STOP dla pałacu Saskiego

STOP dla pałacu Saskiego

Polacy zaciskają pasa, a pisowska władza chce wyrzucić w błoto 2,5 mld zł


Pseudozabytkowa makieta i plac Na Okaziciela

Prof. Marta Leśniakowska,
historyczka sztuki, powołana przez Lecha Kaczyńskiego do Społecznej Rady Ochrony Dziedzictwa Kulturowego przy Prezydencie Warszawy

Nie odbudowuje się tego, co nie istnieje. Budowa pseudozabytkowych makiet jest działaniem nieetycznym, posługuje się falsyfikacją, prowadzi do fałszywych wyobrażeń o przeszłości i implantuje nową formę realizmu socjalistycznego (narodowe w formie, patriotyczne w treści). (…) Pałac od momentu przebudowy pod zaborem rosyjskim nie był „pomnikiem niepodległości” (…), tylko symbolem rosyjskiego panowania, a nawet zdrady narodowej, gdy w 11. rocznicę powstania listopadowego władze zaborcze odsłoniły tu pomnik poległych Polaków ku czci siedmiu generałów, przeciwnych powstaniu. Tak naznaczony historycznie obiekt jest sprzeczny z ideą „pomnika niepodległości” i takiej funkcji wypełniać nie może. (…) Każde pokolenie ma swoją architekturę, dlatego mówię „nie” makietom; nie ma powrotu do przeszłości, historia jest konstruktem. A plac Piłsudskiego nazywam placem Na Okaziciela: kto ma władzę, ten ma plac.
To jest sedno sprawy.

Polityka, nr 32 (3324), 4-10.08.2021


Wieńce na Grobie Nieznanego Żołnierza w Warszawie to motyw, który chyba najbardziej kojarzy się z obchodami Dnia Zwycięstwa w naszym kraju, niezależnie od tego, czy świętujemy 8, czy 9 maja. Żołnierski grób w cieniu zrujnowanych arkad to silny przekaz symboliczny. Wygląda na to, że za jakiś czas go utracimy.

Będzie to skutkiem podjętej przez władze RP kontrowersyjnej decyzji o odbudowie pałacu Saskiego wraz z otaczającymi go budynkami. Ustawę O przygotowaniu i realizacji inwestycji w zakresie odbudowy pałacu Saskiego, pałacu Brühla oraz kamienic przy ulicy Królewskiej w Warszawie Sejm uchwalił w ekspresowym trybie 11 sierpnia 2021 r., a już cztery dni później podpisał ją prezydent Andrzej Duda. Towarzyszyła temu pełna patosu akcja propagandowa. Po podpisaniu ustawy prezydent stwierdził wręcz, że odbudowany pałac Saski będzie dowodem siły Polski, która „teraz dopiero, śmiało możemy powiedzieć, staje się państwem, które rzeczywiście wchodzi do ligi państw zamożnych”. Minister kultury i dziedzictwa narodowego prof. Piotr Gliński podczas uroczystości powołania Spółki Celowej Pałac Saski 1 grudnia 2021 r. przekonywał, że decyzja o odbudowie „jest ważna dla tożsamości polskiej wspólnoty, dla polskiego dziedzictwa historycznego, ale i dla przyszłości. To jest akt symboliczny, bardzo ważny i użyteczny dla nas wszystkich, dla Polski”.

Inwestycja ma być formą uczczenia… stulecia odzyskania przez Polskę niepodległości, którego obchody odbyły się prawie cztery lata temu. Deklarację o restytucji pałacu Saskiego w Warszawie prezydent Andrzej Duda podpisał 11 listopada 2018 r. „Pałac Saski ma być formą trwałego upamiętnienia roku jubileuszowego, pomnikiem niepodległości”, ogłosił wówczas podsekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta Wojciech Kolarski.

Ekipa rządząca wykazała dużą determinację w forsowaniu tego pomysłu. Wszystkie decyzje podejmowane były arbitralnie przez centralne władze państwowe, nie zainicjowano żadnej debaty publicznej. Na mocy ustawy podlegającą zabudowie działkę przy placu Marszałka Józefa Piłsudskiego odebrano miastu stołecznemu Warszawa, którego samorząd został pozbawiony wpływu na kształt inwestycji. Taki tryb postępowania wywołał liczne głosy sprzeciwu nie tylko w kręgach politycznych, ale również eksperckich i społecznikowskich. Kwestionowana była sama idea odbudowy. Ubiegłoroczne dyskusje toczyły się w dość gorącej atmosferze głównie ze względu na formę podjęcia decyzji, dziś, gdy emocje przycichły, możemy przyjrzeć się sprawie z pewnym dystansem i powrócić do fundamentalnego pytania: po co ta odbudowa?

Symbol mniemany

Podczas uroczystości podpisania ustawy prezydent Andrzej Duda postawił śmiałą tezę, że „obok Zamku Królewskiego, obok Łazienek (Królewskich) to właśnie ten zespół budynków był symbolem Warszawy”. Ta wartość symboliczna ma być jednym z argumentów na rzecz jego odbudowy. Tymczasem jest to ocena czysto uznaniowa. Z przeprowadzanych w latach 1980, 1990 i 2000 badań wynika, że warszawiacy od dawna o pałacu Saskim i otaczających go budynkach nie pamiętali. Zniknęły one ze świadomości mieszkańców. „Symbolem miasta jest niewątpliwie Pałac Kultury i Nauki, który zachowuje swoją wysoką pozycję od 20 lat, jedynie w badaniach z 1990 r. zajął drugie miejsce za Starówką”, konstatował w 2000 r. socjolog prof. Bohdan Jałowiecki. Warszawiacy w pierwszej dziesiątce symboli miasta lokowali wtedy kolejno: Pałac Kultury (niezauważony przez prezydenta Dudę), Zamek Królewski, kolumnę Zygmunta, Starówkę, pomnik Syreny, pałac w Łazienkach, pomnik Nike, Grób Nieznanego Żołnierza, pałac w Wilanowie i Belweder.

Warto zwrócić uwagę na wysokie miejsce, które od lat na liście symboli Warszawy zajmował Grób Nieznanego Żołnierza, bo to w ten realny symbol ingeruje projekt odbudowy symbolu mniemanego – pałacu Saskiego. Grób Nieznanego Żołnierza mieści się bowiem w zachowanej jako trwała ruina pozostałości arkad pałacu Saskiego. Znany varsavianista Grzegorz Piątek uważa, że największą stratą, jaką poniesiemy w wyniku odbudowy pałacu Saskiego, będzie właśnie zmiana wymowy ideowej tego pomnika. – W formie półruiny Grób Nieznanego Żołnierza nabrał po wojnie o wiele większej symbolicznej wagi. I nie jest przypadkiem, że został zachowany w takiej okaleczonej formie, bo dzięki temu stał się nie tylko tym, czym był przed wojną, czyli pomnikiem żołnierzy walczących o niepodległość na przeróżnych frontach i w powstaniach, ale też pomnikiem bohaterów i ofiar II wojny światowej. Jest również ostatnią trwałą ruiną w centrum miasta, przypominającą o tym, że Warszawa była zniszczona. Myślę, że nie należy tego przypudrowywać kolejną odbudową – przekonuje autor głośnej książki „Najlepsze miasto świata. Warszawa w odbudowie 1944-1949”.

Rosyjskie dziedzictwo

Skoro argumenty na rzecz odbudowy pałacu Saskiego odnoszą się głównie do warstwy symbolicznej, to już ten jeden, podnoszący straty w wymiarze symboliki narodowej związanej z Grobem Nieznanego Żołnierza, powinien skłaniać do głębszego przemyślenia idei odbudowy, a być może rezygnacji z tego planu. Jednak w samym obszarze symbolicznym takich argumentów jest więcej. Wicepremier Piotr Gliński podczas wspomnianej uroczystości powołania spółki celowej stwierdził, że podjęta decyzja „kontynuuje, a zarazem kończy, proces odbudowy Warszawy po zniszczeniach wojennych”. Pogląd ten kwestionuje liczne grono ekspertów, którzy podpisali się pod listem otwartym z lipca 2021 r. „Odbudowa zabytków stolicy zamknęła się w ciągu czterech dekad. Zwieńczeniem tego dzieła był Zamek Królewski, który odtworzono, korzystając nie tylko z dostępnej dokumentacji, ale też z wiedzy architektów, konserwatorów, artystów, rzemieślników, którzy doskonale pamiętali te zabytki sprzed wojny, a niejednokrotnie uczestniczyli w ich ratowaniu podczas okupacji. Ich pamięci towarzyszyła fenomenalna znajomość tradycyjnych technik konserwatorskich i budowlanych. To wszystko sprawiło, że warszawskie dzieło odbudowy zostało uwieńczone w 1980 r. wpisem Starego Miasta na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Wyjątkowość tego wpisu, wbrew obowiązującym doktrynom konserwatorskim, uzasadniała autentyczna potrzeba społeczna przywrócenia zniszczonego miasta jego mieszkańcom. Dziś, w trzeciej dekadzie XXI w., potrzeby społeczne są zgoła inne”, przekonują sygnatariusze listu, wśród których są historyk sztuki Waldemar Baraniewski, architekt Andrzej Bulanda, pisarka Sylwia Chutnik, historyczka sztuki Anna Cymer, architekt Maciej Czarnecki, historyk sztuki Tomasz Fudala, pisarz Mikołaj Grynberg, reżyserka Agnieszka Holland, historyczka architektury Lidia Klein, reżyser Jan Komasa, historyczka sztuki Małgorzata Omilanowska, historyczka i krytyczka sztuki Anda Rottenberg, historyk sztuki Piotr Rypson, pisarz Filip Springer, reżyser Krzysztof Warlikowski czy scenografka Krystyna Zachwatowicz-Wajda.

W planach odbudowy tkwi też pewien paradoks. Ustawa zakłada odbudowę obiektów przy placu Piłsudskiego w kształcie z 1939 r., jednak budynek, który przed wojną nosił zwyczajową nazwę pałacu Saskiego, w istocie nie był dawną rezydencją Sasów (zresztą niezbyt chlubnie zapisanych w historii Polski). W latach 1839-1842 XVII-wieczny barokowy pałac został gruntownie przebudowany na zlecenie ówczesnego właściciela, rosyjskiego kupca Iwana Skwarcowa, i przekształcony w dom dochodowy. Główny budynek pałacowy zburzono, a na jego miejscu wybudowano kolumnadę w porządku korynckim. Bocznym skrzydłom nadano zupełnie nowe, klasycystyczne oblicze. Po powstaniu styczniowym w gmachu Skwarcowa ulokowały się rosyjskie władze wojskowe, po których siedzibę w okresie II RP „odziedziczył” polski Sztab Generalny. Wówczas też plac Piłsudskiego stał się areną defilad Wojska Polskiego. – Być może dzięki temu w okresie międzywojennym miejsce to miało patriotyczną symbolikę, ale sama architektura, którą chcemy odtworzyć, jest dziedzictwem czasów rosyjskich, okresu zaborów – komentuje Grzegorz Piątek. Odtworzenie rosyjskiej budowli (co prawda zaprojektowanej przez polskiego architekta Adama Idźkowskiego) z saską przeszłością to dosyć karkołomny pomysł jak na hiperpatriotyczną deklaratywnie formację, jaką jest PiS. Aż dziwne, że przy takim zapale ekipa Prawa i Sprawiedliwości nie przeforsowała za jednym zamachem również odbudowy stojącego swego czasu naprzeciwko pałacu Saskiego prawosławnego soboru św. Aleksandra Newskiego. Sobór zniknął z tego miejsca dopiero w 1926 r., a więc zaledwie 18 lat wcześniej niż zabudowania, które mają być odtworzone.

Martwy plac

Oprócz warstwy symbolicznej nie można pominąć zastrzeżeń natury urbanistycznej i architektonicznej. Wprawdzie sam „pałac Saski” Skwarcowa nie był obiektem o szczególnej wartości architektonicznej, ale plac, przy którym stał, należy do najważniejszych punktów stolicy. Dlatego  wszelkie inwestycje w takim miejscu powinny być gruntownie przemyślane i zaplanowane w skali całego placu i jego otoczenia. Tymczasem w tym przypadku mamy do czynienia z oderwanym od kontekstu pomysłem odtworzenia brył kilku dawno nieistniejących budynków na jednej pierzei. Taki jest punkt widzenia warszawskich urbanistów. W 2020 r. Zarząd Oddziału Towarzystwa Urbanistów Polskich w Warszawie przeprowadził wśród członków stowarzyszenia ankietę na ten temat. „Zdecydowana większość respondentów uznała, że przestrzeń placu Marszałka Józefa Piłsudskiego nie uzyskała jeszcze ostatecznej formy urbanistycznej i wymaga dalszych inwestycji budowlanych. Odpowiedź na następne pytanie »Czy należy odtworzyć przedwojenną formę placu – odbudować kamienicę Jana (Iwana) Skwarcowa (tzw. pałac Saski) i pałac Brühla«, jest w większości negatywna”, czytamy w podsumowaniu.

Z takim stanowiskiem zgadza się Grzegorz Piątek. – To prawda, że plac jest w zasadzie martwy, od dziesięcioleci jest gigantycznym problemem urbanistycznym Warszawy. Także przed wojną szukano nowego pomysłu na plac Piłsudskiego – zauważa. Ocenia jednak, że efekt planowanej inwestycji może być jeszcze gorszy niż w przypadku innej „późnej” odbudowy – zrekonstruowanego w latach 1995-1997 pałacu Jabłonowskich przy placu Teatralnym. – Ten budynek razi swoją sztucznością. Co prawda, jakoś się opatrzył i wpisał w otoczenie, ale tylko dlatego, że to otoczenie w porównaniu z okresem przedwojennym właściwie radykalnie się nie zmieniło. Tymczasem z placem Piłsudskiego sytuacja jest zupełnie inna. Stanęły przy nim nowe budynki: hotel Victoria, biurowiec Metropolitan, nawet Teatr Wielki i Hotel Europejski są wyższe niż przed wojną. Może się okazać, że odbudowana atrapa pałacu Saskiego, w dawnym otoczeniu robiącego wrażenie monumentalności, teraz stanie się czymś w rodzaju niewielkiej, dwupiętrowej kamienicy – mówi autor „Najlepszego miasta świata”.

Synekury dla swoich

Argumenty przeciwników nie przekonują zwolenników odbudowy. Należy do nich prezes Fundacji Nasza Warszawa Jarosław Popiołek, który przypomina, że obecna próba realizacji inwestycji na placu Piłsudskiego nie jest pierwszym podejściem do tego tematu. – Jako wykonawca podpisujący tego samego dnia umowę na modernizację Krakowskiego Przedmieścia, 21 czerwca 2006 r. byłem naocznym świadkiem ceremonii złożenia podpisów przez pana prezydenta Lecha Kaczyńskiego i pana prezesa Budimeksu Stefana Assanowicza na porozumieniu uruchamiającym odbudowę tego naszego narodowego panteonu – wspomina. Prace przygotowawcze zostały jednak wówczas szybko przerwane po odkryciu oryginalnych pałacowych fundamentów i piwnic, które wpisano później do rejestru zabytków. Ostatecznie sprawa upadła w związku z kryzysem ekonomicznym w 2008 r. – umowa pomiędzy miastem a generalnym wykonawcą została rozwiązana za porozumieniem stron.

Jarosław Popiołek opowiada się za przywróceniem dawnych zabudowań ze względów symbolicznych, ale podkreśla także praktyczny wymiar tego przedsięwzięcia. – Jeżeli odbudowywać, to na pewno w wersji najbardziej „współczesnej”, zważywszy, że przecież po odbudowie pałace i kamienice mają mieć funkcje użytkowe – przekonuje. To poważny argument, na który powołuje się również strona rządowa. „Obiekty powstałe w wyniku realizacji inwestycji zostaną przeznaczone na potrzeby Kancelarii Senatu i Mazowieckiego Urzędu Wojewódzkiego w Warszawie oraz innych podmiotów, prowadzących działalność kulturalną, edukacyjną lub społeczną”, czytamy w jednym z komunikatów kancelarii premiera. Pojawia się jednak pytanie, czy tak mgliście zarysowane zadania nowych obiektów uzasadniają wydanie z budżetu państwa astronomicznej kwoty 2,5 mld zł w sytuacji, kiedy kraj wchodzi w stan recesji. Warszawa ma wiele pilniejszych, konkretnych potrzeb. Jak zwraca uwagę Grzegorz Piątek, za tę kwotę można by wybudować kilka kilometrów linii metra. A gdyby rząd wolał wznieść w stolicy jakiś monumentalny obiekt służący nie tylko potrzebom warszawiaków, ale o wymiarze ogólnopolskim, to może rozsądniej byłoby np. wrócić do tematu Areny Narodowej, która miała powstać na błoniach Stadionu Narodowego? Akurat ten teren należy do skarbu państwa, więc to jak najbardziej pole do popisu dla rządu. A w Warszawie zdecydowanie brakuje hali widowiskowo-sportowej z prawdziwego zdarzenia – to jedyna europejska stolica bez takiego obiektu.

Były prezydent Warszawy Wojciech Kozak zwraca uwagę na jeszcze inny problem związany z planowaną inwestycją: – W czasie mojej pracy w Urzędzie m.st. Warszawy byłem zwolennikiem odbudowy kompleksu złożonego z pałacu Saskiego, pałacu Brühla oraz kamienic wzdłuż ulicy Królewskiej w ich kształcie z sierpnia 1939 r. z lekkimi modyfikacjami. Nadal jestem zwolennikiem odbudowy całej zachodniej pierzei placu Piłsudskiego, natomiast duże wątpliwości budzi forma organizacyjna odbudowy. Spółka na specjalnych prawach, z kolosalnymi wynagrodzeniami i uprawnieniami planistyczno-budowlanymi bez żadnej kontroli. I bez udziału samorządu, bo przecież według obecnej władzy samorząd to samo zło.

Największe emocje społeczne budzą oczywiście horrendalne zarobki kierownictwa Spółki Celowej Pałac Saski, które mają sięgać 28 tys. zł miesięcznie na osobę. Biorąc pod uwagę, że działalność spółki planowana jest aż do 2030 r., rodzą się podejrzenia, że tak naprawdę chodzi nie o realizację kontrowersyjnej inwestycji, lecz o synekury. Takim spekulacjom sprzyja fakt, że choć spółka istnieje już prawie pół roku, na razie brakuje oznak jej pracy. Na oficjalnej stronie internetowej palacsaski.pl nie pojawiają się nowości, nie ma nawet danych teleadresowych, a na zapytania przesyłane za pośrednictwem specjalnego formularza nikt nie odpowiada.

Może w sytuacji, gdy planowana inwestycja na placu Piłsudskiego budzi tak wiele zastrzeżeń, ograniczenie jej zakresu do samego faktu powstania spółki celowej nie byłoby najgorszym wyjściem? Bo wszystko wskazuje, że nie istnieje żadna możliwość prawna zablokowania budowy. – Specustawa została tak skonstruowana, że nie ma na to sposobu. Nie wiemy nawet, czy zostanie rozpisany jakikolwiek konkurs na projekt architektoniczny, o co wnioskowały władze SARP – ubolewa Grzegorz Piątek. Pozostaje nam tylko czekać, czy zostaniemy obdarowani przez rząd i prezydenta RP niechcianym przez wielu warszawiaków prezentem, czy inicjatywa załamie się pod wpływem niemocy wykonawców lub zostanie zaniechana z braku środków. Jak wiele szumnych zapowiedzi rządowych w ostatnich latach.

Fot. Krzysztof Żuczkowski

Wydanie: 22/2022

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy