Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

Jak by to napisać delikatnie – w MSZ narasta poczucie chaosu i bałaganu. Tak to się dzieje, gdy minister nie potrafi przewidzieć skutków swych działań.
Oto mamy kryzys związany z obsadą ambasad. Piękny klincz. Z jednej strony, minister nie puszcza na placówki ambasadorów nominowanych jeszcze przez Annę Fotygę. Z drugiej – mamy piękny rewanż – prezydent na razie nie podpisał nominacji ambasadorskiej Andrzejowi Krawczykowi, a przynajmniej to podpisanie przeciąga.
To wszystko wygląda oczywiście mało poważnie, w świat idzie obraz prezydenta jako polityka małostkowego i mściwego, i ministra spraw zagranicznych jako osoby niebłyszczącej talentami dyplomatycznymi. Bo owszem, Lech Kaczyński pracy Sikorskiemu nie ułatwia, ale od tego Sikorski ma głowę, by przez kłody rzucane przez prezydenta przeskakiwać.
Tymczasem on nie tylko nie przeskakuje, ale jeszcze prowokuje – nie jest to żadna tajemnica, wie o tym w MSZ każdy, że jeśli chodzi o nominacje ambasadorskie, na niektóre placówki wysłano polecenie, by pytały o agrément dla kandydatów, o których było wiadomo, że nie są uzgodnieni z Kancelarią Prezydenta. Czyli minister świadomie zamierzał postawić prezydenta przed faktem dokonanym, powiedzieć mu – albo akceptujesz mojego kandydata, albo będzie skandal. No i ma skandal.
Niebezpieczeństwo zbliża się do MSZ także z innej strony. Niedawno prasa podała, że UKIE zostanie wcielony do MSZ. Czyli minister Sikorski zrealizował swoją ambicję, będzie nadzorcą de facto drugiego resortu. I teraz zastanówmy się – czy ta ambicja jest zdrowa? Urząd Komitetu Integracji Europejskiej to nie jest MSZ ds. Unii. Jego rola jest inna, on zajmuje się raczej wprowadzaniem prawa europejskiego i europejskich procedur w Polsce. Więc co ma do tego szef MSZ? I polityka zagraniczna?
Jeżeli już minister Sikorski chce rozszerzać swoje kompetencje, to powinien raczej przyjrzeć się Akademii Dyplomatycznej. To była instytucja, która miała dostarczać MSZ kilkudziesięciu dobrych młodych urzędników rocznie. I początkowo wszystko wskazywało na to, że tak będzie. Ale w wyniku radosnej działalności pani Fotygi akademia zaczyna wegetować. Wyrzucono jej szefa, potem akademię wyprowadzono poza MSZ, i już nie wiadomo, co to jest. Oto więc pole do działania dla myślącego dalekowzrocznie ministra.
Zwłaszcza takiego, który ma świadomość spustoszeń, jakie w MSZ poczyniło PiS. To powoduje, że rodzą się sytuacje już nawet nie śmieszne, lecz po prostu smutne. Nie tak dawno powstał w MSZ „zespół ds. notatek”, czyli zespół, który ma ustalić, w jaki sposób pracownicy mają przygotowywać notatki i analizy. Cóż, przez lata całe w MSZ takiego zespołu nie było, a pracownicy wiedzieli, jak to wszystko się robi. A skąd wiedzieli? Uczyli się tego od dyrektorów, wicedyrektorów, naczelników. Bez problemów, bo to zwykłe urzędnicze abecadło. Sęk w tym, że teraz nie za bardzo mają od kogo się uczyć, bo pani Fotyga wymiotła z MSZ co bardziej doświadczonych.
Tak oto mamy pierwsze efekty PiS-owskiej rewolucji kulturalnej: w MSZ uczymy się pisać.

Wydanie: 19/2008

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy