Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

W MSZ rozbudowane są jak nigdy komórki do kontaktów z mediami i do obsługi ministra, którego sekretariat liczy 70 ludzi.
Przez media przetoczyła się fala – że oto min. Sikorski, który nocował w Berlinie, zauważył, że w hotelowej telewizji nie ma żadnego polskiego kanału, choć są nawet iracki i ormiański. I w związku z tym napisał list protestacyjny do dyrektora hotelu.
Minister broniący polskiego słowa (i głosu) – jakie to piękne!
Szkoda tylko, że media się nie zająknęły, dlaczego Sikorski spał w Berlinie. Odpowiadamy więc – dlatego że uczestniczył w spotkaniu Trójkąta Kaliningradzkiego, czyli ministrów spraw zagranicznych Niemiec, Polski i Rosji. Ale o tym była cisza. Czyżby więc ten list do dyrektora, który Sikorski opublikował na Twitterze, to jedyny jego berliński sukces?
To jest zresztą fenomen naszych czasów – mamy w MSZ rozbudowane jak nigdy wcześniej komórki do kontaktów z mediami i do obsługi ministra. Sam Sekretariat Ministra liczy 70 ludzi (10 lat temu było kilku). Armia urzędników zajmuje się min. Sikorskim, no i potem okazuje się, że z jego spotkań z Ławrowem i Westerwellem zostaje ćwierknięcie o hotelowej telewizji. To może od razu lepiej zatrudnić w MSZ komediantów?
Zanim to nastąpi, MSZ najprawdopodobniej opuści Mikołaj Dowgielewicz, sekretarz stanu ds. europejskich. Dowgielewicz ma być wiceszefem Banku Rozwoju Rady Europy, to podobno jest załatwione, bo Niemcy są za, poza tym od grudnia szefem banku jest Rolf Wenzel, który przez lata pracował w niemieckim Ministerstwie Finansów, a także w MFW.
Teoretycznie powinniśmy być zadowoleni, tylko że cała ta historia ma swoje smaczki.
Po pierwsze, Dowgielewicz nie ma pojęcia o finansach, jest prawnikiem. Tymczasem i Wenzel, i jego trzej zastępcy to ludzie, którzy na finansach zęby zjedli. Włoch Nunzio Guglielmino jest wiceszefem banku od 1999 r., wcześniej był dyrektorem generalnym we włoskim Ministerstwie Skarbu i doradcą ds. ekonomicznych i finansowych we włoskiej ambasadzie w Brukseli. Apolonio Ruiz Ligero to ekonomista z wykształcenia, były przedstawiciel Hiszpanii w MFW i Banku Światowym, a Imre Tarafas to doktor ekonomii i były członek zarządu Narodowego Banku Węgier. Zdrowy rozsądek podpowiada, że w takie miejsca wypadałoby wysłać finansistę i bankowca. Chyba że wysyłamy człowieka, żeby się dorobił…
I w tym przypadku może być coś na rzeczy – bo Dowgielewicz jeszcze parę lat temu lansował tezę, że Polska powinna wysuwać kandydatów na maksymalną liczbę stanowisk, a wtedy coś nam dadzą. To skończyło się klapą. Rok temu był kandydatem na stanowisko zastępcy dyrektora generalnego w dyrekcji u pani Ashton. Ostatecznie przegrał tę rozgrywkę z Maciejem Popowskim, szefem gabinetu przewodniczącego Parlamentu Europejskiego Jerzego Buzka.
Wtedy mówiono, że Buzek ujął się za swoim pracownikiem, a poza tym Dowgielewicz odpowiadał za przygotowania do prezydencji, więc nie godziła się taka ucieczka.
To co, teraz, po prezydencji, ma dostać nagrodę?
Attaché

Wydanie: 13/2012

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy