Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

No to gala prezydentowi udała się tak sobie, a w zasadzie się nie udała. Do tego doszły inne wpadki – ta związana z deklaracją Kaczyński-Adamkus, mało mądrą i nieskuteczną, o której nie wiedziało MSZ. No i z rozmową z Obamą, podczas której słyszano co innego, niż mówił prezydent elekt. I co teraz? Zdaniem ludzi w MSZ, te wpadki to nie przypadek, ale prawidłowość. Ona nazywa się Mariusz Handzlik, to podsekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta. W MSZ go znają, przynajmniej z dwóch powodów. Po pierwsze, gdy pojechał z prezydentem na sesję ONZ, trzeba było oprowadzać go po gmachu ONZ, bo się gubił, choć „przepracował” w naszej ambasadzie w Nowym Jorku trzy lata. Po drugie, pamiętany jest kłopot, jaki sprawił, gdy złapano go, jak pijany prowadził samochód.
W MSZ nikt nie wierzy, by praca w Kancelarii Prezydenta go odmieniła. Z zainteresowaniem więc czekamy na kolejne występy.
Bo w jednej sprawie się doczekaliśmy. Wreszcie, po długich miesiącach pustki, nie ma już wakatu na stanowisku dyrektora Biura Kadr. Została nim pani Beata Brzywczy. I oczywiście wzbudziło to szybko falę spekulacji. Na razie przewagę ma opinia taka, że jest to element gry dyrektora generalnego Rafała Wiśniewskiego. Jego pozycja w oczach ministra nie jest najwyższa. Jeden z ludzi, który miał okazję z nim pracować, niedawno, przy pewnym spotkaniu, dokładnie wyliczał jego wady. Po pierwsze, Wiśniewski jest mało zborny organizacyjnie. Po drugie, gonitwa pomysłów, którą prezentuje, męczy otoczenie. Po trzecie, te dwa czynniki szczególnie rażą ludzi, którzy przyszli z MON, tych „adiutantów Sikorskiego”. Oni go nie trawią, wystarczy posłuchać. Po czwarte wreszcie, Wiśniewski prowadzi własną politykę, ewidentnie PiS-owską. Jest wrogi wobec takich fachowców jak Adam Kobieracki, a chroni ludzi, których do MSZ wepchnęło PiS. To on – jak gadają po kątach – chroni ambasadora z południa Europy, o którym dwukrotnie już pisaliśmy.
Mając więc taką sytuację, Wiśniewski jest w defensywie. A efektem tego są MSZ-etowskie nominacje. Pani Brzywczy nie ma w MSZ wrogów, ale pytanie, czy będzie potrafiła przeciwstawić się dyrektorowi generalnemu, czy też będzie tylko jego długopisem?
Pozostałe nominacje też podpowiadają podobne pytania. Dyrektorem Departamentu Europy został człowiek, na którego narzekali wszyscy ambasadorowie, z którymi pracował. Oczywiście, on sam wcześniej ambasadorem nie był. Dyrektorem innego kluczowego departamentu – Ameryki też został człowiek z drugiego szeregu. Na całym świecie jedną z kluczowych komórek jest Departament Strategii i Planowania, na jego szefa daje się z reguły największego w MSZ mózgowca. Tak zresztą przez lata było i w Polsce, kierowali nim i Kuźniar, i Szlajfer… A teraz kieruje człowiek, który jeszcze na ten zaszczyt powinien poczekać, popracować, zdobyć tytuł naukowy…
To są przykłady z centrali, a z zagranicy jest ich jeszcze więcej. To już nawet nie wygląda na politykę, tylko na chaotyczne ruchy. Ale o tym za tydzień.

PS
Dziękujemy za listy z Bułgarii. Co do zdjęć – są trochę za mało wyraźne.

 

Wydanie: 47/2008

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy