Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

Rzecznik prasowy MSZ jeszcze w kwietniu obwieścił, że ministerstwo ma nowego podsekretarza stanu, który będzie się zajmował promocją polskiej gospodarki oraz ekonomizacją polskiej polityki zagranicznej. To pani Beata Stelmach, która przyszła do MSZ z tzw. biznesu. No, raczej nie została przywitana gorąco, zaglądaliśmy na stronę internetową ministerstwa pod koniec minionego tygodnia, w rubryce „kierownictwo MSZ” nie było o niej nawet wzmianki.
Jej ocenić jej przyjście? Można politycznie. Otóż pani Stelmach jest ministrą skarbu w gabinecie cieni Kongresu Kobiet. Wiadomo, wybory się zbliżają, Platforma na nie się szykuje, więc cóż jej szkodzi kupić sobie przychylność wpływowej organizacji.
Jest jeszcze inny kontekst tej nominacji – w zasadzie powinna ona spotkać kogoś wskazanego przez ministra gospodarki, wicepremiera Waldemara Pawlaka. To byłoby logiczne – bo aż się prosi, by sprawy gospodarcze nadzorował w MSZ ktoś znający administrację państwową, resort gospodarki, możliwości gospodarcze, eksportowe itd. No i ludzi wywodzących się z dawnego Biura Radcy Handlowego. Ale minister Sikorski widocznie myśli inaczej.
A patrząc na nominację pani Stelmach z punktu widzenia zadań, jakie ma wypełniać?
Jest ona kolejnym już podsekretarzem stanu, który przychodzi do dyplomacji, by zajmować się sprawami promocji gospodarczej Polski. To lejtmotyw, „ekonomizacją” naszych spraw zagranicznych zajmował się jeszcze Stefan Jędrychowski. W III RP było kilku wiceministrów obarczonych tym zadaniem. Dziś mało kto ich pamięta.
Tak też się patrzy na panią Stelmach. Przyszła do  MSZ z długim życiorysem, rok w takim zarządzie spółki, rok w innym, tu taka rada nadzorcza, tam inna… Tym sposobem wzbogaci sobie CV. Przeskoczy szczebelek w karierze.
A co z tego będzie miało MSZ?
Zanim zaczniemy odpowiadać na to pytanie, warto się zastanowić, dlaczego „ekonomizacja” w MSZ się nie udaje. Czy brakuje ludzi? Czy brakuje struktur? Pomysłu? Na te pytania odpowiedzi trzeba udzielić, choć już wiadomo, że nawet nikt ich nie zadał – wystarczy spojrzeć na pierwsze wystąpienia nowej podsekretarz stanu. Napisała ona artykuł do gazety o konferencji na temat gazu łupkowego. I to jak! Oto próbki jej talentu:
„Współpraca polsko-amerykańska ulega intensywnym przeobrażeniom. Dynamika tych relacji jest konsekwencją nowych globalnych wyzwań o charakterze geostrategicznym, gospodarczym i technologicznym. (…)
Coraz większe znaczenie w relacjach Polski i USA ma współpraca gospodarcza, a w szczególności problematyka energetyczna. Stworzyliśmy solidny fundament dla polsko-amerykańskich relacji energetycznych. Współpraca energetyczna włączona została w ramy dialogu strategicznego, wzmacniając tym samym pozamilitarne znaczenie Stanów Zjednoczonych dla bezpieczeństwa Polski. (…)
W wymiarze geostrategicznym obecność firm ze Stanów Zjednoczonych i innych państw zwiększy znaczenie Polski i całego regionu w architekturze stosunków transatlantyckich. (…) Sytuacja ta stwarza także nowe perspektywy dla polityki energetycznej Unii Europejskiej w jej wymiarze zewnętrznym – priorytetu polskiej prezydencji”.
I tak dalej…
Jezus, Maria! Pani minister, odrobinę finezji! Tu nie trzeba młotkiem, tu jest MSZ.

Attaché

Wydanie: 21/2011

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy