Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

Jest coś takiego jak genius loci. W polskiej dyplomacji jest ich wiele – to stanowiska-trampoliny, z których awansuje się na bardzo dobre placówki. Jedną z takich trampolin jest posada asystenta Bronisława Geremka.
Właśnie parę tygodni temu minister Bartoszewski złożył wnioski o mianowanie ambasadorami dwóch bliskich współpracowników Bronisława Geremka. Michał Radlicki ma jechać do Rzymu, a Jerzy Margański do Berna.
W ten sposób obecny Dyrektor Generalny MSZ i obecny dyrektor sekretariatu ministra ewakuują się na dobre i bezpieczne placówki. Czy im się uda?
Jeśli chodzi o Rzym, to będzie to już drugie podejście Radlickiego. Pierwszy raz, także za czasów Bartoszewskiego, jego kandydaturę odrzuciła sejmowa Komisją Spraw Zagranicznych, motywując to m.in. młodym wiekiem niedoszłego ambasadora. Rzeczywiście, Radlicki miał wówczas 33, czy 34 lata, a więc był w wieku, w którym MSZ-owscy urzędnicy nie marzą nawet o stanowiskach radcy pełnomocnego, a co dopiero szefa placówki. No, ale załóżmy, że długo przebywał w towarzystwie Bronisława Geremka, więc szybko dojrzał.
Bo jego kariera zaczęła się w roku 1989, kiedy, jeszcze w Sejmie, pełnił funkcję asystenta posła Geremka. Potem wyjechał do ambasady do Brukseli, a później był wicedyrektorem i dyrektorem gabinetu ministra. A jednocześnie osobą bardzo zaangażowaną w personalne rozgrywki. Takim go zapamiętano – jako młodego, zacietrzewionego człowieka, zwalczającego “starych” pracowników i pilnującego, by na najlepsze placówki szli ludzie z nowego układu, niekoniecznie cokolwiek potrafiący.
W roku 1995 Radlicki odszedł z MSZ do firmy Peugeot-Polska. Ale okazało się, że praca u “zachodniego” różni się od posady państwowej – więc zaczął się starać o posadę ambasadora w Rzymie. Skutecznie – bo Bartoszewski przepchnął jego kandydaturę aż na sejmową Komisję Spraw Zagranicznych. I tam padła.
Co się odwlecze, to nie uciecze. W roku 1997 Radlicki wrócił do MSZ i to na stanowisko Dyrektora Generalnego, czyli szefa urzędników. A teraz, czując zmianę politycznych wiatrów, zamierza ewakuować się do wymarzonych Włoch. Czy mu się uda? Ha! Otóż w ostatnich dwóch latach toczył w MSZ zawzięte boje z wiceministrem Radkiem Sikorskim. Teraz więc obawia się, że Sikorski może jego plany storpedować i na przykład namówić posłów AWS do absencji podczas głosowania. To byłyby sensacje, gdyby Radlickiemu po raz drugi Rzym przeszedł koło nosa!
W cieniu Radlickiego na placówkę szykuje się Jerzy Margański, dyrektor sekretariatu ministra. W MSZ zapamiętano go przede wszystkim jako tego, który nosił za ministrem Geremkiem teczkę. To trochę krzywdząca ocena, bo Margański, w przeciwieństwie do Radlickiego, ma przygotowanie merytoryczne, był już dyrektorem Departamentu Europy Zachodniej, czyli tego, z którego awansuje się albo na wiceministra, albo na ambasadora. On awansuje na ambasadora – chce jechać na jedną z najlepszych placówek, do Szwajcarii. Zastąpi tam Marka Jędrysa, także byłego dyrektora Departamentu Europa-Zachód.
Attaché

Wydanie: 38/2000

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy