Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

Jak to w MSZ – parę osób zebrało się na korytarzu, żeby wymienić wrażenia. A one nie są dobre dla ministra Sikorskiego. Bo minister co chwila wpada na jakąś minę.
Weźmy przykład nagłośniony przez gazety – zakaz kontaktowania się ambasadorów z Janem Kobylańskim, szefem USOPAŁ, czyli Polonii południowoamerykańskiej. Już sam fakt zakazu jest dziwny. Ale mniejsza o to – jeszcze bardziej dziwna jest forma. Bo minister ten zakaz wysłał do ambasadorów na piśmie. I zaraz to wyciekło, poprzez Kancelarię Prezydenta. Mój Boże, minister ma naprawdę wiele możliwości, by takie polecenie wydać „bezśladowo”, nie musi wystawiać się na krytykę i ataki, budować niezdrowej atmosfery złego zainteresowania swoim państwem. Jakby tego było mało, do ambasad przesłano listę kolejnych nazwisk działaczy polonijnych, z którymi nie wolno utrzymywać kontaktów. Co już przekracza granicę śmieszności.
Ludzie w MSZ pukali się w czoło i zastanawiali, co spowodowało, że minister zaczął udawać słonia w składzie porcelany. I są na to dwie odpowiedzi. Po pierwsze, Sikorski uległ tu swoim dwóm współpracownikom – Ryszardowi Schnepfowi i Jarosławowi Perlinowi, którzy w Ameryce Łacińskiej pełnili misje i którzy weszli w konflikt z Kobylańskim oraz jego ludźmi. I ta lista personae non gratae to lista ich osobistych wrogów (bo przecież nie Sikorskiego, który w ogóle o tych ludziach nawet nie słyszał).
Oto dyplomacja w służbie prywaty.
Na marginesie, śmiesznie zabrzmiała w tym kontekście skarga ambasadora RP w Argentynie, Zdzisława Ryna, człowieka z poręki Kobylańskiego i Rydzyka. Otóż Ryn doświadczył „nowego”, bo gdy Amerykę Łacińską wizytował Bogdan Borusewicz, marszałek Senatu, polecono mu, by się nie pokazywał, bo Borusewicz spotkań z takim „rydzykowcem” sobie nie życzy. Oj, jak PiS-owcy lamentowali.
Otóż dosłownie dwa lata wcześniej tenże Borusewicz również wizytował Amerykę Łacińską, był w Brazylii. I wtedy PiS-owska władza poleciła, by ambasador RP w Brazylii, Kulka-Kulpiowski, w ogóle się nie pokazywał, żeby zachorował, żeby go nie było. Bo marszałek Borusewicz nie życzy sobie spotkań z komunistą.
Ta historyjka pokazuje, jak przewrotna potrafi być historia. I nie o postać marszałka samotnika Bogdana B. tu chodzi.
Inny przykład cofania się Sikorskiego to jego stosunki z Kancelarią Prezydenta. Co tu dużo gadać – Sikorski ma małe szanse, by z tej wojny wyjść zwycięsko. Bo prezydent Kaczyński omija go, jak chce. Podpisał mu nominacje ambasadorów, w tym niechcianego Sadosia. Sikorski de facto na to nie zareagował. Więc zrobił to, co najgorsze. Bo albo powinien zjeść tę żabę, szybko wysłać Sadosia do Wiednia, a potem, przy pierwszej jego wpadce (że taka będzie, to wiadomo) odwołać go z hukiem. Albo powinien w sposób otwarty zakwestionować Sadosiowie kompetencje, przynajmniej odsyłając go na praktyki do departamentu nadzorującego OBWE, żeby się nauczył.
Ale Sikorski nic nie robi i jego szanse w tej grze maleją. W trzeciorzędnych sprawach Ameryki Łacińskiej był nadaktywny, a tu jest ciapa. I w jednej, i drugiej sprawie samodzielnością się nie wykazał. Czy to falstart, czy sygnał, że Sikorski tego ministrowania nie obejmuje?
Na razie ludzie w MSZ stawiają na to drugie.

Wydanie: 4/2008

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy