Dzień i noc w autobusie

Dzień i noc w autobusie

Kierowcy komunikacji miejskiej pracują ciężej niż ci z TIR-ów

Czy warto być kierowcą autobusu komunikacji miejskiej? Takie pytanie pojawia się czasami na portalu poświęconym TIR-om. I oczywiście odpowiedź jest negatywna. Praca kierowcy w komunikacji miejskiej może się wydawać podobna do pracy kierowcy TIR-a. Wspólne jest jednak tylko to, że cały dzień siedzi się za kierownicą, oraz wielkość kół. Prowadzenie autobusu nie daje uczucia wolności jak jazda TIR-em w trasie. Autobus najczęściej jeździ tylko w mieście, a kierowca cały czas musi zwracać uwagę na pasażerów. Nie ogląda nowych krajobrazów i codziennie stoi w korkach.
Z pewnością nie jest to łatwy chleb, wielu ma dosyć rannego wstawania i poruszania się w żółwim tempie w godzinach szczytu, wstawania w środku nocy i wracania z pracy po północy z drugiej zmiany. To stresująca robota, nie można sobie pozwolić na chwile dekoncentracji. Wreszcie wcale nie jest dobrze płatna w zestawieniu z dużą odpowiedzialnością.
Właśnie o tym może się przekonać kierowca autobusu warszawskiej linii 739. Został on najciężej ranny, gdy prowadzony przez niego pojazd zjechał ze skarpy, uderzył w barierki oddzielające pasy ruchu na jezdni poniżej i spowodował jeszcze wypadek samochodu osobowego. Teraz grozi mu kilka lat więzienia za nieumyślne spowodowanie katastrofy, w której w sumie rannych zostało 36 osób.
Warto dodać, że tuż po wypadku policja brała pod uwagę wiele przyczyn, m.in. zły stan techniczny autobusu, zasłabnięcie kierowcy albo popełnienie przez niego błędu. Po wstępnych oględzinach ustalono jednak, że pojazd był w dobrym stanie, a kierowca nie powinien być przemęczony, bo pracę rozpoczął o godz. 9.30.

To sprawa PKS Grodzisk

Czy ktoś się przejmuje warunkami pracy kierowców autobusów? Może to kogoś zaskoczy, ale w Zakładzie Transportu Miejskiego w Warszawie raczej nie. Igor Krajnow, rzecznik ZTM, choć w mediach wypowiadał się krytycznie na temat kierowców, którzy podczas jazdy rozmawiają przez telefon, na pytanie o warunki ich pracy wykonuje typowy gest Piłata. – Nie mamy kierowców, nie zatrudniamy ich – wyjaśnia. – Dla nas usługi wykonują inne firmy przewozowe. Na prośbę o kontakt do jakiegoś przewoźnika mówi: – Z przewoźnikami ja się nie kontaktuję. To nie my. W wypadku wprawdzie brał udział autobus ZTM, ale kierowca pochodził z PKS Grodzisk.
Pytamy więc w Grodzisku. Tutaj informacji udziela Radosław Marek, wiceprezes zarządu. – Kierowcy wożący pasażerów ZTM w Warszawie są u nas i u kilku innych przewoźników. O ich warunkach pracy decydują względy rynku. Płacimy za godzinę pracy więcej niż np. firma Michalczewski (9,40 zł), ale nie może to być znacznie więcej ani znacznie mniej, bo tutaj popyt i podaż działają wyrównująco. Nie mogę też powiedzieć, by zatrudniani przez nas kierowcy byli przemęczeni. Część z nich mieszka w Warszawie i kiedy po skończonej pracy odprowadzają autobusy do pętli, nie mają tak daleko do domu. Z reguły autobus odprowadza się do takiej zajezdni, która jest najbliżej przystanku początkowego danej linii. Ale są też kierowcy spoza Warszawy, którzy mają do domu dużo dalej. Jest również pewna liczba obcokrajowców, np. z Ukrainy. Muszę jednak powiedzieć, że są to dobrzy pracownicy. Nie tak dawno Ukrainiec za to, że stanął w obronie pasażerów, otrzymał medal przyznany przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Przewoźnicy tacy jak my nie tylko zatrudniają kierowców, ustalają warunki pracy i płacy, lecz także dostarczają im ubrania robocze, mundury, dbając o to, by były w kolorach ciemnych.
O przyczynach wypadku autobusu linii 739 prezes Marek, jak twierdzi, wie tylko tyle, ile podaje prasa. Jego firma współpracowała natomiast z policją, dostarczając kable do odczytu danych z dysku rejestrującego obraz oraz inne parametry zdarzenia. Prasa informuje, że wypadek spowodowany był prawdopodobnie błędem kierowcy, który schylił się, chcąc podnieść z podłogi telefon komórkowy. Prezes jednak tego nie potwierdza.

Wzrasta ilość, spada jakość

Rzecznik ZTM Igor Krajnow twierdzi, że wysokie ceny paliw powodują wzrost liczby pasażerów komunikacji miejskiej.
– Można powiedzieć, że w skali roku przewozimy ok. 100 mln osób więcej niż pięć czy sześć lat temu – dodaje.
Czy jednak ilość nie obniża jakości? Kiedyś tramwajarze i kierowcy autobusów stanowili elitę robotniczą wielkich miast. Dzisiaj już tak nie jest. Aby rozpocząć pracę o godz. 4 rano, trzeba się pojawić w zajezdni o 3.30 w nocy. Nikt nie pyta, o której kierowca musi wstać i wyjść z domu. Stawki godzinowe są stosunkowo niskie, więc kierowcy biorą nadgodziny, aby zarobić więcej. Przepisy dopuszczają 151 nadgodzin rocznie, ale i to wielu nie wystarcza. Rekordzista ma ponoć 350 nadgodzin, jeździ aż u trzech przewoźników i tylko się przesiada z autobusu do autobusu. Wieczorami przed zajezdnią stoją rzędy autobusów, które odczekują do jakiejś równej godziny, aby w zajezdni odnotowano pełną stawkę dnia pracy. Być może kierowcy jakoś wcześniej zakończyli ostatni kurs albo w ogóle go nie odbyli. Stąd bierze się opinia, że bywają przemęczeni. Niektórzy radzą sobie w następujący sposób – przez dwa tygodnie jeżdżą do oporu, a potem przez kolejne dwa tygodnie dochodzą do siebie. Ale gdy ktoś przesadzi, może się wydarzyć nieszczęście.

Tragiczne statystyki

Statystyki policyjne są niepokojące. W pierwszym półroczu 2008 roku w kraju wydarzyło się 155 wypadków spowodowanych przez kierowców autobusów komunikacji publicznej i 68 przez kierowców innych autobusów. Zginęło w nich 15 osób, a 400 zostało rannych. W całym najtragiczniejszym dotąd 2007 roku doszło do 390 wypadków spowodowanych przez kierowców autobusów komunikacji publicznej i 160 przez inne autobusy. Zginęło w nich 33 osoby, a 843 osoby zostały ranne. Obecnie jest niewiele lepiej.
Zresztą nie tylko kierowcy odczuwają zmęczenie. Także wyeksploatowane do granic pojazdy np. zapalają się. Fakt, że są niekiedy koszmarnie brudne, jest tylko smutnym dodatkiem i świadczy o tym, że cała machina komunikacyjna trzeszczy w szwach. Na palące problemy komunikacyjne nie znajdziemy chyba lepszego rozwiązania niż kolejne linie metra, tyle że tu nie ma dobrych wiadomości – budowa II linii w Warszawie opóźnia się. Jeśli jednak ruch pasażerski będzie w zdecydowanej większości obciążał autobusy, będziemy świadkami dalszej ich degradacji.


OKIEM KIEROWCY

Jerzy Fabijański,
kierowca z Zakładu MZA Redutowa, działacz OPZZ

O warunkach pracy kierowców wiele można by mówić, ale oczywiście najważniejsze są stawki i płace. Trzeba by też coś zrobić, aby zrównać w traktowaniu tzw. młodych i starych kierowców. Młodzi nie wiedzą na czym stoją, nie obowiązuje ich układ zbiorowy a przy wypłacie – cienizna. Przydałyby im się normalne umowy o pracę, bo na razie firma szuka rozwiązań „antykryzysowych”. Na przystankach krańcowych też trzeba zadbać o kierowcę, nie wszędzie jest możliwość skorzystania z toalety, a to przecież absolutne minimum. W naszej zajezdni na ul. Redutowej przydałaby się wymiana wozów, bo jeździmy teraz jak w muzeum. Inne dostały już lepszy tabor, u nas – nie ma nowych wozów, a wymogi są takie same jak dla innych. Jakaś zmiana przydałaby się na lato w umundurowaniu. Zwykłe jest ciężkie i gorące, a przy temperaturze powyżej 25 st. C. Najlepsza byłaby bawełniana, lekka koszula.

 

Wydanie: 21/2011

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy