Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

Wołaliśmy wielokrotnie, i to od paru miesięcy, że minister Sikorski niezbyt się interesuje sprawami obsadzania ambasad Unii Europejskiej polskimi dyplomatami. Wołaliśmy – okazało się, że mieliśmy rację, minister zaniedbał polskie sprawy.
Szkoda tylko, że wołaliśmy na próżno.
Teraz więc wołamy o innej sprawie, dotyczącej pieniędzy.
Minister miesiącami opowiadał, jakie to oszczędności wprowadza w dyplomacji i w ogóle. No, jest trochę inaczej.
Jednym z elementów finansowej powściągliwości był wzrost znaczenia komórki pilnującej oświadczeń majątkowych składanych przez pracowników MSZ. Nagle okazało się, że jest to najważniejszy w MSZ dokument. Minister powołał do tego celu specjalnego pełnomocnika (o nim za chwilę), a ten wziął się do roboty. I nagle zaczęto pracownikom przypominać, że mają oświadczenie złożyć, pokazała się instrukcja, jak wypełniać oświadczenie, a jakże – wielostronicowe i szczegółowe. Stworzono też specjalny tryb przyjmowania tych oświadczeń, na zasadzie pełnej powagi, straszenia i szukania nieścisłości.
Nagle w całym MSZ zaczęto szukać skorumpowanych. A każdy pracownik poczuł się jak bohater powieści Kafki. A któż zgotował mu ten los? Otóż na czele tych poszukiwań stanął mianowany przez ministra Sikorskiego pełnomocnik ds. walki z korupcją astronom Maciej Wnuk.
Wnuk to jest postać szczególnie dobrze znana w MON, gdzie był pracownikiem gabinetu politycznego ministra (za rządów PiS), a potem pełnomocnikiem ds. procedur antykorupcyjnych. W MON nazywali go „komisarzem PiS-u”, całkiem zasadnie, bo, po pierwsze, wcześniej był radnym Prawa i Sprawiedliwości w Warszawie, a po drugie, działał jak komisarz, podejmując – jak napisał dziennik „Rzeczpospolita”, „wiele decyzji bez konsultacji z przełożonymi” oraz takich, do których nie miał uprawnień. To działo się, dodajmy, w czasie gdy ministrem obrony był Radosław Sikorski. Wtedy m.in. Wnuk zdecydował o „rozstrzelaniu” Rosomaka wraz z wartym kilkaset tysięcy wyposażeniem. W ten sposób parę milionów złotych poszło z dymem. Dziwna też była jego rola podczas przetargu na samolot dla VIP-ów, który ogłoszono w grudniu 2006 r. Warunki przetargu były skandaliczne, ewidentnie faworyzowano samolot Embraer, w końcu po pół roku przetarg unieważniono.
A podczas targów obronności Wnuk wydał pismo, w którym zezwalał (sic!) pracownikom MON wziąć udział w imprezie organizowanej przez ambasadę USA, za to zabraniał w imprezie Bumaru. Pisali o tym dziennikarze – że jedne przetargi i imprezy zwalcza, drugie zaś faworyzuje; grożono sobie sądami, była kompromitacja i magiel.
Wnuk w MON dotrwał do naszych czasów. Ale minister Klich, lekarz z wykształcenia (pracował też krótko w szpitalu psychiatrycznym), pozbył się go dość szybko. No i proszę – przygarnął go Radosław Sikorski. Widać, lubi takich ludzi.
I mamy szaleństwo.
Teraz w MSZ zastanawiają się, w którym kierunku to wszystko się rozwinie. Teoretycznie powinno rychło dojść do zderzenia Wnuka z jedynymi w MSZ komórkami, w których praca jest narażona na korupcję. Chodzi tu o Biuro Infrastruktury i Logistyki oraz stanowisko pełnomocnika ds. informatyzacji. Tam są wydatki i przetargi!
Sęk w tym, że tymi dwiema komórkami też kierują ludzie ściągnięci przez Sikorskiego z MON.
Nieźle się obsadzili, prawda?
Attaché

Wydanie: 13/2010

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy