Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

Po tym jak PiS wygrało wybory, wszyscy w MSZ obstawiają, że to ministerstwo weźmie Platforma. Ale czy oznacza to, że PiS na politykę zagraniczną nie będzie miało wpływu? Oczywiście, będzie miało, chociażby poprzez Kancelarię Premiera. W związku z tym parę osób przypomniało więc sobie, jak politykę zagraniczną wyobrażają sobie bracia Kaczyńscy, Radek Sikorski czy Marek Jurek.
Ten ostatni został nawet odpowiedzialnym z ramienia PiS do negocjowania z PO wspólnego programu w obszarze polityki międzynarodowej. A jakiż to może być program? Jego przedsmak mieliśmy chociażby parę tygodni temu, kiedy Marek Jurek podczas ostatniego posiedzenia sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych domagał się od MSZ wycofania kandydatur Krzysztofa Jakubowskiego na ambasadora w Indiach, Jarosława Gugały na ambasadora na Kubie, no i Krzysztofa Patureja, który jedzie do Uzbekistanu. A jak to wszystko argumentował? Ano tym na przykład, że Gugała, prezentując założenia polskiej polityki wobec Kuby, powiedział, że „Polska, żeby nie być postrzegana w Europie jako „koń trojański” Stanów Zjednoczonych, będzie prowadziła własną, niezależną politykę, która w części będzie niewątpliwie zbieżna z polityką Stanów Zjednoczonych”. Gugała dodał też, że Polska, tak jak UE, opowiada się za zniesieniem amerykańskiego embarga wobec Kuby. W sumie powiedział rzeczy oczywiste.
No i został zaatakowany nie tylko przez Antoniego Macierewicza, lecz także przez Marka Jurka (obaj swego czasu byli w ZChN, podobnie jak Kazimierz Marcinkiewicz). Macierewicz oburzał się, że polityka polska może być w jakimś punkcie inna niż polityka USA. A Marka Jurka gniewało, jak możemy być za zniesieniem amerykańskiego embarga wobec Kuby.
No to mamy niezłą ekipę do kierowania dyplomacją…
Jak najlepsza anegdota brzmią w tym kontekście korytarzowe opowieści o Sylwestrze Szafarzu, naszym konsulu w Szanghaju. Pisaliśmy już o nim parokrotnie, to zaprawiony w bojach o posady dżentelmen, z doświadczeniem jeszcze z czasów Wydziału Zagranicznego KC PZPR. A teraz przysyła on do centrali informacje, że spodziewa się zaostrzenia sporu chińsko-amerykańskiego o Tajwan. I że w związku z tym nie czuje się bezpieczny.
Mój Boże, Tajwan i Chiny kontynentalne to organizm w coraz większym stopniu gospodarczo jednorodny, o miliardowych przepływach kapitałów. O jakim tu sporze mówić? Chyba że ma się własne wizje albo chce się nadawać na falach Marka Jurka.
Przy okazji Chin dodać warto, że LOT zamierza reaktywować bezpośrednie połączenie z Pekinem. W zasadzie jedyną niewiadomą jest tylko to, jakich pieniędzy zażądają od nas Rosjanie za prawo przelotu nad Syberią. Jeżeli będą żądali zbyt wiele (kłania się polityka wschodnia), LOT przyjmie wariant drogi południowej, samoloty będą latać do Schenzen (to jest to miasto, które leży na granicy z Hongkongiem), a stamtąd do Pekinu.
Tak czy inaczej – Chiny gwałtownie się przybliżą. A to oznacza, że już nie będzie można opowiadać o nich bajek.

Wydanie: 40/2005

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy