Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

Ta lista powinna być mniej więcej w połowie stycznia, tymczasem jeszcze jej nie było w połowie lutego. Chodzi o listę ambasadorów do odwołania, którą co roku przygotowuje MSZ. Rzecz jest prosta – czas pobytu ambasadora na placówce wynosi cztery lata, czasami pięć, a bywa, że i sześć. Wszystko zależy od woli ministra i starań samego zainteresowanego. Który zawsze może pisać pisma z prośbą o przedłużenie pobytu. No i lobbować w swojej sprawie za pośrednictwem znajomych. Pisząc, że właśnie załatwia ważną wizytę międzynarodową – premiera, prezydenta, króla – albo że dziecko będzie zdawało maturę, więc szkoda byłoby przenosić go do innej szkoły.
Ten czas kończy się w styczniu, wtedy powstaje lista ambasadorów, którzy w danym roku mają wrócić do kraju. Dzięki temu mają czas na zakończenie swojej misji, ułożenie kalendarza wizyt pożegnalnych, załatwienie kontenera na przewóz mebli etc., a kierownictwo MSZ ma czas na znalezienie kandydatów na ich miejsce. Lista jest zatem przedmiotem ważnym – dzięki niej możni świata dyplomacji wiedzą, jakie placówki wchodzą do gry.
Dlaczego tym razem ułożenie listy się przesunęło? Istnieje kilka powodów, z których najważniejszy jest chyba jeden: listę układa się przy udziale Kancelarii Prezydenta i Kancelarii Premiera. Więc, jak można się domyślać, uzgodnienia w tym trójkącie są dłuższe niż zwykle.
A jak lista zostanie przyjęta, rozpoczną się spekulacje, kto na jaką placówkę pojedzie. Na razie w gronie kandydatów do wyjazdu pojawili się dwaj obecni wiceministrowie – Sławomir Dąbrowa i Adam Daniel Rotfeld. MSZ-etowski korytarz twierdzi, że obaj w tym roku wyjadą za granicę. A to z dwóch przynajmniej powodów – po pierwsze, podobno chcą. A po drugie, obaj wchodzą już w wiek emerytalny, urodzili się w roku 1938 – Dąbrowa w lutym, Rotfeld w marcu – więc jeżeli nie wyjadą teraz, to jako alternatywę mają odejście na zasłużoną emeryturę.
Tak czy inaczej obaj wiceministrowie, dyplomaci z kilkudziesięcioletnim stażem, odejdą z centrali. Natychmiast rozpoczęły się spekulacje, kto ich zastąpi, Ktoś z MSZ czy też ktoś spoza gmachu?
W cieniu dyskusji o posadach ambasadorskich toczą się rozmowy o sprawach mniejszych. Na przykład o wizycie premiera Millera w USA. Wizytę wspominać miło może premier, ale nie wszyscy w MSZ.
W San Jose, podczas ostatniego etapu wizyty, wybuchła awantura. Pokłócił się konsul z Los Angeles, Krzysztof Kasprzyk, z szefem Wydziału Ekonomiczno-Handlowego naszej ambasady. I to jak. Obaj w obecności premiera niemal rzucili się sobie do gardeł, machając rękami i krzycząc na głos, że dana sprawa nie leży w ich kompetencji. Tylko kolegi.
Miller, który szykował się na spotkanie z Amerykanami, miał okazję zobaczyć, jak przygotowani są do tego polscy dyplomaci.
Ciekawe, który z uczestników malowniczej awantury, która odbyła się na oczach całej naszej delegacji, wcześniej wróci do kraju?

Wydanie: 9/2003

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy