Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

Wygląda na to, że Unia Wolności powoli przenosi się nad Tybr. Do ambasady w Watykanie jedzie Hanna Suchocka, a do ambasady w Rzymie wybiera się silna unijna ekipa. Ambasadorem ma być (jednak) Michał Radlicki, dyrektor generalny MSZ, wcześniej asystent prof. Geremka. Radlicki – o czym głośno mówi się w MSZ – skompletował już sobie ekipę. Jego zastępcą na placówce, czyli radcą-ministrem pełnomocnym ma być pani Maria Borejsza de Rosset, przez wiele lat prowadząca biuro prof. Geremka, potem zatrudniona przez niego w MSZ na stanowisku wicedyrektora sekretariatu ministra. Obok pani Borejszy rzymską placówkę ma wzmocnić Wojciech Ponikiewski, obecnie dyrektor Departamentu ds. Ekonomiczno-Społecznych ONZ. No i jeszcze jedno. Michał Radlicki pamięta też o dyrektorze swojego gabinetu (dyrektor biura dyrektora generalnego), Januszu Ostrowskim. Ten z kolei zasili placówkę w Rzymie jako szef konsulatu.

W MSZ ten grupowy wyjazd komentowany jest raczej złośliwie , jako przedsięwzięcie bardziej towarzyskie niż dyplomatyczne: no, będziemy mieli w Rzymie pensjonat Rubens.

Żeby było śmieszniej, nikt z tej grupy wybierającej się nad Tybr nie zna włoskiego i Włoch. Co więcej, Ostrowski nie ma zdanego egzaminu konsularnego. Ale specjalnie tym się nie przejmuje, tłumacząc się w ten sposób: „Ja będę kierować, a za mnie robić będą ludzie”. Tak więc do Włoch na konsula wybiera się osoba, która nie zna Włoskiego i nie ma większego pojęcia, na czym konsularna robota polega. Tak kwitnie nam polska dyplomacja.

Te słowa „brak większego pojęcia” są jak najbardziej na miejscu, bo Ostrowski już raz przymierzał się do zdania egzaminu konsularnego. I przeszedł test pisemny. Ale zawalił ustny.

A propos zdawania egzaminów konsularnych. Niechęć poczuła do nich Joanna Kozińska-Frybes, dyrektor Departamentu Polityki Kulturalno-Naukowej. Wybiera się ona na stanowisko konsula do Barcelony, więc powinna zdać egzaminy konsularne. Ale nie chce. Po MSZ rozeszła się informacja, że pani dyrektor nie uważa za konieczne ich zdawania, bo – jak tłumaczy – była już ambasadorem, czyli wszystko wie. Czy także to, jak się plombuje trumny?

Jeżeli jesteśmy przy trumnie, pierwszy gwóźdź do trumny swojej kariery zdążył wbić polski ambasador na Ukrainie, Marek Ziółkowski. W pierwszych dniach czerwca odbyło się w Dniepropietrowsku Forum Gospodarcze Polska-Ukraina. Prasa pisała o tym wiele, na Forum byli prezydenci Kuczma i Kwaśniewski. Do Dniepropietrowska przyjechała też delegacja MSZ – wiceminister Barbara Tuge- Erecińska i dyrektor Departamentu Europy Wschodniej, Zdzisław Raczyński. I zaraz po przylocie spotkał ich dziwny pech . Cała polska ekipa wsiadła do hotelu, a oni sami zostali na lotnisku. Sami jak dwa palce, bo ambasador zabrał się z prezydentem. Dopiero po wielu telefonach i długich, długich minutach oczekiwania ktoś wreszcie ich stramtąd zabrał.

W takich sytuacjach mówi się zazwyczaj: dobrze, że humory dopisywały.

Wydanie: 25/2001

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy