Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

Po tym, jak wspomnieliśmy o amerykańskim tour ministra Sikorskiego, jeden z czytelników przysłał nam mejla, w którym przypomina jeszcze jedną historię. Otóż minister miał szansę zapoznać się w USA z dwoma przedsięwzięciami, którymi się chwali – z rezydencją ambasadora w Waszyngtonie i z siedzibą przedstawicielstwa przy ONZ. Obie te siedziby nie są bynajmniej wirtualne, są jak najbardziej konkretne, sęk tylko w tym, że nasi dyplomaci nie mogą z nich korzystać. Stoją pustostany i czekają. Na remont, na adaptację. Tak jak od lat stoi rudera w centrum Berlina i nazywa się to miejscem, na którym będzie ambasada RP. Minister Sikorski zapowiadał podczas kwietniowego exposé, że lada moment przedstawi plan remontu i przebudowy tej rudery, bo to po prostu wstyd, żeby od lat nic na działce przy Unter den Linden się nie działo.
Cóż. Niczego nie przedstawił. I na razie ludzie w MSZ zakładają się, czy za rok, podczas kolejnego exposé, minister będzie mówił o straszącym i pustym budynku to samo, czy też coś innego.
Bo, jak dotąd, jeśli gdzieś jeszcze przetrwało Polnische Wirtschaft, to zdaje się w MSZ.
A dlaczego przetrwało?
Częściowo tłumaczy to historia przedstawicielstwa przy ONZ. Polska wynajęła stosowne pomieszczenia w stosownym biurowcu i wydawało się, że wszystko jest na jak najlepszej drodze. Pomieszczenie trzeba było zaadaptować, co też jest oczywistością, więc firma wynajmująca zaproponowała, zgodnie z miejscowymi zwyczajami, że za niewielką dopłatą do czynszu ona tej adaptacji dokona.
Ale taka prosta operacja spotkała się z nieufnością centrali. Otóż minister Sikorski pościągał z MON do MSZ grupę swoich ludzi. I jeden z nich, płk Andrzej Niedźwiecki, został najpierw pełnomocnikiem ds. inwestycji zagranicznych, a teraz jest dyrektorem Biura Infrastruktury i Logistyki. MSZ-etowski ludek nie ma wątpliwości – to pułkownik sprawę zawalił. Bo najpierw nie zgodził się na deal – wyższy czynsz za adaptację – a potem zaczął szukać wykonawcy, który wynajęte pomieszczenia by wyremontował. I utopił się w procedurach; brak wiedzy, nieznajomość języków obcych – to wszystko swoje zrobiło.
Efekt jest taki, że co miesiąc Polska płaci 100 tys. dol. za wynajem pomieszczeń, z których nie korzysta. I tak od półtora roku. Więc to już jest, policzmy, prawie 2 mln dol. wypuszczonych w powietrze, w imię rzekomych oszczędności.
Tak to gospodarzy minister Sikorski i jego ekipa.
A teraz dodajmy do tego koszty, jakie ponosi Polska w Niemczech, gdzie nie można zbudować ambasady ani porządnie wyremontować tego, co zostało ze starej, dodajmy tę nieszczęsną rezydencję w Waszyngtonie, czy też nowe cudo – ambasadę w Brukseli. Otóż kupiliśmy budynek, w którym na parterze jest poczta. Nie można jej stamtąd wyrzucić i z tego względu taki budynek nie spełnia norm bezpieczeństwa.
Gdybyśmy nie znali MSZ od środka, podejrzewalibyśmy, że ktoś marnotrawi publiczne pieniądze specjalnie.
A to po prostu ludzie bez kompetencji. Najdroższy rodzaj urzędnika.
Attaché

Wydanie: 25/2010

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy