Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

Katastrofa smoleńska „przykryła” sejmowe wystąpienie ministra Sikorskiego dotyczące polskiej polityki zagranicznej. A ponieważ parę rzeczy minister powiedział, warto mieć je w pamięci.
Więc, w telegraficznym skrócie: wystąpienie ministra można podzielić na kilka wątków. Na te, w których się usprawiedliwiał, na te, w których się powtarzał (i chwalił), i na rzeczy nowe.
Minister usprawiedliwiał się, mówiąc o unijnej służbie działań zewnętrznych, o tym, że polscy dyplomaci stoją na końcu kolejki, jeśli chodzi o obsadę najważniejszych stanowisk. Minister bronił się przed tym zarzutem, twierdząc, że żadnych kolejek po prostu nie ma. Bo na 140 ambasad do obsadzenia jest w tym roku 30, a de facto 10, bo państwom członkowskim należy się jedna trzecia placówek. Cóż się zatem dziwić, że w tej dziesiątce (czy też trzydziestce) nie ma Polaków?
Minister zręcznie ominął więc zarzut – bo owszem, można ścierpieć sytuację, że nie ma naszych w pierwszej dziesiątce. Ale trudno przecież nie dostrzec, że minister sprawę zawalił, odpuścił ją, i nic nie wskazuje na to, byśmy byli w pierwszej studziesiątce…
Powtarzał się minister z kolei, obiecując rzeczy już wcześniej obiecane. I tak co roku można usłyszeć, że niedługo opracujemy nowe plany budowy ambasady w Berlinie. A ruina straszy.
Co roku też słychać zapowiedzi, że remontowana jest rezydencja ambasadora w Waszyngtonie. I że remontowana jest siedziba stałego przedstawicielstwa przy ONZ. A, i jeszcze jak co roku, minister zapowiada złożenie projektu ustawy o służbie zagranicznej.
Czekaj tatka latka…
Ale chociaż w jednych sprawach minister powtarza się jak katarynka, to w innych – ewoluuje.
Zwłaszcza w sprawach wschodnich.
I tak, mówiąc o Białorusi, przyznał, że „w polskim dyskursie politycznym istnieje właściwie tylko kwestia złego traktowania Polaków na Białorusi. Kwestia ta jest zakładnikiem innych bardzo ważnych polskich interesów na Białorusi. Najważniejszym interesem Polski jest, żeby Białoruś była niepodległym państwem. To krzepnięcie białoruskiej państwowości w ostatnich latach cieszy nas. Jest to proces, który wspieramy”.
O Ukrainie zaś powiedział tak: „Wszyscy wiemy, że polityka wciągania Ukrainy na siłę do Zachodu skończyła się tak, jak się skończyła. Polityk ukraiński (czyli Juszczenko – przyp. A), który prowadził politykę drażnienia Rosji, buńczucznych deklaracji prozachodnich bez wykonywania »pracy domowej«, która by uwiarygodniała prozachodnią politykę, flirt z nacjonalizmem, nacjonalistyczną polityką historyczną, otrzymał 5% głosów w wyborach. Mam nadzieję, że niektórzy polscy politycy wyciągną z tego wnioski. Polityka wobec Ukrainy nie zmienia się. Polega ona na tym, że będziemy wspierać Ukrainę w jej aspiracjach prozachodnich, jeśli Ukraina sobie tego życzy. Nie możemy być bardziej proukraińscy niż sama Ukraina. (…) Jeśli Ukraina uważa, że na tym etapie pewne obniżenie temperatury w relacjach z Rosją jest dla niej korzystniejsze niż wchodzenie do NATO, które jej nie chce, to są ukraińskie decyzje, które musimy uszanować. Wydaje mi się, że prezydent Janukowycz wysłał bardzo czytelne sygnały: integracja ekonomiczna i kierunek na Unię – tak, a na NATO raczej nie. To wydaje mi się racjonalne”.
O, proszę, minister stawia na racjonalność. Znaczy się, idzie nowe?
Attaché

Wydanie: 20/2010

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy