Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

Hi, hi, o Stanisławie Komorowskim, obecnym podsekretarzu stanu, to anegdoty opowiadają sobie już w całej Europie. Był on niedawno z wizytą w Finlandii i – rzecz to normalna – uczestniczył w przyjęciu. Co podczas takiego przyjęcia się robi? Ano gaworzy, mieszając sprawy ważne z nieważnymi, żeby było i pracowicie, i przyjemnie. Chyba że się trafi na Stanisława Komorowskiego. Otóż ma on jeden temat, który powtarza rozmówcom, czy tego chcą czy nie. To znaczy opowiada, pełen wewnętrznego dramatyzmu, jak to go w Polsce prześladowała komuna. W ostatnich czterech latach. Bo nie był dyrektorem Departamentu Europy, tylko dyrektorem departamentu od Azji. Dyplomaci z państw zaprzyjaźnionych słuchają tego, kiwają głowami, cmokają, wiadomo, guzik to ich obchodzi, nudy na pudy, ale będą mieli przynajmniej jakiś temat na anegdotę. O prześladowanym Polaku. Który obnosi się ze swoim osobliwym męczeństwem.
To jest nieszczęście.
Więc drogi wiceministrze, krąży o was taka opowieść już bez mała po całej Europie (ludzie jeżdżą, przyjęć jest dużo, zawsze cenne są tematy, z których można się pośmiać). Tak chcecie przejść do historii?
Przy okazji warto zauważyć, jaki los nowa ekipa w MSZ zgotowała Adamowi Halamskiemu, temu, który ośmielił się zająć stanowisko dyrektora Departamentu Europy, przez co Komorowski ucierpiał (w przeciwieństwie do MSZ). Otóż Halamski (doktor habilitowany socjologii z Uniwersytetu Jagiellońskiego) zesłany został na stanowisko dyrektora archiwum. To jest jakieś fatum – gdy w roku 1993 pozbywano się starych dyplomatów, też kierowano ich do archiwum. Do przekładania starych dokumentów. Teraz to wraca.
Wraca także dawna idea wielkiej listy ludzi do odwołania z placówek i do zwolnienia. O tym w MSZ mówi się niemal otwarcie. Jest lista ambasadorów, którzy mają zostać w pierwszej połowie przyszłego roku odwołani. Jest na niej np. Andrzej Załucki, niedawny wiceminister, teraz ambasador w Czechach. Załucki do Pragi pojechał porę tygodni temu. Teraz ma być ściągnięty z powrotem. Lista jest oczywiście dłuższa. Najpierw są na niej „przedstawiciele reżimu”, czyli taki Załucki, a potem absolwenci MGIMO, czyli – realnie patrząc na umiejętności, wykształcenie i doświadczenie zawodowe – nasi najlepsi ambasadorowie.
Będzie huk na cały świat, bo jeszcze nie było tak, by masowo, przed terminem jakieś państwo cofało ambasadorów. Więc ciekawym jest, czy takie listy ludzi do odwołania to tylko butne zapowiedzi, żeby przestraszyć, czy też rzeczywiste zamiary?
Bo, na razie, nie idzie za tym jakiś strategiczny zamysł. Wrócił na przykład w listopadzie z Białorusi ambasador Tadeusz Pawlak. Wszyscy zapewniali, że lada chwila na jego miejsce pojedzie człowiek kompetentny, taki po linii i na bazie oczekiwań premiera Marcinkiewicza. No i co? Dlaczegóż mamy ciszę? Giełda MSZ-etowska mówiła, że do Mińska pojedzie albo Jerzy Bahr, obecny szef BBN, był ambasador w Kijowie i Wilnie, albo Mariusz Maszkiewicz, poprzednik Pawlaka. Mówiła i ucichła.
Wielce to znamienne.

Wydanie: 50/2005

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy