Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

Pamiętacie państwo ten biało-czerwony latawiec wybrany przez MSZ na logo III RP? Pół Polski nabijało się z tego pomysłu, zwłaszcza kiedy wydało się, że logo ma sygnować oficjalne dokumenty ministerstwa. Wesoły znaczek, godzien izb turystycznych, miał zdobić emeszetowskie raporty i analizy.
Ale cała historia ma też inny wątek. Otóż pytany przez dziennikarzy na okoliczność latawca jeden z urzędników Departamentu Promocji – tego, w którym powstał pomysł logo – odparł, że MSZ nic za to nie zapłaciło, bo twórca znaczka, agencja Corporate Profiles, za swą pracę wystawił rachunek w wysokości 1 zł plus VAT. No i pięknie. Tymczasem po MSZ rozeszła się wiadomość, że z tą symboliczną złotówką to jednak przesada. Gdyż umowa MSZ-Corporate Profiles jest trochę inna. Dobrze poinformowani twierdzą, że zasadniczo inna – przewiduje, iż książka zastosowań logo (tzw. brandbook) wraz z kalendarzem na rok 2003 kosztować będzie 600 tys. zł.
W tej kwocie była zawarta jeszcze jedna pozycja: agencja Corporate Profiles miała również opracować… znak graficzny MSZ, mający podobno zdobić także wizytówki dyplomatów. Ten znak nawet powstał i nikogo nie rzucił na kolana swoją oryginalnością. Przypominał monogram, który w czasach PRL malowano na służbowych talerzach i filiżankach.
Gdy po MSZ poszła wieść, że obok logo będzie jeszcze znak graficzny, ludzie zaczęli uważnie oglądać swoje wizytówki. Pod kątem liczby znaczków, które można na nich umieścić. Orzełek w koronie pośrodku, obok biało-czerwone logo z latawcem, niżej znak MSZ, pod nim logo departamentu (a co, nie można?), no i jeszcze w wypadku osób o arystokratycznych korzeniach gdzieś nad nazwiskiem herb rodowy. W ten sposób wizytówki polskich dyplomatów zachwyciłyby świat – jako odpowiedź na nadchodzącą cywilizację obrazkową. Może zaczęliby je zbierać kolekcjonerzy?
To mógłby być jakiś pomysł na podreperowanie budżetu MSZ – sprzedaż wizytówek. Innym mogłaby być eliminacja nietrafionych wydatków. Na przykład wspomniany Departament Promocji za 4,5 mln zł (ta cena nie obejmuje druku, a jedynie tzw. wkład intelektualny) zamówił wydawnictwa promocyjne „Polska w pigułce”. Zamówienie trafiło do Instytutu Adama Mickiewicza oraz do Bussines Press. No i powstało coś, co dla niektórych stanowi podręcznikową ilustrację, jak takich rzeczy nie należy robić.
Czy czeka nas więc kolejna debata nad kontrowersyjnym (i diabelsko drogim) przedsięwzięciem Departamentu Promocji? Otóż pewnie nie, bo cały nakład wysłany będzie za granicę, do ambasad. A tam albo zalegnie w magazynach, albo będzie blaknąć na okolicznościowych wystawkach.
PS
Sporo komentarzy wywołało pojawienie się na korytarzach w MSZ Eugeniusza Wyznera, byłego wiceministra, obecnie szefa oenzetowskich urzędników. Zastanawiano się, jaki miał interes, by odwiedzić budynek przy al. Szucha. Ostatecznie wygrała wersja, że przyjechał tu po to, by wytłumaczyć, dlaczego społeczność międzynarodowa nie wybrała Bronisława Geremka na stanowisko Wysokiego Komisarza ds. Praw Człowieka. Czy wytłumaczył skutecznie?

Wydanie: 39/2002

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy