Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

Trwa ofensywa polskiej dyplomacji. Rozszerza ona pola działania. Teraz polska dyplomacja, o czym z dumą donosi nasze MSZ na swej stronie internetowej, zajmuje się… polskimi eurodeputowanymi. W związku z czym minister Sikorski wydał dla nich obiad w Brukseli. Oto kolejny sukces polskiej dyplomacji! Rząd się wyżywia we własnym gronie i nazywa to działaniami zagranicznymi. Ten sukces dokumentuje zdjęcie – na zdjęciu stoi grupa kilku osób (pewnie już są po tym słynnym obiedzie, bo twarze mają błyszczące) – minister, ambasador przy Unii, jego zastępczyni, dwóch czy trzech wysokich urzędników i jeden (jeden!) eurodeputowany. Jan Kułakowski.
Tak wyglądają sukcesy ministra Sikorskiego za granicą, a jak wyglądają sukcesy w kraju? Tu ministra godnie reprezentuje płk Artur Szczepaniec, szef Zarządu Obsługi. Opowieści o jego kolejnych pomysłach są jak najlepszy deser umilający stołówkowy obiad. Np. to – pułkownik dokonał wstrząsającego odkrycia. Opowiedział o tym na zebraniu swoim pracownikom. Otóż osobiście odwiedził trzy biura przepustek i cóż tam znalazł? O to chodzi, że nic nie znalazł. Biura nie mają zakresu obowiązków! Trzeba więc go napisać. Bo jak człowiek, który wydaje przepustki, będzie wiedział, co ma robić? Może zrobi coś innego?
Czujne oko płk. Szczepańca zawisło także na MSZ-owskich garażach i MSZ-owskich samochodach służbowych. I poszło polecenie: ma być opracowana, na piśmie oczywiście, „koncepcja mycia samochodów służbowych”. Pułkownik ją przeanalizuje, wprowadzi poprawki i zaakceptuje. Uff, wreszcie ta ciemna MSZ-owska masa będzie wiedziała, jak myć służbowy samochód.
Ludzie zadają sobie pytanie, skąd takie cudo w MSZ się wzięło. W ostatnich dniach przyniesiono do gmachu taką wersję – otóż Szczepaniec był przez długie lata szefem ośrodka MON w Halinowie pod Warszawą. To był luksusowy ośrodek, w gestii ministra, dla VIP-ów lub do różnych ważnych spotkań. I w roku 1992, gdy premierem był Jan Olszewski, wiceministrem obrony został młody, 29-letni Radek Sikorski. A ponieważ nie miał mieszkania w Warszawie, zamieszkał właśnie tam. I stąd ta znajomość. I jej efekty.
ŕ propos różnych wersji krążących po MSZ. Długo zastanawiano się, jakim cudem Janusz Skolimowski wciąż jest ambasadorem na Litwie. Na Litwę wyjechał jeszcze za czasów Rotfelda. A potem, gdy nastał rząd PiS, pluton egzekucyjny oficjalnie umieścił go na liście ambasadorów do odstrzału. Mówiono wtedy, że Rzeczypospolitej nie mogą reprezentować ludzie, którzy pracowali w KC PZPR albo w MSW. Skolimowski pracował w KC. Wedle zaś PiS-owskiej miary, jako że pracował wcześniej w sprawach konsularnych, a przede wszystkim dlatego, że kierował Biurem Łączności, był także facetem z MSW. I oto człowiek, który dla PiS powinien być wzorcem z Sčvres MSZ-owskiego komucha, jest przez nich ochraniany. Dlaczego?
Popularna wersja głosi, że zadecydowała o tym wizyta Lecha Kaczyńskiego na Litwie, kiedy to ambasador padł na kolana (dosłownie) przed prezydentem i szczerze wyznał mu swoje grzechy. Że owszem, był ideowym komunistą, bo wierzył w socjalizm, ale przejrzał na oczy i teraz chce służyć niepodległej ojczyźnie, a prezydentowi Kaczyńskiemu w szczególności. Tym wyznaniem uwiódł głowę państwa. Ale teraz co poniektórzy mówią, że rozmowa była trochę dłuższa, bo Skolimowski opowiedział prezydentowi o swej przeszłości, o tym, jak kiedyś, w latach 70., był konsulem w Libii, w Benghazi. Pracy nie miał wiele, Polonia w Libii to kilkadziesiąt żon, więc zajmował się innymi sprawami. Polakami, którzy pracowali tam na kontraktach. I w takich podobno okolicznościach zapoznał pana papę inżyniera Kaczyńskiego i z nim się zaprzyjaźnił, regularnie się spotykali, długo rozmawiali (i na tym ten wątek zakończmy). I tą opowieścią o przyjaźni z papą Skolimowski tak ujął prezydenta, że ten go podjął z kolan i usadowił obok siebie.
Nasze gratulacje.

Wydanie: 23/2008

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy