować ją na dobre i na złe.
– Jak zweryfikować, czy niedojrzały już dojrzał, gdy zechce jeszcze raz przysięgać? Czy w ogóle ma prawo do ślubu?
– Gdy stwierdzono nieważność z powodu niedojrzałości jednej ze stron, a ta zechce zawrzeć nowe małżeństwo, posyła się ją do biegłego, by wydał odnośną opinię. Czy biegły może się pomylić? Tak. Czy druga strona może zaskarżyć nowe małżeństwo? Tak, bo każdemu przysługuje prawo przedłożenia sprawy sądowi.
– Co jest przymusem, co już nie? Czy przymusem jest to, że stara panna wyjdzie za mąż ze strachu, by nie być napiętnowaną?
– Sytuacja przymusowa to taka, w której nie ma możliwości wyboru. W odniesieniu do małżeństwa znaczy to, że wskutek czyjegoś działania zagraża poważne zło, którego osoba czująca się zagrożona nie zdoła – jak sądzi – uniknąć inaczej niż przez zawarcie małżeństwa. Może zaistnieć też sytuacja pozbawienia tzw. wolności wewnętrznej, tzn. wskutek zaistniałych okoliczności (traumatyczne przeżycia, ciąża…) „wali się świat”, ona przestaje racjonalnie myśleć, traci rozeznanie otaczającej rzeczywistości, podejmuje decyzje wbrew sobie…
– A te stare panny?
– Strach przed staropanieństwem to ani przymus (chyba że starym pannom obcinano by głowy), ani też brak wewnętrznej wolności. Obawa przed samotnością to raczej kalkulacja prowadząca do określonej – racjonalnej – motywacji zawarcia małżeństwa, ani gorszej, ani lepszej niż wielka miłość czy chęć posiadania dzieci.
– Właśnie, dzieci. Czy po stwierdzeniu nieważności okazują się z nieprawego łoża?
– Nie, gdyż poczęły się wtedy, gdy małżeństwo uchodziło za ważne. Prawo kanoniczne zna wprawdzie pojęcie dziecka nieprawego pochodzenia, ale nie wiąże z tym żadnych skutków prawnych. Sprawy opieki i wychowania regulują sądy powszechne.
EG

 

Wydanie: 31/2005

Kategorie: Kraj
Tagi: Edyta Gietka

Komentarze

  1. Arletta Bolesta
    Arletta Bolesta 9 kwietnia, 2016, 14:03

    Witam,
    nt. kościelnego procesu o nieważność małżeństwa zapraszam również na mój blog.
    dr Arletta Bolesta
    adwokat kościelny

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy