Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

Pani Fotyga jest wybitną panią minister – ogłosił pan prezydent RP. – A jest niedoceniana dlatego, że MSZ stał się siedliskiem ludzi prof. Geremka i oni teraz, wyrzucani przez nową władzę, robią złą reklamę dobrej minister. Oto, w skrócie, filozofia nowej władzy.
Ha! Ludzie Geremka! Kiedyś łatwo było stwierdzić, czy ktoś jest od Geremka, czy też nie, to dzieliło MSZ. Ale teraz? Po tylu latach? Kiedy wszystko się zmieliło? Weźmy takiego Rafała Wiśniewskiego, wiceministra. On zaczynał karierę jeszcze jako młode chłopię u boku Mazowieckiego. I przyszedł do MSZ z opinią człowieka od Geremka. Ale czy jest nim dzisiaj? Szczerze wątpimy.
Prezydent Kaczyński „geremkując”, użył raczej figury retorycznej. Takiej Kaczyńskiej – żeby podkreślić miałkość dawnego i doskonałość nowego.
Doskonały jest podobno nowy (od paru miesięcy) wiceminister Krzysztof Szczerski. Sęk w tym, że trudno to stwierdzić. Człowiek najchętniej przesiaduje u pani minister, jest milutki jak Hugh Grant, decyzji jakichś ważnych nie podejmuje i może to dobrze, bo jak ludzie w MSZ zaczęli szukać po internecie i po bibliotekach jego prac (by wiedzieć, co to za numer kapelusza), to znaleźć nie mogli. A to podobno fachowiec PiS od Unii Europejskiej.
Ale co tam Szczerski – spójrzmy na inny diament MSZ Kaczyńskich – Andrzeja Sadosia. Bo on jest wszędzie. Otwieramy internet pod hasłem „kierownictwo MSZ”. I proszę, minister, wiceministrowie, dyrektor generalny – wakat, a za nimi – rzecznik MSZ, Sadoś. Znaczy się, członek najściślejszego kierownictwa, do którego nie zalicza się żaden z innych dyrektorów departamentów.
Więc z okazji tego wywyższenia poszły w MSZ dwie interpretacje. Pierwsza, że rzeczywiście Sadoś jest ważny, pani Fotyga ma do niego zaufanie, więc znalazł się w gronie osób należących do kierownictwa nieprzypadkowo, w dowód uznania jego pozycji. Druga wersja jest inna – mówi, że tajemnica nagłego wywyższenia jest bardziej banalna. Bo strona internetowa MSZ jest pod egidą departamentu Sadosia, on za nią odpowiada. Więc wpisał się tam sam, wiedząc, że pani minister na to nie zwróci uwagi, a wiceministrowie i dyrektorzy z powodu wrodzonej ostrożności będą siedzieć cicho.
Tak oto w MSZ można się wykreować, ale to nie koniec sadosiowych opowieści. Bo jeżeli jesteśmy już w internecie, spójrzmy na lewą stronę ekranu. I tam znajdziemy link „biuro prasowe”. Naciśnijmy go. Wyskoczy nam, oprócz numerów telefonów zdjęcie podpisane „nasz zespół”. A na nim osiem uśmiechniętych młodych pań, nie wiadomo dlaczego chichoczących. Nikt na zdjęciu nie jest podpisany, nie wiadomo, o co chodzi. Czy to jest „nasz zespół”? Otóż to bujda. Na zdjęciu sfotografowano osiem pań, pracownic Departamentu Systemu Informacji. Z czego dwie to sekretarki. Natomiast w rzeczywistości ten departament liczy 45 osób (łącznie z Sadosiem). Czyli armię ludzi. I się rozwija, i pęcznieje.
Ktoś musi kleić te prasówki dla minister Fotygi, że jest mądra, piękna i lubiana.

Wydanie: 12/2007

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy